Inwestorzy już nie są wyrocznią

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 24-01-2008, 07:28

Zwykle panika na giełdzie wróży kryzys całej gospodarce. Na szczęście tym razem ta prawidłowość się nie sprawdzi.

Teoria mówi jasno — jaka sytuacja na giełdzie, taka za kilka miesięcy w gospodarce. Inwestorzy wprowadzają lub wycofują pieniądze zależnie od tego, jakich spodziewają się wyników spółek. Jeśli więc gracze masowo obawiają się pogorszenia warunków dla działalności ich firm, indeksy lecą w dół. Gdyby trzymać się tej zasady, już wkrótce polska gospodarka powinna pogrążyć się w recesji —od początku roku WIG stracił około 20 proc. i znalazł się na poziomie z października 2005 r. Powinniśmy się bać? Nie —odpowiadają ekonomiści.


Nie tym razem
Giełda Papierów Wartościowych (GPW) kilkukrotnie stawała się wyrocznią. W 1998 r., po kryzysie w Rosji, warszawski parkiet o dwa miesiące wyprzedził spadek dynamiki PKB. Następnie w latach 2000-01 przewidział początek i koniec spowolnienia wzrostu gospodarczego wywołanego końcem hossy internetowej.

— Tym razem będzie jednak inaczej. Warszawska giełda wyprzedza zwykle sytuację w polskiej gospodarce o sześć do dziewięciu miesięcy, ale obecne spadki nie będą miały takiego przełożenia. Są podyktowane zapatrzeniem się inwestorów na sytuację na Wall Street — uważa Wiesław Rozłucki, twórca i wieloletni prezes GPW.

Jego zdaniem, ryzyko recesji w Polsce jest bardzo niewielkie.

— Pewne zagrożenia oczywiście są — rosnące ceny, stopy procentowe i koszty wynagrodzeń w kraju, ewentualne załamanie koniunktury w USA. Nasza gospodarka może przez to nieco spowolnić. Ale spokojnie, ciągle jest silna i będzie w dalszym ciągu rozwijać się w przyzwoitym tempie — twierdzi Wiesław Rozłucki.

Co przemawia za optymistycznymi prognozami? Rok 2007 był dla gospodarki bardzo dobry: PKB wzrósł około 6,5 proc., sprzedaż detaliczna (przez 11 miesięcy) — o 16,4 proc., inwestycje (w trzech kwartałach) — o 30,8 proc., produkcja sprzedana przemysłu też rosła dwucyfrowo. To świetne wyniki.

— Dane statystyczne i finansowe mówią same za siebie i powodują, że prognozy dla Polski na najbliższy rok są dobre. Spodziewam się nadal zadowalającego tempa przyrostu PKB — na poziomie 5,5 proc. — uważa Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

— Utrzymany zostanie wysoki popyt wewnętrzny, do Polski napłyną jeszcze większe niż dotychczas dotacje z funduszy unijnych. Firmy, mimo pogarszającej się dla nich sytuacji na rynku pracy, wciąż będą miały dobre warunki do rozwoju — dodaje Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.


Bez nerwów
O sytuację w Polsce nie obawiają się też inni ekonomiści.

— Pewne przełożenie GPW na gospodarkę istnieje, ale tylko pośrednie i w ograniczonym zakresie — przez ostatnie spadki część firm zrezygnuje z wejścia na giełdę, spółki już na niej notowane wypuszczą mniej dodatkowych akcji. To może przyhamować inwestycje, ale na tempo rozwoju gospodarczego będzie miało wpływ niewielki — uważa Jan Winiecki, doradca ekonomiczny West LB Bank Polska.

Emocje okazały się dla inwestorów ważniejszym doradcą niż liczby?

— Dane dotyczące rosnącej inflacji czy powiększającego się deficytu na rachunku bieżącym są niepokojące, ale na pewno nie w takim stopniu, w jakim odebrali je giełdowi inwestorzy. Nie należy więc traktować obecnej sytuacji na giełdzie jako zwiastuna załamania w gospodarce — mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane