Indeksy tąpnęły, ale nie należy panikować

Artur Szymański
opublikowano: 09-02-2007, 00:00

Główne indeksy warszawskiej giełdy straciły wczoraj prawie 3 proc. Nerwowa atmosfera utrzymywała się do końca. Taniały akcje gigantów, średniaków i najmniejszych spółek, choć były wyjątki.

Mocne spadki były efektem splotu kilku negatywnych czynników. Spod wieloletnich szczytów cofnęły się indeksy giełd europejskich. Na minusie rozpoczęła się czwartkowa sesja na Wall Street. Taniała też miedź i słabł złoty wobec euro i dolara. W takiej sytuacji spadek na GPW był nieunikniony. Inwestorzy znów zaczęli się zastanawiać, czy to już jest koniec giełdowej hossy. Na odpowiedź trzeba jeszcze poczekać. Mimo dużych spadków nic jeszcze nie jest przesądzone. Po jednym dniu zjazdu nie można stawiać prognoz. Negatywne sygnały po czwartkowej sesji muszą zostać potwierdzone (lub zanegowane) w kolejnych dniach. Styl czwartkowego zjazdu giełdowych indeksów może oczywiście martwić. Ale są też powody, by wierzyć, że trend się nie zmienia.

Byki nie próbowały bronić rynku pozycji przez większą część sesji. Skutkiem minimalnego zaangażowania kupujących były niskie obroty. To dobrze. Oznacza to, że zniżka nie była efektem większej presji podaży. Już w pierwszych minutach sesji zamknięta została luka hossy z 1 lutego, ale nawet to nie sprawiło, że rynek został zasypany taniejącymi akcjami. Indeksy systematycznie się usuwały, ale przy niskiej aktywności inwestorów.

Popyt obudził się przed końcem, gdy WIG20 dotarł do bariery 3400 pkt. Na finiszu sesji handel wyraźnie się ożywił, bo byki i niedźwiedzie wzięły się za bary. Kupujący bez większych problemów odparli szturm inwestorów z przeciwnego obozu. Spadek został powstrzymany, a WIG20 zakończył sesję na poziomie 3406,72 pkt.

Spójrzmy na bilans sesji — czterodniowa konsolidacja WIG20 pod szczytem 3549,33 pkt zakończyła się wybiciem w dół. To oczywiście zły sygnał. Prawie 3-procentowa przecena robi wrażenie, lecz jej wymowę osłabiają niskie obroty, spadające już trzeci dzień z kolei. Wartość czwartkowego handlu akcjami największych spółek podsumowano na 828 mln zł. A to z kolei oznacza punkt dla byków. Na razie nie ma więc powodów do paniki. Powód do niepokoju dadzą kolejne spadkowe sesje, ale przy obrotach ponad 1 mld zł dla WIG20.

Większe nerwy towarzyszyły notowaniom spółek małych i średnich. To one w ostatnich dniach biły rekordy nie zważając na niemoc WIG20. Dlatego reakcja akcjonariuszy spółek tworzących MIDWIG i WIRR musiała być odpowiednio silniejsza. Indeks średniaków zakończył dzień 3,3-procentowym zjazdem, zaś barometr drobnicy stracił 4,1 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu