Idą dwa lata pata

Jacek Zalewski
17-12-2008, 00:00

W meczu na weta prezydent Lech Kaczyński na razie prowadzi z Sejmem 2:0 (nowele ustaw: medialnej oraz o komercjalizacji i prywatyzacji, z wątkiem płacowym), ale na obecnym posiedzeniu rozegranych zostanie aż dziesięć gemów — głosowania w piątek. Wśród rozpatrywanych ponownie ustaw znajdą się między innymi trzy zdrowotne oraz zawetowana ledwie w poniedziałek ustawa o emeryturach pomostowych. Wszystkie znaki na sejmowej kopule wskazują, że prezydent podwyższy prowadzenie, przy czym nie będzie to już wynik do zera. Niektóre jego uderzenia zostaną większością trzech piątych głosów odbite, zatem stan meczu będzie wynosił może 9:3, a może 10:2.

Głowa państwa na pewno zdobędzie punkty w szczególności na ustawach o strategicznym znaczeniu dla rządu owego państwa — czyli pakiecie zdrowotnym oraz pomostówkach. Deklaracje klubu Lewica (Sojuszu Lewicy Demokratycznej) nie pozostawiają wątpliwości— w tych ustawach od początku idzie on ręka w rękę z Prawem i Sprawiedliwością. Kolejny raz potwierdza się polityczna teoria podkowy, zgodnie z którą skrajnościom z lewej i prawej strony tak naprawdę jest do siebie bardzo blisko, za to daleko im do wyważonego centrum.

Koalicja Platformy Obywatelskiej z Polskim Stronnictwem Ludowym dysponuje w Sejmie bezwzględną większością do przepchnięcia jakiegoś personalnego wyboru oraz uchwalenia ustawy, ale samodzielnie nie ma szans przełamania ewentualnego weta. I niestety o tej arytmetycznej przypadłości zdecydowanie za często zapomina, postępując zgodnie z zasadą "jakoś to będzie". Czyli — najpierw za wszelką cenę uchwalmy, a potem się będziemy martwić, może SLD wreszcie pęknie i pomoże pokonać braci Kaczyńskich... Klasycznym przykładem takiego chciejstwa była nieudana nowelizacja ustawy medialnej.

Najgorzej, że z tej patowej sytuacji nie ma żadnego wyjścia i legislacyjny paraliż państwa w naprawdę ważnych obszarach potrwa aż do wyborów prezydenckich na jesieni 2010 r. Na razie niewyobrażalne są wcześniejsze wybory parlamentarne, których warunkiem byłoby samorozwiązanie się (prawnie nazywa się to skróceniem kadencji) Sejmu. Z drugiej strony nie ma jakichkolwiek podstaw do wcześniejszego odejścia z urzędu prezydenta Lecha Kaczyńskiego — choćby hurtowo wetował ustawy i rozdawał Ordery Orła Białego.

Chociaż — zaraz, w tym tunelu politycznej beznadziei zapala się światełko… Oto już 18 czerwca 2009 r. prezydent Lech Kaczyński kończy sześćdziesiątkę (Jarosław, rzecz jasna, także, o 45 minut wcześniej) i może już pomyśleć o jakiejś wcześniejszej emeryturze. Jeśli zawetowane pomostówki nie wejdą w życie, a dotychczasowe przepisy 31 grudnia nieodwołalnie wygasną — to może znalazłaby się dla głowy państwa jakaś furtka w emerytalnym systemie dla służb mundurowych? W końcu prezydent jest konstytucyjnym zwierzchnikiem sił zbrojnych, podejmuje próby sprawowania bezpośrednich funkcji rozkazodawczych (na razie wobec pilota rządowego samolotu), no i ta Gruzja…

Wszystkie znaki na sejmowej kopule wskazują, że prezydent podwyższy prowadzenie w meczu, przy czym nie będzie to już wynik do zera.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Idą dwa lata pata