Infinity, czyli grosze za szkło

Karol Jedliński
opublikowano: 15-07-2010, 00:00

Założyciele spółki to spece od marketingu wielopoziomowego. Jednak wizerunek ich spółki w kilka dni runął niczym domek z kart.

Tydzień Tymochowicza na giełdzie to wielki hałas, jazda w dół i domysły inwestorów podlane kojącą mocą ziołowego preparatu.

Założyciele spółki to spece od marketingu wielopoziomowego. Jednak wizerunek ich spółki w kilka dni runął niczym domek z kart.

Plac Piłsudskiego 3. Metropolitan, najdroższy budynek biurowy w Polsce. Luksusowe sklepy, bogaci menedżerowie parkujący porsche w podziemiach budynku. Tu swoje biuro ma Infinity, kierowane przez Piotra Tymochowicza. Tak przynajmniej mówi strona internetowa spółki, tak stoi w raportach giełdowych Infinity i na jej wizytówkach. Podobno na pierwszym piętrze. A dokładnie? Pani na recepcji robi wielkie oczy. Tu nie ma Infinity. To znaczy jest, formalnie. Bo Infinity jest, owszem, na piętrze, tyle że na Czerniakowie, w mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty. Tam pracują informatycy i jest sprzęt, na którym powstaje serwis społecznościowy SolarisGate. By być sąsiadem Infinity, wystarczy jakieś 600 zł miesięcznie na wirtualne biuro. Tak wcześniej zrobiła notowana na NewConnect Victoria AOC, która miała zająć się m.in. obsługą TFI. To przeżywająca problemy finansowe spółka kontrolowana przez Andrzeja Peretę. Okazuje się, że zbieżność adresów to nie przypadek.

Sztama z Peretą

Andrzej Pereta ma bowiem firmę Zarządzanie. Inwestycje. To w tej spółce w 2008 r. za 121,2 tys. zł udziały kupiło Infinity. Tyle, że o tym fakcie spółka nie poinformowała w dokumencie informacyjnym przygotowany przed debiutem na NewConnect. Tego dowiemy się jedynie z załączonego do dokumentu raportu audytora. A przecież ta inwestycja to 78 proc. kapitałów własnych Infinity i jedyna inwestycja długoterminowa.

— Była taka unia personalna z Andrzejem Peretą. Był u nas prokurentem przez jakiś czas, mieliśmy wspólne interesy. To już przeszłość, liczyliśmy, że Victoria będzie hitem — przyznaje Jan Brykczyński, członek rady nadzorczej Infinity.

Według dokumentów KRS, to była szersza unia, bo z Victorią. W obu podmiotach w początkach 2008 r. powielają się te same nazwiska kilku osób. Na dobre Andrzej Pereta ze świtą zniknął z Infinity dwa lata temu. Jednak jeszcze kilka miesięcy temu rozszerzona, nowa wersja strony internetowej Infinity wisiała pod adresem test.victoriasa.pl. Adres strony Victorii AOC to victoriasa.pl. Co ciekawe, wycena udziałów Infinity w Zarządzanie. Inwestycje nie była aktualizowana od czasu ich zakupu.

— Przecież mają oprogramowanie, warte podobno miliony — argumentuje Jan Brykczyński.

Nie wspomina o tym, że od czasu inwestycji Infinity akcje Victorii AOC potaniały pięciokrotnie. Giełda, która nadzoruje spółki notowane na NewConnect, zareagowała.

— Zajmiemy się sprawą —deklaruje Ludwik Sobolewski, prezes GPW.

Spekulanci w butelce

Infinity to spółka, która nie przestaje zadziwiać, nie tyko inwestorów. Rozgrzała fora giełdowe, ale i blogosferę. Wielu zadziwia choćby fakt, że pierwszą pozycją w przedmiocie działalności Infinity w zgłoszonym do KRS jest "produkcja i obróbka pozostałego szkła, włączając szkło techniczne".

— Dużo ciekawsze jest, co będziecie robili ze szkłem. Złośliwie kojarzy się "nabijanie w butelkę". Obiecuję, że "odszczekam", jeśli Infinity naprawdę się uda — tak na swoim blogu w tej sprawie dyskutował Piotr Wrzosiński, dyrektor ds. zawartości w Softonic, największym europejskim wortalu z recenzjami oprogramowania.

Piotra Wrzosińskiego, twórcy kilku serwisów internetowych, jak i byłego współpracownika K2 Internet, zaskakuje też nieaktualna i po prostu archaiczna strona internetowa Infinity. Inwestorom pozostaje obserwować szybki zjazd kursu spółki. Wykres notowań z pierwszego tygodnia przypomina profil toru do snowboardowego crossu. Najpierw ostro w dół, by nabrać prędkości. Potem już z górki na pazurki, z muldami na efektowne akrobacje. Cena akcji w kilka dni stopniała z 3 zł do około 70 groszy.

Piotr Tymochowicz twierdzi, że wie, dlaczego kurs spada.

— Spada, bo część inwestorów to spekulanci i grają na Infinity, dołując wycenę. Ale z drugiej strony są wysokie obroty, a więc także i płynność akcji. To jest dowodem, że spółką interesują się poważni inwestorzy — mówi prezes Infinity.

