Intel potęgą jest i basta

Kamil Kosiński
04-03-2009, 00:00

Firma, która ma 70 proc. rynku, z reguły cieszy się, jeśli udaje się jej ten stan utrzymać. Ale Intelowi to mało. Odbiera konkurencji, co jej jeszcze zostało.

Pomysłodawca architektury x86 jest silny jak nigdy przedtem

Firma, która ma 70 proc. rynku, z reguły cieszy się, jeśli udaje się jej ten stan utrzymać. Ale Intelowi to mało. Odbiera konkurencji, co jej jeszcze zostało.

Zwiększenie udziału w rynku o 12,2 punktu procentowego w ciągu trzech lat to dobry wynik. Ale jeśli taki wzrost notuje firma, która i tak zdecydowanie dominuje nad konkurentami, to jest to wręcz fenomenalne. A tak właśnie radzi sobie amerykański Intel na rynku procesorów do komputerów PC. Według firmy badawczej IDC, jeszcze w 2005 r. miał w nim niemal 70 proc. udziału ilościowego. W 2008 r. dobił już do 82 proc. Udziały Advanced Micro Devices (AMD) — amerykańskiego konkurenta Intela — spadły w tym czasie z prawie 30 do niespełna 18 proc. Inni wytwórcy, próbujący sił w tym segmencie, stanowią zupełny margines.

— Nasz sukces wynika z trafnego przewidywania przyszłych modeli użytkowania technologii i takiego ustawiania prac badawczo-rozwojowych, by nasze produkty sprawdzały się w tych modelach — podkreśla Krzysztof Janicki, regionalny menedżer Intela na Centralną i Wschodnią Europę.

Intel nie produkuje urządzeń dla odbiorców końcowych. Wytwarza komponenty. Aby osiągnąć sukces, musi więc współpracowaćz ogromnym ekosystem firm, od których zależy ostateczny kształt urządzeń, jakie trafiają do użytkowników.

Gdy w 2003 r. firma wprowadziła do sprzedaży standard Centrino (połączenie przeznaczonego do komputerów przenośnych procesora, płyty głównej i karty do łączności bezprzewodowej w technologii Wi-Fi), hotspot, czyli punkt dostępu do bezprzewodowego internetu w systemie Wi-Fi był dość abstrakcyjnym pojęciem nawet dla operatorów telekomunikacyjnych. Administratorzy sieci korporacyjnych mieli takie problemy z tworzeniem hotspotów, że Intel wydał dla nich specjalny poradnik, opisujący konfigurację sieci w sposób zapewniający poprawną pracę z notebookami. Wreszcie w ramach działań marketingowych uruchomił najwyżej i najniżej położone hotspoty. Pierwszy na szczycie Kilimandżaro, drugi — w kopalni soli w Wieliczce.

— Wartością Intela jest podejmowanie ryzyka. Nie jest przecież tak, że jak wymyślimy jakąś technologię, to ona na pewno się przyjmie — zauważa Radosław Walczyk, PR menedżer Intela na Centralną i Wschodnią Europę.

AMD zawsze w tyle

Intel nie jest niewrażliwy na wahania koniunktury. W IV kwartale 2008 r. odnotował 234 mln USD zysku netto przy 8,2 mld USD przychodów. Wobec IV kwartału 2007 r. oznacza to 23-proc. spadek sprzedaży i aż o 90 proc. mniejszy zysk. Ale największy konkurent Intela o takich problemach może tylko pomarzyć.

W IV kwartale 2008 r. AMD zanotował prawie 1,8 mld USD straty. To o ponad 600 mln USD więcej niż wyniosły w tym okresie przychody firmy. Wyniki AMD obciążają, co prawda, zobowiązania wynikające z uzgodnionego w 2006 r. przejęcia produkującej karty graficzne ATI Technologies, ale i po ich odrzuceniu trudno byłoby w ostatnich latach znaleźć zyskowny kwartał w bilansie AMD. Sytuacja firmy stała się tak trudna, że zaledwie 2 marca 2009 r. sprzedała swoje fabryki inwestorom z Abu Dabi, którzy wykorzystają je również do produkcji na rzecz innych podmiotów. Sama AMD ma się skoncentrować na projektowaniu i sprzedaży procesorów.

A Intel? Zapowiedział, co prawda, zamknięcie części zakładów (m.in. w Malezji i na Filipinach), ale pozostałe (amerykańskie) zamierza unowocześnić w latach 2009-10 kosztem 7 mld USD. To strategia podobna do tej z 2000 r., kiedy mimo pęknięcia bańki internetowej koncern zainwestował w fabryki 6,7 mld USD, a w roku 2001 dorzucił do tego jeszcze 7,3 mld USD. Później inwestycje wyraźnie zmalały, ale że zostały przeprowadzone zawczasu, w latach prosperity koncern mógł czerpać z nich zyski.

