Indygo od kołyski

Karol Jedliński
25-04-2008, 00:00

Dżins nobilitują od lat najznakomitsi projektanci, tworząc z niego kolekcje.

„Jedyne, czego w życiu żałuję, to tego, że nie wymyśliłem dżinsów” — miał powiedzieć kiedyś Yves Saint-Laurent.

I on, i Armani, i Calvin Klein zabrali przy tym sporo konfitur producentom levisów czy wranglerów.

Cudze i swojskie

Historii jednak nie zmienią: to Levi Strauss, handlarz bławatny, pierwszy zrobił biznes na płóciennej tkaninie barwionej indygo. Wtedy sztuką było uszyć spodnie, które nie rozedrą się o skałę czy szpicę kilofa. Do tego: pojemne kieszenie, w sam raz na młotek. W latach 70. XIX wieku o wymuskanych modnisiach z wybiegu nikt nawet nie myślał.

— „Tato, kup mi dżinsy spodnie, tato, będzie mi wygodnie […] nie do prasowania, nie do cerowania […] po co plecak, po co chlebak, wszystko siedzi w ich kieszeniach” — śpiewała prawie wiek później Karin Stanek, deklarując nawet, że „pięknie je wyczyści na swój ślub”.

Najpewniej nie miała na myśli tych polskiej produkcji. Pamiętam moje pierwsze odry, polskie niby-teksasy. A potem wyprawę do Peweksu, gdzie za kilkanaście dolarów można było kupić prawdziwe wranglery — rozmarzają się ci, którzy dżinsów zasmakowali w PRL. (Zresztą z tymi cenami bywało różnie: około roku 73. superrifle w młodzieżowych rozmiarach kosztowały 3,5 dolara).

Biorąc pod uwagę, że przy średnich zarobkach wynoszących około 3,5 tys. zł para polskich szarików kosztowała 100 zł — była to stawka znośna. Ale — patrząc na jakość, prestiż i wykończenie tychże — warto było się szarpnąć na wielekroć droższe „amerykany”.

— Dobrego dżinsu, odpornego na pranie i ścieranie, nie produkuje się ot, tak. Są przecież kilkudziesięcioletnie egzemplarze levisów — i to w świetnej formie. A odry? — pyta przewrotnie Daniel Nowocin, współwłaściciel Tuning Jeans — zarówno marki dżinsów, jak i firmy zajmującej się ich indywidualnym ulepszaniem.

Złote nity

O polskich podróbkach nie rozwodzi się także Ewa Sydor, dyrektor marketingu grupy wschodnioeuropejskiej Levi Straussa. Zresztą jej pierwsze dżinsy były całkiem porządne, włoskie.

— Przez dekadę pracy w Levi Straussie przez moją szafę przewinęło się kilkadziesiąt par spodni i spódnic. Ciągle trzymam w niej siedmioletnie levisy, na których widać ząb czasu i w których wciąż czuję się świetnie — zastrzega Ewa Sydor.

Rzuca statystyką: przez prawie półtora wieku Levi Strauss sprzedał 5 miliardów par spodni z denimu. Codziennie w Europie nabywców znajduje 12,5 tys. kultowych „501”.

— Dżinsy mogą być nawet dobrą inwestycją długoterminową. Wiekowe spodnie, np. wygrzebane z błota, sprzedają się za pięciocyfrowe sumy. W dolarach — śmieje się Ewa Sydor.

Obrotny Levi Strauss pewnie i tak dorobiłby się kokosów, ale nie na dwóch nogawkach. Pojawił się jednak przy nim Jacob Davis, z pochodzenia Łotysz. I wpadł na pomysł opatentowania nitowanych szwów. Brakowało mu tylko kilkudziesięciu dolarów na wniosek patentowy. Zaproponował więc Straussowi — u którego zaopatrywał się w materiały — spółkę. Rezultat? Poszukiwacze złota, zachwyceni wytrzymałością portek, ozłocili założycieli Levi Straussa.

Rzutki Levi Strauss poszedł o krok dalej — w logo umieścił dwa konie rozciągające blue denimy — jako dowód, że w jego biznesie nic się nie rwie. Do dziś w wielu środowiskach levi’s to synonim dżinsów, ale — jeśli spojrzeć na twarde liczby — to potomkowie Straussa nie poradzili sobie z danym im dziedzictwem idealnie.

Poważną konkurencję dla niego stanowi m.in. Vanity Fair Corp., właściciel takich marek, jak Lee czy Wrangler. W ramach „odbijania rynku” Levi planuje na jesieni debiut spodni z kryształkami Swarovskiego, licząc na przychylność pań. Co do takich udziwnień, Daniel Nowocin jest za — byle nie przesadzić. Jednego jest pewien: dżinsy musiały się narodzić, tak jak musiał powstać samochód.

— Niezależnie od marki, i tak będą modne — przekonuje Daniel Nowocin.

Prezydent w ogrodniczkach

Do Tuning Jeans co jakiś czas przychodzi aktorka, przynosząc znoszone spodnie, i prosi:

— Chłopaki, zróbcie coś z nimi, za dobrze się noszą, żeby je wyrzucać.

Daniel Nowocin podejrzewa ją o posiadanie w garderobie ponad 30 par spodni tego typu. Sam przyznaje, że załapał się jeszcze na koniec dżinsowego fetyszu w Polsce. Do dziś trzyma w szafie zabytkowe spodnie z Peweksu, gdzieś z 1988 r.

— Wytrzymały próbę czasu, niestety, ja za bardzo się rozrosłem — przyznaje.

A co poza tym? Będzie ze dwa tuziny dżinsów grubszych, cieńszych, klasycznych i ekstrawaganckich, własnoręcznie zdobionych. Oto materiał na każdą okazję — od spotkania biznesowego po rodeo.

Akceptowalne i w łóżku, i w kościele — tak pisano o dżinsach w USA już w latach 60.

Wdziewały je zastępy aktorów z Johnem Waynem i Jamesem Deanem na czele, dżinsowy był festiwal w Woodstock. Dziś Madonna, David Bowie, George Clooney czy muzycy hip hopowi — to sztandarowi promotorzy takiego ubioru wśród młodszych pokoleń. Tamę postanowiono im postawić w izraelskim parlamencie. Zabroniono tam wchodzenia w „niestosownym stroju”, do którego zaliczono i dżinsy. Takie obostrzenia są nie do pomyślenia w Stanach, gdzie Bill Clinton (ponad 20 par w szafie) czy prezydent George Bush (obowiązkowy ubiór, gdy na swoim teksańskim ranczo gości głowy państw) traktują owe spodnie jako element etykiety.

Dziś z drelichu robi się takie cuda, o których Levi Straussowi się nawet nie śniło.

— Materiały są cienkie, przeplatane innymi, i tak naprawdę nie potrzebują metalowych nitów, bo szwy są odpowiednio mocne. Do tego powstały spodnie, które zupełnie nie przypominają sztandarowych blue jeans, a jednak są dżinsem — zaznacza współwłaściciel Jeans Tuning.

Czekają więc rurki, ogrodniczki, szwedy, klasyki, z niskim i wysokim stanem. Na miarę naszych i następnych czasów — bardziej do laptopa niż kilofa.

Karol Jedliński

Foto: Forum, Bloomberg

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Indygo od kołyski