Czytasz dzięki

Holmed Zdrój zbuduje szpital uzdrowiskowy

  • Alina Treptow
opublikowano: 31-07-2016, 22:00

Zbigniew Kasprowicz pozbył się Procardii, ale nie stracił serca do medycyny. W sprawach sercowych nie będzie jednak lekko.

Uzdrowiska wracają do łask — uznała białostocka spółka Holmed Zdrój. W Supraślu na Podlasiu planuje wybudować szpital rehabilitacyjno-uzdrowiskowy na ponad 100 łóżek i ponad drugie tyle miejsc dla pacjentów dziennych. Według wstępnych szacunków, inwestycja, o której poinformował lokalny portal Poranny.pl, pochłonie kilkanaście milionów złotych i zostanie zakończona w 2019 r.

Segment uzdrowiskowy jest uważany za ciekawy, acz trudny — ze względu na ograniczone finansowanie.

Nie udało nam się skontaktować z właścicielami Holmedu Zdroju — Zbigniewem i Maciejem Kasprowiczami. O pierwszym wiadomo, że był współwłaścicielem klinik kardiologicznych Procardia, które w ubiegłym roku odkupiły Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca (American Heart of Poland). Pieniędzy na sfinansowanie inwestycji nie powinno więc zabraknąć. Wśród specjalizacji szpitala uzdrowiskowego nie zabraknie z pewnością rehabilitacji kardiologicznej. Zdaniem ekspertów, to ciężki kawałek chleba. Kardiologia ma tłuste lata za sobą, a rehabilitacja, jak twierdzi Marcin Pasternak, prezes spółki Intercard, ma sens tylko przy dużej skali.

— Rentowne są placówki mające powyżej 120-150 łóżek. Oczywiście wiele zależy od specjalizacji. Ortopedia radzi sobie bardzo dobrze na rynku komercyjnym, ale w kardiologii w grę wchodzi przede wszystkim dofinansowanie publiczne. Pieniędzy jest mało, więc opieka jest niedostateczna. Jeszcze gorzej wygląda rehabilitacja pacjentów po udarach — uważa Marcin Pasternak.

Agencja Oceny Technologii Medycznej i Taryfikacji (AOTMiT) informowała wprawdzie kilka miesięcy temu o wzroście wycen rehabilitacji kardiologicznej do około 200 zł. M.in. tam miały popłynąć pieniądze zaoszczędzone na cięciach w kardiologii interwencyjnej. Na razie jednak podwyżek nie było, choć pierwsze cięcia już nastąpiły. Segment uzdrowiskowy jest uważany za ciekawy, acz trudny — ze względu na ograniczone finansowanie. Rocznie z publicznej kasy płynie na ten cel ponad 600 mln zł. Przez wiele lat działały na tym rynku przede wszystkim placówki publiczne. Jednak ze względu na duże niedofinansowanie i potrzeby inwestycyjne skarb państwa i samorządy sprzedały wiele z nich prywatnym inwestorom. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane