Indeksy pojechały w dół bez hamulca bezpieczeństwa

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 15-01-2008, 17:29

Nadzieja, że tym razem GPW przerwie spadkową serię dyskontując udany początek tygodnia za oceanem okazała się złudna.

Dzisiejsza sesja dokładnie zrealizowała fatalny scenariusz obowiązujący w Warszawie od początku roku. Polega on na tym, że warszawskie indeksy przyłączają się do zagranicznych tylko wtedy, gdy tamte spadają. Natomiast gdy za granicą zdarza się wzrostowa korekta, ignorują ją zupełnie i czekają na powrót spadków. W rezultacie najważniejsze światowe indeksy znajdują się na poziomie sierpniowego dołka koniunktury, podczas gdy Wig20 pokonał dzisiaj znacznie niżej położone minimum z marca ub. roku.

Na początku sesji wydawało się, że pod wpływem poniedziałkowego ocieplenia w USA popyt przejmie inicjatywę. Rzeczywiście, po krótkim zawahaniu indeksom udało się nieco zyskać, ale na tym się skończył sen o odbiciu. Potem z każdą godziną było coraz gorzej, aż w końcu Wig20 został przeceniony o ponad 4 proc., a indeksy małych i średnich spółek tym razem wyjątkowo wypadły lepiej od większego kuzyna, tracąc od 2 do 3 proc.

Bezpośrednim powodem przeceny były pogarszające się nastroje za oceanem, gdzie już od godzin porannych zanosiło się na korektę poniedziałkowej zwyżki. Inwestorzy z napięciem czekali na kwartalny Citigroup oraz dane o wielkości sprzedaży detalicznej. Z każdą godziną obawy rosły, co skutecznie studziło nastroje. Tuż po południu opublikowano wyniki banku. Straty niemal dwukrotnie przewyższyły prognozy i były największe w jego niemal 200-letniej historii.

Nieco później rozczarowała inwestorów amerykańska sprzedaż detaliczna, spadając po raz pierwszy od sześciu miesięcy i sygnalizując słabnący popyt. Widać wyraźnie, że mocno zadłużeni Amerykanie mają obecnie ograniczone możliwości zwiększania konsumpcji na kredyt po załamaniu cen na rynku nieruchomości i przy drożejącej energii. Z kolei wskaźnik inflacji cen producentów był lepszy od oczekiwań, ale za cały rok okazał się najwyższy od 1981 r., który był bardzo inflacyjny.

Lęk przed realizacją recesyjnego scenariusza zaowocował spadkiem na otwarciu notowań na Wall Street, ale to  pechowa GPW okazała się rynkiem, na którym doszło do prawdziwego podażowego zawału w reakcji na amerykańskie kichnięcie. Żaden blue chip nie uniknął przeceny, a takie tuzy jak PKN i TPSA straciły po 5 proc. W końcówce sesji inwestorom najwyraźniej puściły nerwy. Z pogromu ocalały tylko 42 spółki  na ponad 300. Powodzeniem cieszyły się m.in. akcje Ruchu, które zyskały po informacji o akceptacji przez UOKiK holenderskiego inwestora strategicznego. Mimo dużego spadku obroty były poniżej przeciętnej, co świadczyło raczej o ucieczce wystraszonego popytu niż dużej podaży.
Warszawskie indeksy od początku roku spadają niemal bez przystanków. Teraz także Wig20 znalazł się poniżej najniższego poziomu zanotowanego w ubiegłym roku i zszedł w rejony, gdzie przebywał ostatnio w październiku 2006 roku. Przebicie poziomu 3100 pkt. może doprowadzić do realizacji najczarniejszego scenariusza, czyli testu minimum z 2006 roku w rejonie 2600 pkt. Pozostaje mieć nadzieję, że do tak drastycznej przeceny jednak nie dojdzie, a poziom 3000 pkt. okaże się skuteczną zaporą przed atakiem podaży. Do tej chwili indeks Dow Jones Industrials oddał już cały wczorajszy zysk i znowu zszedł poniżej wsparcia na poziomie 12750 pkt. Jeśli w ciągu najbliższych sesji podąży w kierunku 12 000 pkt., Wig20 zapewne przełamie barierę 3000 pkt. Na razie jednak można mieć nadzieję, że wyniki największych amerykańskich spółek zaskoczą in plus dzięki globalnemu wzrostowi i słabemu dolarowi. To zneutralizowałoby reperkusje problemów sektora finansowego. Dzisiaj raportuje po sesji Intel, a jutro bank J.P. Morgan. 

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane