Indeksy rosły dzięki bankom oraz KGHM

Artur Szymański
19-07-2006, 00:00

Po trzech dniach spadków cen akcji, które zepchnęły WIG20 o 6,5 proc., wtorek na warszawskiej giełdzie przyniósł odreagowanie. Dzięki udanemu finiszowi notowań wskaźnik koniunktury największych spółek znalazł się 17,75 pkt powyżej 2900 pkt. Oznacza to 1,77- -procentowy wzrost WIG20 i powrót do sytuacji z ubiegłego czwartku. Potwierdziły się diagnozy stawiane po trzech ostatnich spadkowych sesjach, podczas których widać było wyraźny spadek aktywności inwestorów. Niewielka wartość obrotów przy spadających kursach walorów to objaw niechęci inwestorów do redukowania portfeli. Gracze liczyli na wzrost i go się doczekali. Niestety, jego styl nie napawa zbytnim optymizmem.

Obroty pozostały na mniej więcej tym samym poziomie co w poprzednich dniach. Wartość handlu akcjami największych spółek wyniosła zaledwie 535 mln zł. Gdyby nie ostatnia godzina sesji, która wniosła ożywienie, wtorek byłby jednym z najnudniejszych dni w ostatnich tygodniach. Przez większość sesji WIG20 szedł w bok na niewielkim plusie, konsolidując się w wąskim przedziale wahań około 20 pkt. Warszawski rynek na tle giełd zachodnich oraz rynku węgierskiego zaprezentował się dobrze. Indeksy tamtejszych giełd dopiero po południu wyszły na plus, a u nas WIG20 cały dzień znajdował się nad kreską. Przed ostatnią godziną wskaźnik koniunktury ruszył mocniej w górę, napędzany zleceniami kupna walorów KGHM i wszystkich pięciu banków obecnych w składzie WIG20.

Kurs KGHM ostatnimi czasy ulega dużym dziennym wahaniom. W ostatnich dniach minionego tygodnia spółka była liderem spadków. W poniedziałek straciła ponad 4 proc., by wczoraj zdrożeć o 5,2 proc. Świadczy to o dużym wyczuleniu inwestorów na wszelkie informacje, zwłaszcza te z rynku surowców. Miedź w dostawach trzymiesięcznych na Londyńskiej Giełdzie Metali drożała w ślad za galopującą gospodarką chińską. W II kwartale rozwijała ona się w tempie aż 11,3 proc., podczas gdy ekonomiści spodziewali się wzrostu o 10,4 proc. Tak szybkie tempo rozwoju działa na wyobraźnię inwestorów oczekujących dalszego ogromnego popytu na metal w tym kraju.

Drożejąca ropa nie ma natomiast większego przełożenia na kursy spółek paliwowych. Powodem są obawy, że po ataku Izraela na Liban konflikt rozprzestrzeni się na cały Bliski Wschód, dostarczyciela jednej trzeciej światowej ropy. Cena ropy Brent w dostawach na wrzesień skoczyła do 77 USD za baryłkę. Tymczasem kurs PKN Orlen spadł o 0,6 proc., do 54,7 zł, a akcje MOL staniały o 3,3 proc. i kosztują 309,5 zł. Minimalnie zdrożały tylko akcje Lotosu. Po niespełna jednoprocentowym wzroście są warte 47,2 zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Indeksy rosły dzięki bankom oraz KGHM