W zakresie zarządzania, Intel wyróżnia się wstrętem do outsourcingu, charakterystycznego dla branży IT, w której wiele firm zleca produkcję szerzej nieznanym podwykonawcom z Azji, a na gotowym wyrobie przykleja tylko swoje logo.

— Widzimy ogromną wartość w tym, że projektowanie i wytwarzanie odbywają się w jednej firmie — mówi Krzysztof Janicki.

Tę wartość często widać w cenach komputerów, a jeszcze bardziej w handlu hurtowym podzespołami. Procesorów do maszyn PC, które byłyby droższe od intelowskich, się tam nie znajdzie.

— W segmencie o najwyższej wydajności nie mamy konkurentów. Dlatego w zestawieniach cen nasze procesory są zawsze najdroższe. Ale w segmencie popularnym oferujemy wyższą od konkurentów wydajność za podobną cenę. Zresztą, gdyby nasze układy były za drogie, to nie byłoby na nie popytu — zarzeka się Radosław Walczyk.

Potwierdza to Jacek Marynowski, menedżer produktów PC w sieci sklepów Vobis, sprzedającej komputery z własnej montowni i od innych producentów. Jego zdaniem maszyny z układami Intela są atrakcyjne cenowo i pełne nowinek technologicznych, które firma wprowadza przed AMD.

— Jeśli klienta na to nie stać, to przynajmniej aspiruje do zakupu komputera opartego o najnowsze technologie Intela — uważa Jacek Marynowski.

I zwraca uwagę na to, że AMD zdarzały się problemy z dotrzymywaniem zapowiedzianych premier produktów. A to utrudnia planowanie nowych modeli producentom komputerów, a także denerwuje użytkowników końcowych, niecierpliwie wyczekujących nowinek technologicznych.

— Intelowi nigdy się nie zdarzyło, by zapowiedziany termin wprowadzenia do sprzedaży nowej technologii nie został dotrzymany — twierdzi Jacek Marynowski.

— To, czy wdrożenie jakiejś technologii do produkcji nastąpi w pierwotnie planowanym terminie, czy nie, to jedno. A drugie — to sposób komunikacji z otoczeniem. Ryzyko opóźnienia w uruchamianiu produkcji jest zawsze. Ale mamy zasadę, że nie zapowiadamy premier wszystkich technologii nad którymi pracujemy, a tylko tych, których terminu wprowadzenia na rynek jesteśmy pewni — wyjaśnia Radosław Walczyk.

Nowe kierunki

Pecetowa kariera Intela zaczęła się w 1978 r. Wtedy to firma założona dziesięć lat wcześniej przez Gordona Moore’a i Roberta Noyce’a zaprezentowała procesor 8086. Trzy lata później jego udoskonalona wersja — 8088 — trafiła do komputera IBM, który wyznaczył standard peceta i pośrednio wyniósł Intela z pozycji dużej już firmy (debiut na liście Fortune 500 w 1979 r.) do pozycji giganta. Giganta, któremu niestraszni konkurenci z większym lub mniejszym powodzeniem próbujący kopiować architekturę rodem z 8086 by zaistnieć na rynku pecetów, a do tego dysponującego potencjałem pozwalającym na wchodzenie w nowe nisze.

W 2006 r. architektura procesorowa Intela trafiła do maszyn firmy Apple, rozwijającej przez lata alternatywną dla pecetów platformę komputerów dla zwykłych ludzi. Teraz Intel szykuje się do ataku na rynek kieszonkowych smartfonów. Produkcja procesorów do takich komputerów nie jest dla koncernu nowością, ale dotąd były to jednostki oparte na stworzonej w innej firmie architekturze ARM. Teraz mają to być kolejne mutacje trzydziestojednoletniego 8086. I kolejny segment rynku, który Intel chce zająć.

Polski wkład

Najwyżej postawionym Polakiem w strukturach koncernu Intel jest Ryszard Malinowski. Oficjalnie zajmuje stanowisko wiceprezesa, ale przekładając amerykańską korporacyjną nowomowę na polski — nie jest członkiem zarządu. Osób zajmujących wyższe niż on stanowiska jest 33. W Polsce Intel ma biuro handlowe w Warszawie i ośrodek badawczo-rozwojowy w Gdańsku. Zatrudnia w nim około 400 osób. Nie tylko procesorów, ale i żadnych innych układów scalonych wytwarzanych przez koncern ośrodek nie projektuje. Tworzy oprogramowanie do sterowania zintegrowanymi kartami graficznymi, które wytwarza Intel.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Technologie / Intel potęgą jest i basta