Inwestorzy mają powody do obaw

Gospodarka się przegrzewa, a rząd nie oszczędza i funduje firmom zmiany. Sytuację mogliby uratować imigranci, ale jak ich ściągnąć?

Nic nie może przecież wiecznie trwać — tak śpiewała Anna Jantar prawie 40 lat temu, ale to nadal aktualne: i w przypadku koniunktury w gospodarce, i przepisów, których zmiany rząd funduje firmom w dużym natężeniu.

Ludzi mniej, pensje rosną

Eksperci obawiają się, że może to zaszkodzić inwestycjom. Od września 2016 r. do sierpnia 2017 r. bezpośrednie inwestycje zagraniczne wyniosły 36,3 mld zł, podczas gdy rok wcześniej było to 58,4 mld zł — wynika ze wstępnych danych NBP.

— S&P przewiduje, że w najbliższych czterech latach wzrost PKB Polski wyniesie średnio 3,6 proc. Przyczynią się do tego fundusze infrastrukturalne, duży popyt zewnętrzny oraz zwiększające konsumpcję czynniki fiskalne, czyli m.in. program 500+. Gospodarka wciąż korzysta na historycznie niskich stopach procentowych. Ale są też zagrożenia: rząd nie gromadzi oszczędności, a w ciągu 15 lat liczba pracownikówspadnie o 10 proc., czyli 3 mln — mówi Marcin Petrykowski, dyrektor zarządzający S&P Global Ratings. To kadry są największą bolączką inwestorów.

— Czy jesteśmy w stanie zapewnić im pracowników? Bezrobocie spadło poniżej 5 proc. Wciąż jesteśmy krajem niskich kosztów, ale przez ostatnie pięć lat wzrosły o ponad 20 proc., podczas gdy średnia dla UE to 8 proc. Wypuszczamy na rynek utalentowanych pracowników, ale nie potrafimy ich rozwijać i zachować — zauważa Anna Wicha, szefowa agencji zatrudnienia Adecco Poland. Ratunkiem są Ukraińcy, których pracuje w Polsce około 1,5 mln, choć w ZUS-sie zarejestrowanych jest 400 tys.

— Wbrew obawom części ekspertów wierzę, że Polska zostanie na dłużej docelowym krajem dla Ukraińców. Nie mamy tak bardzo uregulowanego rynku jak zachodnie kraje, inspekcje pracy nie są bardzo skrupulatne, bo wiedzą, jak duży jest niedobór kandydatów. Z ostatnich szacunków wynika, że polska gospodarka może potrzebować 5 mln imigrantów. Nie ma pomysłu, jak zrealizować tę potrzebę, która w najbliższych miesiącach odbije się na gospodarce — mówi Anna Wicha.

Brexit nie, JP Morgan tak

W Niemczech imigranci wytwarzają 1 proc. PKB. Czy szansą na powrót Polaków do kraju jest brexit?

— Nie wierzę w to. Ludzie przyzwyczajają się do pewnego standardu życia i raczej przeniosą się do Norwegii, Szwecji czy Danii — uważa Anna Wicha. Szansą na ściągnięcie Polaków są dobre miejsca pracy.

— Gdy zamieściłem informację o inwestycji JP Morgana, w ciągu trzech godzin dostałem ponad 60 wiadomości od osób zainteresowanych przeprowadzką do Warszawy. To 3 tys. miejsc pracy. Kolejne firmy finansowe myślą o Polsce: Standard & Chartered, który mówi o 500-1000 osobach, czy Fidelity, który chce zatrudnić 800 pracowników — mówi Paweł Panczyj, dyrektor zarządzający ABSL, Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych. To jednak kropla w morzu potrzeb.

— Polska gospodarka się przegrzewa. W tej sytuacji ważna jest przewidywalność, bo nie konkurujemy już z Pakistanem czy Indiami, tylko z Niemcami czy Francją. Kompleksowe zmiany, m.in. podatków, ZUS, sektora bankowego, handlu detalicznego, nie są dobrym sygnałem dla inwestorów — podsumowuje Marcin Petrykowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Inwestorzy mają powody do obaw