Idę ulicą. I kadruję

Michał Mizera
opublikowano: 26-09-2008, 00:00

Wiadomo: mistrz. Teatr, film, telewizja, estrada… Od niedawna — wykłady w łódzkiej filmówce. I fotografia. Janusz Gajos zarzeka się, że tylko amatorsko.

Ale i tu dąży do perfekcji. Taka karma.

— Nic nadzwyczajnego, naprawdę… Każdy ma potrzebę ucieczki w miejsce, do którego nikt inny nie ma dostępu. Dla mnie fotografowanie to doznanie prywatne. Najzupełniej prywatne — opowiada aktor.

Nisza. Albo ucieczka. Coś poza silnie zakreślonymi ramami. Ale istota fascynacji?

— Fotografowanie zmusza do samodzielnych decyzji. Od wyboru obiektu, przez ustawienie aparatu, aż do postanowienia, czy to, co aparat zanotował, spełnia nasze oczekiwania. Daje sposobność spojrzenia na świat inaczej niż zazwyczaj. Przed naciśnięciem spustu migawki zdajemy sobie sprawę, że obiekt, czyli kolor i układ chmur na niebie, człowiek, a nawet niezmienna i statyczna architektura — słowem: wszystko, co widzimy w wizjerze — nigdy już nie będzie takie samo, jak w chwili fotografowania. Podczas oglądania zdjęć często wracam do momentu, w którym zdjęcie zrobiłem — tłumaczy (cierpliwie).

Panta rhei — przekute w codzienne, jednostkowe, z pozoru banalne obserwacje w wizjerze.

Początki? No, bez nagłych olśnień.

— Po prostu: robiłem zdjęcia... Dzieciom, żonie, znajomym, na wakacjach, w domu. Z czasem jednak zaczęło mnie nudzić fotografowanie "okolicznościowe", zacząłem uciekać od ludzi. W plenerze mogłem być sam — objaśnia Janusz Gajos.

Z umiarem

Mania: wszyscy dzisiaj pstrykają. A jednak właśnie zdjęcia Gajosa mają w sobie to coś. I są coraz lepsze.

— Kiedy patrzę na swój sprzęt, dochodzę do wniosku, że chyba robię postępy! — uśmiecha się aktor. I dorzuca:

— Fotografuję aparatami cyfrowymi. Wcześniej, kiedy królowała fotografia analogowa, nie miałem okazji się z nią zaprzyjaźnić. Szkoda, musiało to przypominać jakiś rodzaj alchemii.

No i obróbka zdjęć… Sporo czasu poświęca zabawie z komputerem.

— Teraz z fotografią można zrobić wszystko. Kiedyś bardzo mnie bawiły te możliwości. Później doszedłem do wniosku, że im mniej ingerencji w gotowe zdjęcie, tym lepiej. Czasem tylko korci mnie, by "odebrać" zdjęciu trochę dosłowności. I to wszystko — mówi skromnie aktor.

Zamęcza znajomych zawodowców pytaniami. Najczęściej służą radami, wytykają wady. Ale także chwalą.

— Ujęła mnie nastrojowość prac — jak w fotografii pikturalnej. Cechuje je niezwykła malarskość, można powiedzieć, że Gajos maluje obiektywem — przyznaje Katarzyna Napiórkowska, właścicielka kilku galerii, głównie z malarstwem i rzeźbą (w Poznaniu i Warszawie).

W salach

Wystawy. Magia nazwiska, któremu wybacza się nieudolność, "ciekawostka przyrodnicza" do obśmiania po salonach? Nie tym razem!

— Wszystkiemu winna Magda Umer. Odpoczywaliśmy we Włoszech, akurat przeglądałem jakieś zdjęcia w laptopie. "Co tam masz?" — spytała Magda. "Musisz to pokazać, to bardzo dobre zdjęcia!" — wspomina Gajos.

Najpierw jednodniowa wystawa u Chrisa Niedenthala, później inna — w Galerii Katarzyny Napiórkowskiej. Druga i trzecia… Niedawno można było obejrzeć jego prace w Kazimierzu Dolnym przy okazji festiwalu "Dwa brzegi".

— Trochę to przypomina raz uruchomiony mechanizm, który trudno zatrzymać. Czasem mnie to bardzo peszy — przyznaje aktor.

Bo dla Janusza Gajosa w kontaktach z innymi ludźmi, a zwłaszcza z odbiorcami jego sztuki, ważna jest uczciwość. I mimo że u Napiórkowskiej miał już trzy wystawy plus kilkanaście innych w całej Polsce, wciąż się zarzeka:

— Pełną odpowiedzialność biorę tylko za aktorstwo. Jeśli miałbym cokolwiek dobrego powiedzieć o sobie jako fotografiku, to bodaj tylko tyle, że może nieźle kadruję...

