Huragan Sandy zawiruje na rynkach

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 30-10-2012, 00:00

Żywioł paraliżuje wschodnie wybrzeże USA. Dla inwestorów to okazja do zarobku

Wczoraj za oceanem nie działały giełdy, nie wiadomo, czy zostaną otwarte dzisiaj. Zawieszono kursy pociągów, autobusów i metra, odwołano też loty. Zagrożone są elektrownie na Atlantyku, wyłączone podziemne linie energetyczne i transformatory. Wielu mieszkańców najbardziej newralgicznie położonych miast, w tym Nowego Jorku, ewakuowano. Szacuje się, że skutki huraganu, który może się okazać największym w historii USA, mogą dotknąć 50 mln Amerykanów — w najgorszym przypadku Nowy Jork będzie musiał bronić się przed 10-metrową falą.

Jedni tracą, inni zyskują

Klęski żywiołowe i anomalie pogodowe nie raz już zachwiały nie tylko gospodarkami, ale również rynkami giełdowymi. Tak może być również teraz. W 2010 r. powodzie w Queensland w Australii spowodowały ograniczenia wydobycia węgla w wielu kopalniach. Drastyczny spadek podaży przyczynił się do rekordowego wywindowania cen surowca. Spółkom wydobywczym sytuacja ta bardzo odpowiadała, inwestującym w nie również, ale gorzej wyszła na tym branża stalowa, ponieważ wyższe ceny przełożyły się na wzrost cen wsadów do produkcji stali. Bardzo podatna na zmiany pogodowe jest branża energetyczna, a tu zagrożenie jest duże. Spodziewane zerwanie linii energetycznych przez huragan Sandy i przerwy w dostawach, które już są, mogą wpłynąć na wyniki poszczególnych spółek. Przerwy w dostawach prądu odbiją się też na mocach zakładów produkcyjnych. Informacja po tsunami, że Japonia — największy importer kukurydzy — może ograniczyć o 20 proc. produkcję paszy dla zwierząt gospodarskich z powodu przerw w dostawach prądu, błyskawicznie przyczyniła się do spadku cen zboża. Powiązania między branżami są więc spore. Najbardziej stratne mogą jednak być towarzystwa ubezpieczeniowe. Koszty zniszczeń spowodowanych przez Sandy już szacuje się na 15-18 mld USD. Jeżeli szacunki te znajdą potwierdzenie, wysokość odszkodowań może być duża.

Zarobek na klęsce

Największe zawirowania na rynkach spowodowane kataklizmami dotyczą jednak surowców. Zwłaszcza tych, których produkcja jest skoncentrowana geograficznie. Wystarczy przypomnieć letnią suszę stulecia w Stanach Zjednoczonych. Kiedy w 26 stanach ogłoszono stan klęski żywiołowej, wystarczył miesiąc, aby kukurydza podrożała o 50 proc., a pszenica niewiele mniej. Wzrost cen w USA wpłynął również na rynek globalny, ponieważ Stany Zjednoczone odpowiadają za 39 proc. światowej produkcji kukurydzy i za 55 proc. jej eksportu. Są też największym eksporterem pszenicy i soi. Zboża drożały więc nie tylko za oceanem, ale również na paryskiej giełdzie MATIF. Zwłaszcza że Francję, która jest największym unijnym eksporterem pszenicy, w tym samym czasie nękały nadmierne opady. Natomiast kilka miesięcy wcześniej Amerykę Południową opanowała susza. Kiedy okazało się, że zbiory w Argentynie,

Brazylii i Paragwaju będą mniejsze o prawie 8,5 mln ton, soja okazała się jedną z najlepszych inwestycji na rynkach towarowych. Kontrakty na ziarno wzrosły w pierwszej połowie roku o 46 proc. Droższe zboża oznaczają również wzrost cen mięsa. To nie tylko bezpośredni wpływ drogiej paszy, ale również pośredni, bo hodowcy w takich przypadkach zmniejszają liczebność stad. Zbożowe spekulacje nie ominęły nawet paliw, ponieważ w 5-10 proc. składają się one z etanolu produkowanego głównie z kukurydzy.

El Niño nie pomógł

Dwa lata temu jednym z efektów trzęsień ziemi, tsunami, powodzi i susz był wzrost cen surowców rolnych o kilkadziesiąt procent. Zawirowań klimatycznych można było się jednak spodziewać, ponieważ szalała La Niña. W tym roku miało być lepiej. US National Oceanic and Atmospheric Administration na początku roku uważał, że między lipcem i wrześniem pojawi się El Niño. Zdaniem Tony’ego Barnstona, głównego synoptyka Międzynarodowego Instytutu Badawczego ds. Klimatu i Społeczeństwa (International Research Institute for Climate and Society) na Uniwersytecie Columbia, mogło to poprawić sytuację na rynku zbóż, ponieważ byłaby większa szansa na opady śniegu zimą, a więc ochronę dla oziminy. Teraz o dobroczynnym działaniu silnych wiatrów i prądów zapomniano, pozostał jedynie huragan, który może poważnie nadwyrężyć amerykańską gospodarkę.

Jak zainwestować w surowce

W surowce można inwestować tak samo jak w inne instrumenty, którymi handluje się na rynkach terminowych. Wystarczy otworzyć rachunek w jednym z biur maklerskich, które operują na rynku forex. Do wyboru są kontrakty na różnice kursowe, tzw. CFD, i bezpośrednie kontrakty. Inwestowanie w kontrakty terminowe jest jednak bardzo ryzykowne i wymaga dużego doświadczenia. Znacznie prostszym sposobem inwestowania jest kupno certyfikatów strukturyzowanych lub jednostek funduszy inwestycyjnych. Certyfikaty są notowane na GPW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bednarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy