Informacje z USA dały rynkowi chwilę wytchnienia

Włodzimierz Uniszewski
15-04-2008, 17:45

Po niedawnej serii niepomyślnych informacji z amerykańskich spółek inwestorzy zaczęli z niepokojem spoglądać na agencyjne depesze, prosząc w duchu o lepsze wieści. W końcu ich prośby zostały wysłuchane, a obawa przed szybkim marszem indeksów w stronę styczniowego dna koniunktury nieco zmalała.

Zagrożenie jednak w żadnym razie nie minęło. Na rynkach dominuje niepewność, notowania wahają się bez zdecydowanego kierunku, a aktywni inwestorzy działają pod większą niż zwykle presją stresu, bombardowani doniesieniami zza Atlantyku.

Na GPW po piątkowym wzroście aktywności nie pozostał najmniejszy ślad. Po wczorajszym uspokojeniu sytuacji w USA, gdzie nawet słabe wyniki banku Wachovia nie zdołały mocniej pogrążyć indeksów, otwarcie w Warszawie przebiegło w sennej atmosferze, a Wig20 zaczął dzień od niewielkiej zwyżki. Mimo że rynek terminowy sygnalizował znaczny pesymizm inwestorów, nie było widać chętnych do sprzedaży akcji. Ponieważ zaś właściciele gotówki także nie mieli chęci się z nią rozstawać, do transakcji dochodziło sporadycznie, a indeks blue chipów balansował godzinami na linii neutralnej.

Panującej w całej Europie stabilizacji nie przeszkadzał o dziwo nawet silny wzrost cen ropy, grożący podsyceniem i tak już niebezpiecznie rosnącej inflacji. Dzięki bijącemu właśnie rekordy złotemu polska gospodarka na razie dzielnie znosi wzrost cen za granicą. GUS poinformował, że ceny detaliczne wzrosły w marcu idealnie zgodnie z prognozą o 4,1 proc. w skali roku.

Na dane o inflacji czekano nie tylko w Polsce. Wszyscy chcieli się dowiedzieć, ile wyniósł miesięczny wzrost cen producentów w USA. Dane okazały się znacznie wyższe od prognoz, ale po odjęciu cen paliw wskaźnik bazowy znalazł się dokładnie tam, gdzie miał się znaleźć. Równocześnie opublikowane zaskakująco dobre informacje o poziomie aktywności gospodarczej w regionie nowojorskim. To pozytywne zaskoczenie w połączeniu z lepszymi wynikami farmaceutycznego giganta Johnson & Johnson ożywiło popyt na akcje.

Ostatnie dwie godziny sesji należały na GPW do popytu, choć trzeba pamiętać, że był on ograniczony w zasadzie tylko do blue chipów, a jego wartość należy uznać za symboliczną. Dzięki wzrostowemu początkowi notowań w Nowym Jorku Wig20 zdołał utrzymać się do końca na plusie i zyskał 1,3 proc., a obroty wyniosły zaledwie 800 mln. zł. Indeks pociągnęły w górę szczególnie Pekao i KGHM. Duże rozczarowanie przeżywają akcjonariusze Biotonu – spółka straciła pond 2 proc. spadając poniżej poziomu 80 gr. za akcję i zajęła ostatnie miejsce w peletonie największych spółek. Słabiutko wypadł mWig40, który oddał 0,8 proc. To potwierdza tezę, że do odbudowy popytu jeszcze daleka droga.

W tym tygodniu wyniki publikuje 67 spółek z indeksu S&P500. Za kilka dni będzie zatem wiadomo, jak amerykańskie firmy znoszą recesję. Pierwsze raporty z amerykańskich spółek porządnie wystraszyły inwestorów, mimo że w przypadku uczestników indeksu S&P500 spodziewano się sięgającego aż 14 proc. spadku zysków, a w przypadku spółek finansowych miał on wynieść nawet 64 proc. Po wczorajszych wynikach Wachovii tę drugą prognozę trzeba chyba będzie jeszcze bardziej obniżyć. Istnieje spore ryzyko, że także prognozy całorocznych dokonań amerykańskich spółek nadają się na makulaturę. Na koniec roku analitycy spodziewają się ich wzrostu aż o 10,8 proc., podczas gdy dla firm z europejskiego indeksu Stoxx600 przewidują... spadek o 0,1 proc. Widać wyraźnie, że mimo wszystko amerykańska gospodarka ma w branży finansowej nadal ogromny, ale chyba jednak nadmierny, kredyt zaufania.

Jednym ze źródeł tego optymizmu jest fakt, że amerykańskie firmy wkroczyły w recesję z rekordowymi zapasami gotówki i bardzo niskim zadłużeniem. Powszechne jest przekonanie, że te gotówkowe zasoby pomogą im przetrwać spowolnienie i szybko powrócić do wysokiej rentowności. Spółki z indeksu S&P500 zgromadziły 615 mld USD w porównaniu z 352 mln. w roku 2001. Z kolei poziom zadłużenia spółek niefinansowych do ich wartości netto spadł do poziomu 61 proc. Dla porównania – w czasie recesji w latach 1990/91 wynosił on 93,6 proc. Pod koniec tego tygodnia inwestorzy będą już mieli całkiem sporą próbkę wyników i ocenią, czy optymizm analityków jest wart płaconych im wynagrodzeń. Na razie amerykańskim inwestorom humory psuje droga ropa, która zmniejsza prawdopodobieństwo jeszcze jednej solidnej redukcji stóp procentowych przez Fed o 50 pkt. bazowych. Prawdopodobieństwo takiej decyzji rynek wycenia w tej chwili na 32 proc.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Informacje z USA dały rynkowi chwilę wytchnienia