Inwestorzy czekają na inwazję z Zachodu

Artur Szymański
opublikowano: 23-08-2006, 00:00

Wtorek był szóstym dniem wąskiej konsolidacji, w jakiej porusza się WIG20. Od ponad tygodnia indeks największych spółek waha się w obszarze 2908-3000 pkt. Górna granica konsolidacji oddalona jest od dolnej tylko o 3,1 proc. W tym krótkim okresie na technicznym wykresie indeksu powstały aż cztery świece o bardzo krótkich korpusach i mniej więcej równych sobie górnych i dolnych cieniach. To najlepsze świadectwo braku zdecydowania giełdowych inwestorów. Potrzebny jest impuls z Zachodu.

We wtorek inwestorzy kilkakrotnie próbowali wyciągnąć WIG20 ponad psychologiczną barierę 3000 pkt. Nie mieli jednak na to dość kapitału. Dobre chęci to za mało. Na szczęście kolejne próby zakończone fiaskiem nie uaktywniały większej podaży. Duża część inwestorów po prostu stoi z boku i biernie przygląda się leniwie toczącym się wydarzeniom na giełdowym parkiecie. Rynek pogrążony jest w marazmie, o czym przekonuje kolejny spadek obrotów. Wartość handlu akcjami spółek z WIG20 wyniosła zaledwie 413 mln zł, z czego na KGHM i PKN Orlen przypadło łącznie 144 mln zł. Wtorkowa sesja nie ma więc zupełnie żadnego znaczenia prognostycznego, tym bardziej że WIG20 zyskał tylko 0,8 proc.

Sytuacja na rynku może być sporym zaskoczeniem dla części obserwatorów. W końcu lipca wielu analityków przepowiadało zwyżkę WIG20 powyżej poziomu 3100 pkt do połowy miesiąca, czyli do zakończenia sezonu raportów kwartalnych. Później miała rozpocząć się realizacja zysków. Nic takiego się nie stało.

Korekta rozpoczęła się już 1 sierpnia, by w połowie miesiąca sprowadzić WIG20 kilkadziesiąt pkt poniżej okrągłej bariery. Druga połowa miesiąca nie stoi na razie pod znakiem realizacji zysków. To raczej można określić jako powstrzymywanie korekty. Rynek jakby nie chciał dalej spadać. Skoro tak, to są teoretyczne szanse, by ceny ruszyły w górę. To jednak głównie zależeć będzie od inwestorów zagranicznych. Bez nich krajowe instytucje finansowe nie mają ochoty nic robić.

Zachodni gracze na razie są zajęci zarabianiem na własnym podwórku. Nasi inwestorzy czekają, tymczasem wskaźniki giełd zachodniej Europy idą w górę. Niemiecki DAX i francuski CAC40 zyskały od początku miesiąca po blisko 2,2 proc. Tempo dyktuje giełda amerykańska. Najwięcej zależeć będzie od tego, czy S&P500 upora się z oporem 1300 pkt. Jeśli tak, to nastroje powinny poprawić się na większości giełd świata i skłonić inwestorów do kupowania akcji. Oby także w Warszawie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy