Instrumenty pochodne okazują się zdradliwe

Marcin Daniecki
opublikowano: 19-03-2002, 00:00

Rynek papierów wartościowych można skutecznie zrujnować, przenosząc akcenty z segmentu walorów kasowych (czyli akcji i obligacji) na rynek instrumentów pochodnych. Dopóki globalnie rynek jest stabilny, dopóty pochodne raczej nie wpływają na ogólną równowagę po stronie popytu i podaży walorów kasowych. Jeśli jednak równowaga zostanie jakoś naruszona, to instrumenty pochodne mogą przyspieszyć załamanie się całego systemu.

Zbytnie przedkładanie kapitalizacji pochodnych nad kapitalizację walorów kasowych oraz wywoływanie sztucznego zainteresowania tymi pierwszymi może spowodować, że przy relatywnie zanikającej bazie tych drugich przekroczenie masy krytycznej powodującej załamanie się całego rynku może zostać dodatkowo przyspieszone. Im większe są obroty instrumentami pochodnymi, im jest ich więcej oraz im więcej transakcji jest nimi zawieranych — tym łatwiej załamanie koniunktury w tym segmencie przyspiesza krach na rynku walorów kasowych.

Dlatego współczesne giełdy należałoby rozwijać raczej w kierunku instrumentów kasowych, które może są nieco mniej barwne (choć nie zawsze, zważywszy na burzliwy przebieg niektórych walnych zgromadzeń) niż przejaskrawione instrumenty pochodne. Zrozumiałe, że dla banku wystawienie instrumentu pochodnego jest znacznie prostsze niż przygotowanie oferty w postaci prospektu emisyjnego akcji lub obligacji jakiejś spółki, którą później można by plasować na rynku regulowanym. Podobnie z emisjami obligacji komunalnych.

Czym w istocie jest instrument pochodny? O ile akcja lub obligacja są ugruntowane w istniejącej bazie materialnej (chciałoby się powiedzieć — w świecie realnym), to instrument pochodny należałoby uznać za wytwór wirtualny, ponieważ jest on statystyczno-ekonometrycznym zapisem (właśnie dlatego stosunkowo łatwo go wystawić), symbolizującym swoistą grę ryzyk właściwych dla instrumentu bazowego. Owa gra obejmuje ryzyko systemowe i niestystemowe. Pierwsze odzwierciedla stan finansowo-ekonomiczny podmiotu emitującego dany papier wartościowy, drugie zaś — sytuację rynkową związaną z takim papierem. Oba zjawiska raczej nigdy nie idą w parze. W związku z tym, instrument pochodny niweluje skutki ponoszenia któregoś z tych dwóch — pozornie przeciwstawnych — ryzyk. W jaki sposób dla akcji danego emitenta mogą się okazać obiecujące obroty pochodnymi, gdy widmo wszystkiego co najgorsze zagląda w oczy? To specyficzne kasyno najlepiej funkcjonuje dla instrumentów pochodnych, wystawionych pod papiery tzw. śmieciowe.

Konstruowanie instrumentu pochodnego od instrumentu pochodnego jest jednak aberracją. Może ktoś by wytłumaczył, czym jest na przykład „opcja zakupu typu amerykańskiego na kontrakt terminowy na subindeks sektorowy spółek wzrostowych, denominowana w euro, którego kurs jest określony w odniesieniu do średnioterminowej stopy LIBOR”. Czy kurs takiej opcji będzie rósł wtedy, gdy spadać będzie: kurs kontraktu terminowego, wartość subindeksu spółek wzrostowych, kurs euro czy też średnioterminowa stopa LIBOR? Nadto, jak wycenić taką opcję — według modelu dwumianowego Coxa, Rossa i Rubesteina czy też modelu Blacka-Scholesa? Można się przy tym pomylić i rynek instrumentów pochodnych skutecznie się zawali, pociągając za sobą szereg innych. Jest to jak najbardziej możliwe, wszak na pochodnych ludzie tracili od wieków i będą tracić nadal. Była już kiedyś dot.com hossa, a potem dot.com płacz — i nie jest wykluczone, że sytuacja sklonuje się również w przypadku derywat-hossy (zastrzegam copyright dla tego terminu).

Biorąc wszystko powyższe pod uwagę, zamiast tworzyć giełdy instrumentów pochodnych należałoby raczej skoncentrować się na rozwijaniu giełd papierów kasowych. Ktoś, kto nie będzie miał tytułu własności do tego, na jakiej bazie został skonstruowany instrument pochodny (dotyczy to na przykład akcji przedsiębiorstw), będzie miał przecież coraz mniejszą ochotę na angażowanie się w produkty obciążone wadą kasyna. A kiedyś zorientuje się, że od jego inwestycji w instrumenty pochodne naprawdę nic nie zależy i całkiem zwyczajnie się z nich wycofa. Ostatniemu pozostanie symboliczne zgaszenie światła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Daniecki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu