Hołek otwiera klub supersamochodów

Karol Jedliński
opublikowano: 01-02-2011, 00:00

Rajdowiec inwestuje w stajnię luksusowych aut. Za kilkadziesiąt tysięcy rocznie masz Ferrari na zawołanie.

Flota motoryzacyjnej komuny dla bogatych będzie warta ponad 5 mln zł

Rajdowiec inwestuje w stajnię luksusowych aut. Za kilkadziesiąt tysięcy rocznie masz Ferrari na zawołanie.

Najniższy poziom parkingu w warszawskim hotelu Hilton. Krzysztof Hołowczyc wsiada po kolei do superszybkiego Porsche 911, efektownej Corvetty i potężnego Nissana GT-R. Rozradowany piąty zawodnik ostatniego Rajdu Dakar gazuje na całego.

— Cieszy się jak dziecko, bo niedługo będzie miał do dyspozycji całą flotę takich samochodów — komentuje jeden ze świadków.

A będzie je miał dlatego, że na tym polega biznes, jaki rozkręca nasz najlepszy rajdowy kierowca.Wiosną ruszy firmowany przez niego Supercar Club. Hołowczyc jest tu jednym z pięciu wspólników. Idea działania biznesu jest prosta — płacisz poważne pieniądze (25-50 tys. zł rocznie plus 10 tys. wpisowego) i masz dostęp do kolekcji kilkunastu topowych aut sportowych na świecie, kosztujących znacznie więcej.

Zakręceni panowie

Flota Supercar Club na wstępie warta będzie ponad 5 mln zł. Znajdą się w niej m.in.: Ferrari F430 i Lamborghini Gallardo. Inwestorzy wykładają na stół grube miliony i oczekują, że w rok przyciągną niemal setkę klubowiczów. To pierwszy taki projekt w Polsce.

— Klub to projekt, o jakim od dawna marzyłem. Wnoszę do niego doświadczenie motoryzacyjne i kontakty, a moi partnerzy wieloletnie doświadczenie w biznesie — przekonuje Krzysztof Hołowczyc.

Gdyby zliczyć prywatne samochody piątki założycieli Supercar Club, wyszłoby ich z pół setki. Głównie wyścigowych Subaru i Mitsubishi, bo twórcy klubu spotkali się na rajdowych trasach. Ale jest też piekielnie drogie i mocne Porsche w konfiguracji torowej czy jeden z topowych modeli Ferrari.

— Stać nas na dobre samochody, ale żaden z nas indywidualnie nie byłby w stanie mieć i utrzymywać aż takiej floty. Dlatego zakładamy klub, nad którego koncepcją biznesową pracujemy już od roku. Zapraszamy ludzi podobnie zakręconych na punkcie legendarnych, ale i szybkich aut — przekonuje popularny "Hołek".

Klasa i kasa

Jednym z akcjonariuszy Supercar Club jest m.in. Kamil Dłutko, od lat działający w branży marketingowej. To on był jednym z właścicieli agencji Novimedia przejętej w zeszłym roku przez wydawnictwo Zwierciadło. Jest w tym gronie też Marcin Czernik, kierowca wyścigowy i współwłaściciel serwisu aut rajdowych 4turbo. Czernik to także całkiem sprawny gracz w świecie finansów, zasiada m.in. w radzie nadzorczej spółki Jasnier, kontrolowanej przez Sławomira Smołokowskiego, jednego z właścicieli spółki JS.

— Przeprowadziliśmy badania wśród potencjalnych klubowiczów. Okazało się, że są gotowi płacić nie tylko za dostarczenie samochodów, ale i pokazywanie, jak wycisnąć z nich maksimum frajdy i jakie niesztampowe miejsca można w nich odwiedzić — tłumaczy Maciej Orłowski, prezes Supercar Club, a przy okazji właściciel firmy technologicznej.

Stąd nie tylko marketingowe wsparcie Krzysztofa Hołowczyca. Będzie ściągać na szkolenia swoich kolegów — rajdowe gwiazdy światowego formatu. Zimę topowe samochody ze stajni klubu będą spędzać na południu Europy, gdzie klubowicze będą mogli z nich korzystać w pakiecie z ofertą wycieczek na pola golfowe czy do pensjonatów w urokliwych zakątkach.

— Chcemy poświęcić dużo uwagi doborowi klubowiczów. Zależy nam na ludziach nie tylko z kasą, ale też z klasą. Bierzemy odpowiedzialność za to, że gdy ktoś lekkomyślnie rozbije Ferrari, reszta klubowiczów do czasu naprawy lub ściągnięcia nowego będzie musiała obejść się smakiem — podkreśla Krzysztof Hołowczyc.

7 upojnych weekendów

Na co może liczyć dobrze opłacany menedżer z branży finansowej, mający dość płacenia bajońskich sum za własną stajnię Porsche i sportowych Audi? Jeśli wyłoży 50 tysięcy za najdroższy pakiet, dostanie tyle punktów, że wystarczy mu ich nawet na 7 weekendów sam na sam z nowym Ferrari czy Lamborghini lub 40-60 dni roboczych śmigania najszybszymi samochodami świata. Oczywiście, jeśli dopłaci, będzie mógł sobie pojeździć dłużej.

— Startujemy z bardzo niskim współczynnikiem liczby użytkowników na samochód. Będzie to 6 do 1. Gwarantujemy, że nigdy nie przekroczymy proporcji 10 do 1 — zastrzega Kamil Dłutko.

Założyciele klubu są pewni, że chętnych do zapisania się do motoryzacyjnej komuny dla bogatych nie zabraknie. Za granicą z powodzeniem funkcjonują podobne biznesy, mające nawet po kilkuset klubowiczów. Jak np. brytyjski écurie25, z kilkudziesięcioma najlepszymi samochodami świata w ofercie i organizujący około 30 imprez rocznie, włącznie z jazdami bolidami Formuły 1.

Konie, ceny i przyspieszenia. Czym pojeździsz u "Hołka":

Lamborghini Gallardo, silnik 5 l, 4,2 sekundy do setki.

Cena: około 0,8 mln zł.

Porsche 911 Turbo, silnik 3,8 l, 3,6 sekundy do setki.

Cena: około 0,7 mln zł.

Nissan GT-R, silnik 3,8 l, 3,8 sekundy do setki.

Cena: około 0,35 mln zł.

Audi R8, silnik 4,2 l, 4,6 sekundy do setki.

Cena: około 0,41 mln zł.

BMW M3, silnik 4 l, 4,8 sekundy do setki.

Cena: około 0,32 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane