Inwestorzy drżą, decydenci czekają

Roman Przasnyski
opublikowano: 25-11-2011, 00:00

Czwartkowe próby odreagowania spadków na giełdach zostały zniweczone. Inwestorzy po spotkaniu szefów trzech największych państw strefy euro nie usłyszeli niczego, co mogłoby złagodzić obawy przed narastającym kryzysem.

W czwartek handel na warszawskiej giełdzie toczył się na zwolnionych obrotach i przy niewielkiej zmienności. To głównie wynik braku bardziej istotnych bodźców w postaci informacji i danych makroekonomicznych oraz absencji amerykańskich graczy, obchodzących Święto Dziękczynienia. Uspokojenie nastrojów po mocno spadkowej środowej sesji za oceanem można było uznać za sukces byków. WIG20 rozpoczął dzień od zwyżki o niecałe 0,4 proc., ale popyt nie był w stanie wykazać się zbyt dużą siłą. Tuż przed południem indeks naszych największych spółek wyznaczył dzienne maksimum przy 2163 punktów, rosnąc o 0,8 proc. Kilka kolejnych godzin spędził w okolicy środowego zamknięcia. Ten marazm zakończył się wczesnym popołudniem energicznym atakiem niedźwiedzi. Wykorzystując pogorszenie nastrojów na głównych giełdach europejskich, zepchnęły one WIG20 o prawie 50 punktów, doprowadzając do spadku o ponad 1 proc.

W pierwszej fazie handlu liderami zwyżek były akcje Banku Handlowego i BRE Banku, zwyżkujące po ponad 2 proc. Do końca dnia ten wysoki poziom udało się utrzymać jedynie temu ostatniemu. Po ponad 1 proc. w górę szły papiery Pekao, PKN Orlen i KGHM. W popołudniowej fazie pogorszenia się sytuacji najmocniej ucierpiały akcje Lotosu i PKN Orlen, które traciły chwilami po ponad 4 proc.

Inwestorzy w Paryżu i we Frankfurcie w pierwszej części sesji wykazywali znacznie więcej wigoru i optymizmu. CAC40 zaczął dzień od zwyżki o 1,2 proc., a DAX rósł o 1,5 proc. Oba indeksy trzymały się do godziny 14.30. Wtedy nastroje uległy gwałtownemu pogorszeniu i wskaźniki w ciągu kilkudziesięciu minut znalazły się ponad 0,5 proc. pod kreską. Ten atak podaży zbiegł się w czasie z publikacją komunikatu po spotkaniu Angeli Merkel, kanclerz Niemiec, z Nicolasem Sarkozym, prezydentem Francji, i Mario Montim, premierem Włoch.

Widać było, że inwestorzy są mocno rozczarowani brakiem konkretów w poszukiwaniu sposobów wyjścia z kryzysu zadłużenia. Niemcy wciąż sprzeciwiają się zarówno emisji euroobligacji, jak i bardziej aktywnej roli Europejskiego Banku Centralnego w zmaganiach z kryzysem. Sytuacja robi się coraz bardziej poważna, a reakcji polityków nie widać. Do większej przeceny na głównych giełdach jednak nie doszło. Skala spadków pod koniec dnia wyraźnie się zmniejszyła. Wskaźniki w Paryżu i Londynie wyszły nawet na plus, ale złe nastroje pozostały.

Indeks naszych największych spółek zyskał ostatecznie 0,87 proc., WIG wzrósł o 0,37 proc., mWIG40 spadł o 1,15 proc., a sWIG80 o 0,83 proc. Obroty wyniosły 770 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu