Indeksy załamały się pod ciężarem podaży

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 11-01-2008, 00:00

Inwestorzy, którzy niedawno rozpoczęli swoją inwestycyjną przygodę, przechodzą właśnie kosztowny kurs obsługi bessy. Wiedzą już, że w trendzie spadkowym straty należy ucinać szybko, nie wolno polować na rzekome okazje ani uśredniać ceny zakupu walorów. Lada moment dowiedzą się również, że masowa wyprzedaż akcji pod wpływem czarnej rozpaczy jest warunkiem koniecznym dla zainicjowania silnej korekty wzrostowej.

Wczoraj rano wydawało się, że właśnie nadszedł czas na taką korektę. Po zmiennej sesji za oceanem amerykańskie indeksy przerwały spadkową falę i zakończyły dzień dużym wzrostem. Po tak spektakularnym odbiciu można było liczyć na odreagowanie w Europie. Rzeczywiście, główne rynki europejskie ruszyły rano z kopyta, odrabiając znaczną część strat z poprzedniego dnia. Niestety, GPW postanowiła powalczyć o wątpliwy laur najsłabszego rynku na kontynencie. Niewiele brakowało, by ta sztuka się udała.

Od pierwszych minut dominował pesymizm. Po krótkim zawahaniu indeksy zaczęły się osuwać, a najszybciej maszerował w dół mWIG40, który nie zadowolił się najwyraźniej 5-procentowym spadkiem zaliczonym dzień wcześniej. Z każdą godziną podaż zdobywała kolejne punkty, wspomagana ochłodzeniem nastrojów za granicą. Inwestorów niepokoiły kontrakty na amerykańskie indeksy, zniżkujące pod wpływem obaw o stan sektora finansowego w USA, oraz wartość grudniowej sprzedaży detalicznej, kluczowej dla oceny nastrojów konsumenckich.

W takich warunkach podaż sprowadziła WIG20 do ostatniej linii obrony — dziennego minimum sierpniowej fali spadkowej w rejonie 3250 pkt. Ku przerażeniu byków linia ta została sforsowana, a indeks ustanowił sesyjne dno na poziomie 3211 pkt tuż po słabym początku notowań w USA. Na szczęście wkrótce okazało się, że amerykańscy inwestorzy nie wierzą w spadki i kupują przecenione akcje. Popytowy impuls za oceanem pomógł GPW i po dramatycznym finiszu WIG20 zdołał zamknąć się powyżej symbolicznej bariery. Niestety, zmniejszyło to tylko stratę, która ostatecznie wyniosła 1,8 proc.

Znacznie gorszy los spotkał mniejsze spółki. Ten segment rynku został doszczętnie zdemolowany przez bessę — mWIG40 stracił ponad 4 proc. Od czerwcowego szczytu indeks zmalał niemal o 40 proc., co świadczy o panicznej ucieczce niedoświadczonych inwestorów. Obroty spadły do 2,1 mld zł. Pięciokrotnie więcej spółek zniżkowało, niż rosło.

Co dalej?

Nadzieja w Fed

Amerykańscy inwestorzy postanowili po otwarciu sesji wstrzymać się ze sprzedażą akcji, czekając na wieczorne wystąpienie Bena Bernanke. Liczą, że jego słowa wywrą podobny skutek jak listopadzie, gdy wyrwały rynek z objęć bessy. Od interpretacji tej wypowiedzi będzie zależał rozwój sytuacji na rynkach w najbliższym czasie.

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy