Interbrok od początku był piramidą finansową

Dawid Tokarz
opublikowano: 11-01-2008, 07:27

Właściciele Interbroka tracili pieniądze klientów od samego startu firmy. Teraz mogą stracić swoje majątki, warte nawet 45 mln zł.

Dotarliśmy do nowych informacji w sprawie Interbrok Investment, spółki dla VIP-ów, która z wielkim hukiem zbankrutowała wiosną 2007 r. Okazuje się, że od samego początku jej inwestycje na rynku kontraktów walutowych (tzw. forex) przynosiły straty. Tylko w 1999 r., pierwszym roku działalności, Interbrok (jego klientami byli m.in. poseł Samoobrony Janusz Wójcik, były prezydencki minister Marek Ungier czy wielu obecnych lub byłych szefów największych polskich firm) stracił 4,4 mln zł. Jedyne zyski spółka osiągnęła w latach 2002-03, a łącznie „przegrała” ponad 75 mln zł!


Majątki z piramidy
Nie mieli o tym pojęcia klienci, którym władze Interbroka cały czas przedstawiały wyciągi, według których inwestycje na foreksie przynosiły krociowe zyski.

— Interbrok wygląda jak maszynka do oszustw: od początku działał jak klasyczna piramida finansowa. W tej sytuacji dziwi, że funkcjonował jako spółka jawna, a jego właściciele inwestowali legalnie zyski z wielomilionowych dywidend w powiększanie swego majątku. Teraz mogą go jednak stracić — mówi osoba zbliżona do śledztwa, które prokuratura prowadzi w sprawie Interbroka.

Jak to możliwe? Choć, jak ujawniliśmy, kasa firmy została wyczyszczona niemal do zera (zostało w niej 2 mln zł), to jednak ze względu na to, że Interbrok był spółką jawną — wspólnicy odpowiadają za jej długi. Nic dziwnego, że klienci wierzyciele postanowili z tego skorzystać. Tym bardziej że właściciele Interbroka mają posiadłości warte po kilka milionów złotych, mieszkania, luksusowe samochody oraz duże oszczędności w gotówce.


Bogacze bankrutami?
Już pod koniec września 2007 r. na wniosek jednego z pokrzywdzonych klientów sąd ogłosił upadłość Andrzeja K., wiceministra łączności w rządzie SLD, który jako jedyny z właścicieli Interbroka od wybuchu afery jest na wolności. Co prawda ostatnio sąd drugiej instancji uchylił upadłość ze względów formalnych, ale już wkrótce sąd rejonowy powinien ogłosić ją ponownie. Wtedy syndyk będzie mógł zacząć sprzedaż majątku byłego wiceministra, wycenionego ostrożnie na ponad 5,5 mln zł, a faktycznie wartego około 9 mln zł.

Do końca stycznia powinna też zostać ogłoszona upadłość dwóch pozostałych wspólników Interbroka: Macieja S. i Emila D. Majątek tego pierwszego (wyszedł z aresztu w październiku 2007 r. za kaucją 550 tys. zł) tymczasowy nadzorca sądowy wycenił wstępnie na 8 mln zł. Z naszych informacji wynika jednak, że może być on nawet dwa razy większy. Maciej S. pod koniec 2006 r. podpisał bowiem umowę rozdzielności majątkowej z żoną. Po ogłoszeniu jego upadłości intercyza zapewne zostanie uznana za nieważną.

Największy majątek może mieć Emil D., trzeci ze wspólników Interbroka, jako jedyny wciąż przebywający w areszcie. Wyznaczony przez sąd zarządca przymusowy wycenił go ostrożnie co najmniej na 9,2 mln zł. Jak ustaliliśmy, również w jego wypadku rzeczywista wartość majątku może być niemal dwukrotnie wyższa.


Manko na 100 mln zł
Łącznie sprzedaż majątków trzech wspólników Interbroka może dać więc około 45 mln zł. To ponad dwadzieścia razy więcej niż to, co pozostało po spółce, ale wciąż znacznie mniej niż jej długi. Klienci Interbroka zgłosili bowiem aż 600 mln zł wierzytelności! Ta kwota jest nieścisła, bo wynika z preparowanych przez władze Interbroka wyciągów. Wstępne szacunki syndyka, oparte na prawdziwej księgowości, choć znacznie niższe, i tak sięgają 145 mln zł. Nietrudno obliczyć, że klienci stracą więc około 100 mln zł.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane