Internauci tworzą sieć

Jan Kaliński
opublikowano: 11-04-2007, 00:00

Dla prezesa Fundacji Mozilla największą wartością nie są pieniądze, lecz wiedza dostarczana przez użytkowników internetu.

Rozmowa „PB” Tristan Nitot, prezes Mozilli Europe

Dla prezesa Fundacji Mozilla największą wartością nie są pieniądze, lecz wiedza dostarczana przez użytkowników internetu.

„Puls Biznesu”: W jaki sposób działa Fundacja Mozilla?

Tristan Nitot: Na początku w naszej firmie pracowało 8 osób, a teraz ponad 100. Ten rozwój był możliwy dzięki internetowi. Od 2,5 roku nadzorujemy tworzenie m.in. przeglądarki Firefox, używanej przez 90 mln ludzi na całym świecie. Przetłumaczono ją na ponad 40 języków. Microsoft zatrudnia 60 tys. pracowników, a ich najnowszy produkt — Internet Explorer 7.0 — zadebiutował tylko w jednym języku. Dzięki polityce lokalizacji językowej Microsoft traci, a Mozilla zyskuje. Microsoft nie ma interesu w przekładaniu swoich rozwiązań na baskijski, kurdyjski czy kataloński, bo to za małe rynki. U nas jest to możliwe dzięki pracy wolontariuszy, którzy sami są zainteresowani tłumaczeniem naszych narzędzi, bo chcą mieć dostęp do oprogramowania we własnym języku. Ostatnio przełożyliśmy przeglądarkę internetową na 10 oficjalnych języków RPA.

Od czego zależy sukces Mozilli? Co was różni od konkurentów?

Chciałbym zaznaczyć, że jesteśmy organizacją non profit, więc nasze sposoby działania nie nadają się do stosowania przez wszystkich. Pytać nas o biznes to jakby pytać kierujących Czerwonym Krzyżem, jak odnieść sukces jako apteka. Myślę, że jedną z ważnych rzeczy jest umożliwienie swobodnego działania użytkownikowi. Niech i on będzie kreatywny. Trzeba dać mu narzędzia, dzięki którym będzie mógł pomóc organizacji.

Jakiś konkretny przykład?

Mozilla nie posiada call center w Polsce. Problemy użytkownika są rozwiązywane na forum internetowym. Tam nie tylko uzyska odpowiedzi na swoje pytanie, ale może się zdarzyć, że ktoś zaproponuje mu przyjazd do domu, by rozwiązać problem na miejscu. Potem można go poczęstować kieliszkiem wódki i to wszystko. Nasi użytkownicy to pasjonaci i wolontariusze. Działanie z taką pasją jest w przypadku globalnych przedsiębiorstw niemożliwe. Aczkolwiek mamy przykłady, takie jak Apple czy Google, które wyposażają użytkownika w internetowe narzędzia, dzięki którym można lokalizować oprogramowanie.

Mówi się o wykorzystywaniu użytkowników do tworzenia produktu, który podbije rynek.

Mamy na świecie miliony blogerów, miliony projektów open source, ale tylko nieliczne z nich są naprawdę dobre. W niektórych przypadkach wykorzystujemy potencjał użytkownika i uważamy, że to podejście lepsze niż komercyjne — jednak podkreślam: tylko w niektórych przypadkach. W udanych projektach tworzona jest wartość i nie zawsze jest to wartość finansowa. Weźmy Wikipedię. Bardzo dobra encyklopedia za darmo. Dzielenie się wiedzą jest bezgotówkowe, nie komercyjne. Dla ludzkości właśnie ta wartość — podnoszenie poziomu wiedzy wśród ludzi — jest najważniejsza. Niekomercyjne podejście sprawdza się w takich instrumentach, jak przeglądarki, oprogramowanie czy encyklopedia internetowa. Jednak w pewnych niszowych projektach nic nie zastąpi podejścia komercyjnego.

A może to jest przyszłość internetu? Znikną pewne zawody, takie jak dziennikarz, bo będą się tworzyć serwisy społecznościowe, gdzie sami użytkownicy zamieszczają swoje artykuły.

Wszyscy chcą mieć darmowy dostęp do wszystkiego. Uznają za normalne, że np. gazety są za darmo. Ale jakość nie zawsze idzie w parze z bezpłatnością. Czasami pozostawia ona sporo do życzenia. Weźmy dziennikarzy. Internet może być niebezpieczny jedynie dla złych przedstawicieli tej profesji. Dobrzy obronią się zawsze. Słabi mają się jednak czego obawiać, bo bloger jest równie dobry jak kiepski dziennikarz.

Jeśli wszystko jest za darmo, to gdzie są pieniądze w internecie?

Gdzie są pieniądze w internecie? O to zapytajcie Google! (śmiech).

Wojciech Chmielarz

w.chmielarz@pb.pl % 022-333-99-35

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jan Kaliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy