Idzie i nteraktywna sieciowa rewolucja

Łukasz Felsztukier
25-06-2007, 00:00

Planując działania reklamowe w internecie, trzeba przede wszystkim pamiętać o marce.

Planując działania reklamowe w internecie, trzeba przede wszystkim pamiętać o marce.

Tworząc doznania związane z marką, należy stale myśleć o użytkowniku i jego potrzebach. Trzeba się otworzyć na interakcje użytkowników z marką, nawet jeśli część reakcji nie będzie pożądana. No i pamiętać, że w sieci mogą zostać zaakceptowane tylko produkty lub usługi o wyrazistym wizerunku, przedstawiane w sposób uczciwy i otwarty.

Przykładem takiego podejścia jest film prezentujący cechy Mentosów i Diet Coke, ukazujące się po ich połączeniu. Dwóch konsumentów odkryło, że po wrzuceniu kilku cukierków do napoju z butelki wydobywa się ogromny gejzer płynu. Ich film wideo pobił rekordy oglądalności w serwisie YouTube. Potem setki ludzi uwieczniły własne eksperymenty, powstała strona z materiałami na ten temat. Zdobyła nagrodę Webby People’s Voice Award. A producent Mentosów dostał 25 maja br. nagrodę Guinessa za synchroniczne wystrzelenie 504 gejzerów przez ponad 500 osób. Tego nie dało się ani przewidzieć, ani zaplanować jako elementu kampanii reklamowej.

Po drugiej stronie

Interaktywność internetu powoduje, że przekaz coraz częściej zaczynają tworzyć użytkownicy. Tworzone przez nich treści (ang. user-generated content) napędzają największe serwisy społecznościowe, takie jak Flickr, MySpace czy YouTube. Znaczna część to tworzone przez nich reklamy (user-generated advertising).

GM, Nike, Sony, Chrysler, Mastercard dostały np. reklamy, mocno odzwierciedlające odczucia (nie zawsze pozytywne) użytkowników tych marek. Pepsi umieściło nawet taką reklamę jednej ze swych marek podczas wartych około 2 mln dolarów 30 sekund w przerwie finałów Super Bowl.

W sieci następuje przejście od „akcji” czy „kampanii” do „obecności”. Marki obecne są tam stale: na oficjalnej stronie firmy, w komentarzach konsumentów, opiniach i recenzjach, w blogach. Użytkownik powinien móc wejść z produktem czy usługą w interakcje, wyzwalające pozytywne doznania. Taki rodzaj marketingu można określić jako marketing użytkowy, gdyż powinien wnieść pewną wartość dodaną. Trzeba zaplanować te interakcje i pozostawić uchyloną furtkę dla elementów, których nie da się przewidzieć.

Rozwój technologii związanych ze zjawiskiem Web 2.0 i Flash pozwala angażować internautów w złożone akcje i dzięki temu łatwiej i efektywniej wykorzystywać sieć.

Zmierzyć dokładnie

O tradycyjnych działaniach marketingowych mówi się, że połowa wydawanych na nie pieniędzy jest wyrzucana w błoto. W dodatku nie do końca wiadomo, która połowa. Istotną zaletą internetu jest mierzalność, która pozwala realizować i rozliczać działania na podstawie twardych danych, a nie przybliżonych badań i raportów. Mimo tych zalet internet jest niczym, jeśli nie jest rozpatrywany w integracji z innymi kanałami dotarcia do konsumenta.

Reklamodawcy mają dzisiaj szansę nauczyć się zasad, które będą wkrótce obowiązywały. Nie ma znaczenia, czy będzie to internet, czy nowe medium powstałe z połączenia telewizji z globalną siecią. Chodzi o znalezienie właściwych kanałów i umiejętne ich wykorzystanie. Media powinny być dobierane na zasadzie podążania za konsumentem wszędzie, gdzie można do niego dotrzeć: na murach, w stacji metra, w poczekalni, na uczelni, stacji benzynowej czy w radiu. Już żyje pokolenie świadomie i krytycznie odbierające przekaz reklamowy. Jedynym sposobem na skuteczne dotarcie do niego jest otwarte i uczciwe budowanie przekazu, który będzie też angażował w podjęcie akcji.

Łukasz Felsztukier

COO Digital One (Grupa Euro RSCG)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Felsztukier

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Media / Idzie i nteraktywna sieciowa rewolucja