I najlepsi ignorują inwestorów

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 29-11-2010, 00:00

Przed dużymi inwestorami włodarze miast rozkładają czerwony dywan. Mniejsi trafiają na mur.

Na e-mail odpowiada co czwarta ze 100 najatrakcyjniejszych gmin

Przed dużymi inwestorami włodarze miast rozkładają czerwony dywan. Mniejsi trafiają na mur.

Gdańsk, Radom, Mielec, Tychy, Gliwice czy Wrocław —to tylko niektóre ze znanych z inwestycji miejscowości, których władze nie odpowiadają na e-maile od przedsiębiorców. To wyniki badania studentów SGH, którzy sprawdzili Złotą Setkę gmin uznanych w 2009 r. za najatrakcyjniejsze dla inwestorów w przygotowanym przez uczelnię raporcie.

Łącznie nadeszły 24 odpowiedzi od gmin ze Złotej Setki i 11 e-maili z 18 dzielnic Warszawy, które zostały dołączone do badania.

— W czerwcu wysłaliśmy e-maile w języku polskim. Audytorzy podawali się za potencjalnych przedsiębiorców zainteresowanych inwestycjami w turystykę i rekreację. Pytali m.in. o miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, potencjalne lokalizacje, ulgi podatkowe — opowiada Konrad Zawodziński ze Studenckiego Koła Naukowego Przedsiębiorczości i Analiz Regionalnych działającego przy Instytucie Przedsiębiorstwa SGH.

Biją się w piersi

Przedstawiciele miast, z których nie nadeszły e-maile zwrotne, przyznają, że źle się stało.

— Nie zdarza się, by inwestor nie otrzymał odpowiedzi, bo to taki sam klient jak mieszkaniec czy turysta. Nawet jeśli odpowiedź miałaby brzmieć, że nie mamy terenów, jakich ten inwestor szuka. Jeśli takie przypadki się zdarzają, to przez błąd pojedynczego pracownika, ale takie sprawy załatwiamy na drodze służbowej — twierdzi Waldemar Skórski, zastępca prezydenta Świdnicy, który obiecuje odnaleźć adresata czerwcowego e-maila.

— Gdyby ten e-mail trafił do naszej agencji, odpowiedzielibyśmy na niego w ciągu jednego dnia, bo takie mamy procedury. To niedobrze, że nie było odpowiedzi. Na pewno nie wynikało to z zaniechania, tylko z jakiegoś powodu e-mail trafił w próżnię, ktoś źle go przesłał — przyznaje Tomasz Gondek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

Dodaje jednak, że nie pamięta, by w ostatnich latach jakiś duży inwestor przyszedł do ARAW z ulicy (czytaj: po wysłaniu e-maila). Z reguły dzieje się to za pośrednictwem sieci kontaktów — przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych, firmy konsultingowe czy konsulaty.

Kilka hipotez

Nie ma stuprocentowej pewności, czy wiadomości dotarły do wszystkich stu gmin oraz czy badacze otrzymali odpowiedzi, bo czasem e-mail gdzieś przepada. Są i inne możliwości.

— Bardzo często zdarza się, że e-maile nie trafiają do Urzędu miasta, tylko do urzędu gminy w Świdnicy. Przerzucamy między sobą masę dokumentów — przyznaje Waldemar Skórski.

— Po rynku krąży mnóstwo firm konsultingowych, które najpierw wyciągają informacje z gminy, a potem za grube pieniądze sprzedają je inwestorom. Stąd może wynikać opór urzędników w przesyłaniu np. danych dotyczących działek — dodaje Tomasz Gondek.

Co tam, panie, w inwestycjach?
Najciekawsze zagraniczne inwestycje w Polsce i polskie za granicą. Gdzie powstają, ile kosztują i które firmy będą szukać wykonawców i pracowników
ZAPISZ MNIE
×
Co tam, panie, w inwestycjach?
autor: Małgorzata Grzegorczyk
Wysyłany raz w miesiącu
Małgorzata Grzegorczyk
Najciekawsze zagraniczne inwestycje w Polsce i polskie za granicą. Gdzie powstają, ile kosztują i które firmy będą szukać wykonawców i pracowników
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Szybki jak urząd

Na e-maila od niektórych gmin trzeba było czekać nawet trzy tygodnie. Jeszcze tego samego dnia odpowiedziały Bytom i warszawski Targówek, w ciągu jednego dnia Chojnów, Ełk, Głogów, Kraków, Pionki oraz stołeczne dzielnice Białołęka i Śródmieście.

— Merytorycznie wyróżnić należy Lublin, który jednocześnie zareagował w bardzo dobrym terminie trzech dni — podkreśla Konrad Zawodziński.

Dużo gorzej wypada jakość obsługi elektronicznej w językach obcych. Na e-mail po angielsku odpowiedziały zaledwie cztery (!) gminy ze Złotej Setki — Działdowo, Lublin, Ełk i Dębica (ta ostatnia dopiero po ponad miesiącu), a także warszawski Targówek. Na e-maile po niemiecku zareagowały trzy gminy: Gubin, Zielona Góra i Legnica, ale ona odpowiedziała… po polsku.

Wybrane gminy studenci odwiedzili osobiście. Najlepiej wypadły Działdowo i Ełk. Dopiero na siódmym miejscu jest Warszawa (średnia z badań wszystkich urzędów dzielnic).

OKIEM EKSPERTA

Paweł Tynel

dyrektor w Ernst Young

Trzeba się komunikować

Nie jestem przekonany, że ocenę atrakcyjności inwestycyjnej można uzależnić tylko od tego, czy urząd odpowiedział na e-maila. Ale jeśli miasta nie odpowiedziały na tego e-maila, to prawdopodobnie nie odpowiedziały też na wiele innych.

Praca z inwestorami jest bardzo kompleksowa, powinna uwzględniać zarówno wielkie, jak i nieduże projekty. Na liście nie ma Wrocławia czy Gdańska, które przecież bardzo uważnie podchodzą do inwestorów. To oznacza, że system trzeba stale pielęgnować. Na każdy e-mail trzeba odpowiadać, bo może się zdarzyć, że pytanie wyśle pracownik firmy, a nie od razu zadzwoni do prezydenta prezes z prośbą o spotkanie. Dodatkowo szybkością reakcji można wiele zyskać w oczach inwestora.

Niewykluczone, że brak odpowiedzi to pokłosie dużej liczby e-maili, które codziennie trafiają do skrzynek urzędów. Niemniej to obecnie dominująca forma komunikacji, więc miasta oraz inne instytucje muszą się do tego dostosować.Jednocześnie odpowiedź na e-mail w języku obcym będzie dla inwestora bardzo zachęcająca. Jeśli urzędnik odpowiada po angielsku, może to dobrze świadczyć o znajomości języka w całym regionie.

OKIEM EKSPERTA

Sławomir Majman

prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych

Tak się tego nie robi

Być może popełniono błąd w metodologii. W mojej ponad 20-letniej historii kontaktów z zagranicznym koncernami nie pamiętam, by ktoś chciał w ten sposób rozpocząć inwestycję. Należy pochwalić gminy z Polski Wschodniej, które wypadły w badaniu dobrze, zwłaszcza że rzadko się zdarza, by ktoś przyszedł bez zapowiedzi. Jednak e-mail czy osobiste niezapowiedziane pojawienie się mieszczą się raczej w tradycji wczesnych lat 90. Nie wyciągałbym z tego badania wniosków, ani pozytywnych, ani negatywnych. Dziś dzwoni się, przyjeżdża, a nie śle e-mail.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane