Hutmen za mocno rozbudził apetyt giełdowych graczy

Kamil Zatoński
13-09-2006, 00:00

Andrzej Libold, od czerwca prezes Hutmena, tak bardzo rozbudził oczekiwania giełdowych inwestorów dobrymi informacjami, że kolejna prognoza wyników (trzecia w tym roku), zakładająca skok oczekiwanego zysku netto o ponad 50 proc., do 40,2 mln zł, nie zadowoliła graczy. Na wczorajszej sesji z każdą godziną podaż rosła, spychając ostatecznie kurs o blisko 8 proc. w dół.

Były prezes Zelmera od trzech miesięcy umiejętnie podgrzewał atmosferę wokół spółki, krok po kroku dozując pozytywne informacje — o rewelacyjnych wynikach w miesiącach letnich, o coraz wyższych całorocznych prognozach, zamiarze wejścia w „bardzo rentowny” biznes, niedoszacowaniu walorów. Mówił też o ogromnym zainteresowaniu Hutmenem ze strony inwestorów finansowych i o planach przeprowadzenia emisji „tanich” akcji z zachowaniem prawa poboru, co już tradycyjnie jest paliwem (często nieuzasadnionego) wzrostu kursu. Wystarczy przypomnieć historię notowań innych firm ze stajni Romana Karkosika — Skotanu i Alchemii, gdzie obietnice i emisje z prawem poboru wywindowały ich wartość rynkową do kilku miliardów złotych. Kiedy Andrzej Libold obejmował stery w Hutmenie (14 czerwca), kurs akcji spółki wynosił około 20 zł. Dziś jest blisko siedem razy wyższy, a kapitalizacja niedawno przekroczyła 1,1 mld zł.

Nowy prezes wyznaczył sobie ambitne zadanie cięcia kosztów. W ostatnich latach, nawet w okresach dobrej koniunktury, grupa ponosiła straty lub wykazywała symboliczny zysk. Teraz ma się to trwale zmienić, m.in. dzięki szerszemu stosowaniu hedgingu na rynkach surowcowych i walutowym. Docelowo rentowność netto ma wynosić 5 proc., a dzięki zwiększeniu o blisko połowę wolumenu produkcji udział w krajowym rynku ma wzrosnąć powyżej obecnych 50 proc.

W najbliższych dniach najważniejsza dla inwestorów będzie informacja o firmie, która dla Hutmena ma być ponoć żyłą złota. Na razie wiadomo tylko tyle, że działa w innej branży niż wrocławska spółka (produkcja i dystrybucja wyrobów odlewanych z metali), za to w „bardzo rentownej”. Banki podobno biją się o kredytowanie inwestycji tajemniczej firmy. Do tego dochodzi zaakceptowana już przez radę nadzorczą (podobna decyzja walnego będzie formalnością) emisja akcji z prawem poboru, która spowoduje potrojenie kapitału akcyjnego. Pieniądze (spekuluje się o 190 mln zł, co dawałoby cenę około 11 zł za akcję) poszłyby w części na spłatę zadłużenia wobec Impexmetalu (około 80 mln zł), wzmocnienie kapitału obrotowego i akwizycje.

Pod względem polityki informacyjnej i relacji inwestorskich Andrzej Libold jest niewątpliwie gwiazdą warszawskiego parkietu i nie ustępuje pod tym względem swojemu patronowi — Romanowi Karkosikowi. Czy okaże się równie dobrym menedżerem wrocławskiej grupy kapitałowej, okaże się już niedługo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Hutmen za mocno rozbudził apetyt giełdowych graczy