ING TFI: Koniec wzrostów opartych na nadziejach

Michał Kopiczyński
opublikowano: 30-04-2010, 00:00

W ostatnim tygodniu mieliśmy do czynienia ze znacznymi wahaniami cen. Zaczęło się w poniedziałek od mocnej przeceny. Było to pokłosie panicznej reakcji inwestorów na informacje związane z oskarżeniem przez amerykańską komisję papierów wartościowych banku Goldman Sachs. Dotyczyło to domniemanego oszustwa inwestorów przez bank na instrumentach powiązanych z rynkiem nieruchomości. W związku z tym inwestorzy utracili na chwilę zaufanie do rynku. W międzyczasie na rynek trafiały na przemian dobre informacje z gospodarki globalnej oraz słabe z Grecji, a także zapowiedź Chin o ograniczeniu dostępu do kredytów na nieruchomości mieszkalne.

Wzrosty trwają już ponad rok i dotychczas nie wystąpiła mocniejsza korekta (rzędu 20-25 proc.). Zamiast tego pojawiły się trzy korekty około 10-procentowe. Być może większe spadki nadejdą, a być może rynek jest na tyle silny, że możemy obecnie liczyć na częstsze, ale płytsze korekty. Najbardziej prawdopodobny scenariusz wskazuje jednak, że znajdujemy się w początkowej fazie cyklu wzrostowego. Czekanie na korektę może więc

skutkować tym, że inwestorzy

"prześpią" całą hossę.

Wydaje się, że okres dowartościowywania akcji mamy za sobą (wzrosty odbywały się przy słabych danych finansowych docierających ze spółek, ale niskich wycenach majątkowych i... przychodowych). Obecne wyceny, przy zaniżonych przez spowolnienie gospodarcze zyskach, są w okolicach średnich długoterminowych i dalsze wzrosty będą wymagały szybkiej poprawy zysków. Pojawiające się pierwsze zapowiedzi wyników z drugiego kwartału oraz stabilizujące się bezrobocie i wzrost wynagrodzeń rok do roku przemawiają, że na taki wzrost zysków w tym roku można liczyć.

Michał Kopiczyński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Kopiczyński

Polecane