Ale to akurat samo rzuca się w oczy. Zmysł.

Plan dwojga

Większość zdjęć z ostatniej wystawy wyraźnie układa się w przypowieść o teatrze.

— Zamówienie to za duże słowo… Po prostu ustaliliśmy wspólnie z panią Napiórkowską temat wystawy. Wziąłem aparat i poszedłem do teatru — relacjonuje przygotowania.

To głównie zdjęcia z prób "Miłości na Krymie" oraz "Iwanowa" w Teatrze Narodowym.

— Po raz pierwszy wszedłem też w podziemia tego teatru. I znalazłem tam wiele ciekawych rzeczy — wspomina.

Jako uzupełnienie przydały się zrobione kilka lat temu zdjęcia z prób do "Rewizora" (w warszawskim Teatrze Dramatycznym).

— Koledzy cierpliwe znosili moją obecność z aparatem... Bardzo lubię zdjęcie Danuty Stenki z wiolonczelą, Danuty Szaflarskiej, Jerzego Jarockiego, Jurka Radziwiłowicza... — stara się wybrać w myślach te najistotniejsze.

Na fotografiach sławy, koledzy Gajosa z teatru mocno przykuwają uwagę — poza wymienionymi także Gogolewski, Łapicki... Ale coś jeszcze nie daje widzowi spokoju: wnętrze teatru, cała teatralna maszyneria, kulisy, opustoszała widownia. Niezwykłe to.

— Pusty teatr zawsze robił na mnie wrażenie. Jeszcze jako początkujący aktor lubiłem przyjść do teatru wcześniej albo zostać po spektaklu i popatrzeć na pustkę. To miejsce ma swą tajemnicę — zamyśla się aktor.

Fotografia teatralna nie należy do najłatwiejszych: trudna przestrzeń, jeszcze trudniejsze światło... No i nie każdy aktor lubi być fotografowany, kiedy próbuje.

— Sam, jako wykonawca, nie przepadam za intruzami, za sesjami fotograficznymi... Nie bardzo wiem wtedy, jak się zachować... — dodaje Gajos.

Jednak robi drugiemu, co jemu niemiłe. Z sukcesem.

Urlop

— Część ostatnich wakacji spędziłem na Krymie, odwiedziłem dom Czechowa. Wszędzie z aparatem. O pejzażach też pamiętam. Porusza mnie ciągle zmieniająca się przyroda. Białe noce, zachód słońca, drzewo, stara chałupa... Coraz częściej znów fotografuję ludzi. Zwłaszcza starych. Twarz starego człowieka jest zawsze ciekawsza niż młodego — twierdzi aktor.

Nie czuje się na siłach dawać innym wskazówek. No, może poza jedną:

— Przyda się i tu: "Unikać banału!".

Znowu skromnie. Ale niejednemu starczyłoby za życiowe motto.

Janusz Gajos

Olbrzym

Urodzony w 1939 r. w Dąbrowie Górniczej. Wybitny aktor teatralny, filmowy, telewizyjny i kabaretowy. Nie unika seriali ("Ekipa", "Pitbull", "Ekstradycja", "Alternatywy 4", "Czterej pancerni i pies"), reklam (Eurobank, Tchibo) ani estrady.

Do historii kabaretu przeszły jego skecze: "Teściowa", "Konkurs Chopinowski"czy postać Tureckiego w Kabarecie Olgi Lipińskiej. Na swoim koncie ma blisko 80 ról filmowych, w tym u takich reżyserów, jak Wajda, Zanussi, Kieślowski, Has, Bareja, Szulkin, Gruza, Bajon, Falk, Hoffman, Komorowski, Skolimowski, Kondratiuk, Kijowski, Kutz, Pasikowski, Treliński, Morgenstern, Marczewski.

W teatrze — niemal 60 kreacji, a w teatrze telewizji — 80 (m.in. u: Jarockiego, Kutza, Dziewońskiego, Zioły, Grzegorzewskiego, Trelińskiego, Kluby, Wojtyszki, Englertów, Lipińskiej, Zygadły, Nazara, Tyma). Dziś można go oglądać w teatrze Narodowym w: "Miłości na Krymie" Sławomira Mrożka (reż. J. Jarocki), "Iwanowie" Antoniego Czechowa (reż. J. Englert), "Daily soup" Amanity Muskarii (reż. M. Bogajewska), "Władzy" Nicka Deara (reż. J. Englert), "Śmierci Komiwojażera" Arthura Millera (reż. K. Kutz) i "Nartach Ojca Świętego" Jerzego Pilcha (reż. P. Cieplak). Przygotowuje tytułową rolę w "Romulusie Wielkim" Friedricha Dürrenmatta w reżyserii Krzysztofa Zanussiego w Teatrze Polonia Krystyny Jandy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu