Importerzy leków ostrzegają: to będzie afera podobna do 'sprawy Kluski'

16-01-2004, 07:50

Urząd Kontroli Skarbowej próbuje udowodnić firmom farmaceutycznym nadużycia, powołując się na niekonstytucyjne prawo. Rozpoczął badanie firm, które zajmują się importem leków. Zgodnie z harmonogramem przyjętym przez Radę Ministrów, do końca marca ma ustalić wartość „kwot należnych Skarbowi Państwa od firm farmaceutycznych z tytułu zawyżania wartości celnej importowanych leków”. Spółkom grożą miliardowe kary, które Leszek Sikorski, minister zdrowia, przyrównał do wysokości długów szpitali w 2002 r., czyli 5 mld zł.

Powtórka z Optimusa

Importerzy oceniają sytuację zupełnie inaczej.

— To będzie kolejna afera Kluski i JTT. I skończy się tak samo. Gdyby racja leżała po stronie urzędników, nie zwlekaliby trzy lata z wyznaczeniem kar. Ale zabrnęli już tak daleko, że nie potrafią się z tego wycofać — uważa Andrzej Trzeciakowski, prezes Hexal Polska.

Hexal przez wiele lat importował do Polski z Niemiec leki generyczne. Wypracowywane zyski odkładał na poczet planowanej budowy fabryki w Warszawie. Zainwestował tu 60 mln zł i zatrudnił 200 osób. W tym roku zakład ma zacząć działać. Jeśli UKS uzna, że firma naruszała prawo, grozi jej 100 mln zł kary.

— Będę musiał ogłosić upadłość spółki, bo nigdy w życiu nie spłacę tej kary. Wiem, że wygram z fiskusem w każdym sądzie, ale firma tego nie doczeka — mówi Andrzej Trzeciakowski.

Znacznie większych kwot fiskus może zażądać od oddziałów koncernów innowacyjnych. Ich leki, a co za tym idzie — rabaty, są warte dużo więcej. Wbrew pozorom, kontrole skarbowe dotyczą również polskich hurtowni leków, które też prowadziły import.

— Rzeczywiście trwa kontrola UKS, ale nie wiem, czy dotyczy właśnie tego zagadnienia — przyznaje Tymon Betlej z giełdowej hurtowni Prosper.

Wszyscy akceptowali

To minister zdrowia jako pierwszy oskarżył importerów o to, że posługiwali się dwiema cenami — zgłaszając wartość celną, nie informowali o rabatach udzielanych przez producenta. Płacili mu cenę niższą niż deklarowana na granicy, na podstawie której wyliczano później refundację z budżetu państwa. Ta zasada była jednak akceptowana od 1993 do 2000 r. przez wszystkie strony na rynku leków.

— Wszystkie ceny, przy każdej zmianie list refundacyjnych, były negocjowane z resortem zdrowia. Nie sprzedawaliśmy kota w worku. A w 1996 r. urząd celny wręcz zalecił, aby nie zaniżać cen, bo od wyższej płaciliśmy wyższe cło i VAT. Od tamtej pory nie zmieniły się przepisy celne, ale okazało się, że państwo zaczęło je inaczej interpretować — mówi Andrzej Trzeciakowski.

Przepis, którego nie było

Importerzy powołują się na jeszcze jeden ważny argument.

— Fiskus stawia importerom zarzuty, powołując się na rozporządzenie, które Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z Konstytucją. Jak odrzucony przepis może być podstawą prawną do stawiania zarzutów? — pyta Irena Rej, szefowa Izby Gospodarczej Farmacja Polska.

— Patrząc na posunięcia ministra zdrowia, odnoszę wrażenie, że firmy farmaceutyczne stały się źródłem pieniędzy do realizacji niektórych potrzeb resortu. Bo co mamy myśleć, kiedy minister Sikorski jeszcze przed wyliczeniem spornych kwot mówi, że to będzie wyraźny zastrzyk finansowy? — mówi Paweł Piotrowski, szef Stowarzyszenia Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych w Polsce.

— To dziwne, że rozpoczęto kontrolę skarbową w naszej firmie, bo jeszcze nawet nie zapadł wyrok NSA w procesie, który toczymy z organami celnymi. To może znaczyć, że jedynym celem rządu jest pozyskanie środków do budżetu bez oglądania się na konsekwencje dla firmy i groźbę postępowań odszkodowawczych na forum międzynarodowym — mówi Aldona Zygmunt, rzecznik GSK, największego zagranicznego inwestora w branży.

Rada Ministrów już ustaliła, że formę zrekompensowania należnych kwot wynegocjuje z każdą firmą po przedstawieniu wyników kontroli. Nie udało nam się uzyskać opinii Ministerstwa Finansów.

Okiem prawnika

Nie ma podstawy prawnej

- Oskarżenia kierowane pod adresem firm farmaceutycznych dotyczą rozwiązań stosowanych przez te firmy przez lata. Przez cały czas poszczególne organy administracji publicznej nie miały żadnych zastrzeżeń do stosowania systemu rabatów. Dzisiaj resorty zdrowia i finansów odwołują się do okresu obowiązywania przepisu, który nie zawierał tak pozytywnej regulacji dotyczącej rabatów i upustów, jak w poprzednich aktach wykonawczych. Nie wprowadzał też jednak w tym zakresie jednoznacznego zakazu. Dlatego importerzy nadal stosowali poprzednie mechanizmy. Stanowczo jednak należy stwierdzić, że niezależnie od ówczesnej interpretacji rozporządzenie zostało uznane za niekonstytucyjne i jako takie nie może być wskazywane jako podstawa prawna do decyzji po kontroli importerów. Należy też zwrócić uwagę na konsekwencje gospodarcze takiego traktowania firm farmaceutycznych i wpływ tych wydarzeń na postrzeganie rynku polskiego przez potencjalnych inwestorów w tej branży.

DOROTA SZUBIELSKA

kancelaria Altheimer and Gray

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Importerzy leków ostrzegają: to będzie afera podobna do 'sprawy Kluski'