A więc inwestorzy czy spekulanci? A może retoryczna sztuczka?

— Żadna sztuczka. To pan pisze, że byłem doradcą Leppera. A byłem kilka miesięcy, tymczasem dla Kwaśniewskiego pracowałem siedem lat — denerwuje się guru marketingu politycznego.

Transakcje złożone

Są też optymiści wierzący w sukces spółki. Znaleźć można również takich, którzy podejrzewają, że to kolejny eksperyment "geniusza Tymochowicza". Analitycy rynku mają wyrobione zdanie.

— Rozumiem hazardzistów, którzy bawią się spółką. Oni nie powinni mieć pretensji. Ale tych, którzy wierzyli w ten bełkot i wierzą w jej sukces, kupili akcje Inifinity, można nazwać frajerami. Choć może oczywiście się mylę i niedługo będę klikał na SolarisGate i kupował superauto od Veno — ironizuje Grzegorz Zalewski, ekspert DM BOŚ.

Grzegorz Zalewski przypominał w swoim blogu, na długo przed debiutem, fragment opisu idei SolarisGate: "Bowiem nie będą to zwykłe dane, ale wirtualne zapisy realnej świadomości użytkowników, którzy jako pierwsi ludzie wygrają z czasem."

— Czy warto postawić na tego rodzaju bełkot 1 grosz? — pytał analityk.

Odpowiedź przed tygodniem brzmiała: warto. Teraz być może jest inna, choć zapewne nie w przypadku założycieli spółki. W raportach wyszło na jaw, że wart 3,9 tys. zł pakiet akcji Tymochowicza, wbrew jego deklaracjom na blogu, poszedł do inwestorów. Papiery zostały sprzedane jeszcze przed wpisami na blogu. Bardziej imponujące transakcje w tym samym czasie przeprowadzili jego wspólnicy, czyli Jan Brykczyński i Andrzej Konopczyński. Zasiadający w radzie nadzorczej akcjonariusze Infinity sprzedali akcje za 340,6 tys. zł, a ponadto wraz z prezesem spółki w aktach darowizny przekazali komuś 200 tys. akcji wartych obecnie około 140 tys. zł. Pikanterii sprawie dodaje fakt, jeszcze przed upublicznieniem tych transakcji Piotr Tymochowicz zapewniał, że w spółce nie dzieje się nic, co mogłoby napędzać spadki kursu.

— Sprzedaż akcji potrzebna była na podreperowanie finansów spółki, czyli na projekty rozwojowe. Wszystkie pieniądze trafią do Infinity — zastrzega Jan Brykczyński, magister fizyki i filozofii, na co dzień wiceprezydent i guru w spółce Akuna, sprzedającej m.in. preparat ziołowy Alveo w modelu marketingu wielopoziomowego (MLM).

Nie odpowiada, w jaki sposób miałoby się to stać. Teraz pieniądze z transakcji są w prywatnych kieszeniach założycieli spółki.

Stryjenka pije

Okazuje się, że Akuna, działająca w modelu sprzedaży podobnym do Amwaya, to słowo-klucz wobec trzech głównych akcjonariuszy Infinity. Oni kontrolują około 75 proc. głosów na walnym zgromadzeniu. I łączy ich właśnie Akuna. Niedoszły fizyk, Piotr Tymochowicz, od dłuższego czasu jest zewnętrznym konsultantem w Akunie, prowadzi szkolenia na rzecz tej firmy w różnych zakątkach Polski. Akuna to też domena Jana Brykczyńskiego. Jak na prawdziwego mistrza sprzedaży przystało, trudno go w rozmowie wyprowadzić z równowagi. Odpowiada spokojnie, niewygodne kwestie po prostu omija. Mistrzostwo pokazuje, gdy delikatnie, acz skutecznie, naprowadza rozmówcę tak, by ten sam za niego odpowiedział.

— Nawet gdy przyszedł i powiedział, że spółka nie ma na pensje, to argumentował, że powinniśmy się cieszyć. Bo jesteśmy w 10 procentach osób na świecie, które co rano nie muszą martwić się o to, że nie mają co jeść — wspomina Mariusz Infulecki, były menedżer projektu w Infinity, jedna z osób, która złożyła do sądu pozew o nakaz przez Infinity zapłaty zaległych pensji.

— Zależy nam na transparentności — przekonuje w rozmowie z "PB" Jan Brykczyński, ale odmawia rozmowy o wielu szczegółach sytuacji w Infinity, tłumacząc się nikłym doświadczeniem z udzielaniem wywiadów przez telefon.

Jan Brykczyński twierdzi tylko, że to nie on jest autorem i wykonawcą rzutkich operacji finansowych dokonywanych przez insiderów z Infinity. Na portalu GoldenLine w swoim profilu wpisał: "zawsze niezależny". Jego kolega z rady nadzorczej, Andrzej Konopczyński, też pnie się w górę w sieci Akuna. Na swojej stronie internetowej sukces-dla-ciebie.com pisze o "przełamywaniu przekonań ograniczających". Według serwisu internetowego należącego do Akuny, Andrzej Konopczyński polecił swojej stryjence Alveo i astmę jak ręką odjął. Ciekawe, czy cudowny preparat koi także zszargane nerwy i zawiedzione nadzieje inwestorów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu