Inwestorzy nadal wierzą we wzrosty, a to zły znak

Piotr Kuczyński
29-05-2003, 00:00

We wtorek niespodzianki nie było — amerykańskie indeksy rosły po dwa, trzy proc. Inwestorzy w USA już w piątek opuszczali rynek w dobrych nastrojach. Osłabienie dolara jeszcze nie wywołuje obaw o to, że z rynku będą uciekać inwestorzy zagraniczni. Na razie eksporterzy, a szczególnie producenci samochodów, bardzo się z tego trendu waluty cieszą.

Pomogły dane makro. Rynek nieruchomości nadal kwitnie. Pisałem w tygodniowym komentarzu, że z powodu niezwykle niskich stóp procentowych nie można oczekiwać, że ten segment gospodarki w tym roku podda się bessie. Dane makro o sprzedaży domów, zarówno nowych, jak i będących we wtórnym obrocie, były dużo lepsze od prognoz. Indeks zaufania konsumentów wzrósł. Co prawda niewiele więcej, niż oczekiwano, ale to całkowicie wystarczyło. Ponieważ nie było prawie żadnych złych informacji, więc byki wzięły kierownicę w swoje ręce i sesja zakończyła się dużymi wzrostami.

Teoretycznie wszystko wygląda wspaniale. Indeksy pokonały opory, z którymi nie mogły dać sobie rady od 10 sesji. Od strony technicznej dla S&P 500 droga do ataku na linię szyi pięcioletniej formacji RGR jest otwarta. Wyglądało to jednak na klasyczną, irracjonalną euforię, która zazwyczaj kończy wzrosty i to jest bardzo niepokojące. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę niezwykły optymizm inwestorów. To wszystko zaczyna pachnieć pułapką.

Giełdy europejskie nie miały wczoraj wyboru — indeksy musiały rosnąć. Szczególnie że dane z USA i oczekiwanie na posiedzenie ECB wywoływały osłabienie euro. Indeksy docierają jednak do istotnych oporów, co wymagać będzie naprawdę znakomitego zachowania rynków USA (to jedyny impuls dla Europejczyków), by wzrosty się utrzymały.

Dziś nie działa giełda francuska, ale to nie ma wielkiego znaczenia dla innych giełd. Jeśli chodzi o dane makro, to o 14.30 dowiemy się, jakie jest kolejne przybliżenie wzrostu PKB w pierwszym kwartale w USA. Prognozy mówią o 1,9 proc. Dla rynku nie będzie miał znaczenia nieco mniejszy wzrost (to okres przedwojenny), ale gdyby odczyt był lepszy, to inwestorzy byliby zachwyceni. O tej samej porze zostanie podana liczba nowo zarejestrowanych osób bez pracy (prognoza 420 tys.). To może mieć dla indeksów duże znaczenie, bo rynek boi się rosnącego bezrobocia.

Polska giełda, mimo sporego wzrostu, zachowywała się wczoraj dwuznacznie. Nie widać było ataku popytu na szerokim rynku, a obrót był niewielki. Nadal spadał kurs TP SA mimo oświadczenia Kompanii Węglowej, że nie ma zamiaru sprzedawać akcji spółki. Na drugim biegunie były KGHM, PKN i Pekao SA, który wyraźnie realizuje formację odwróconej RGR. Niepokoi, że przykład Pekao SA nie podziałał mocniej na resztę sektora bankowego. Decyzja RPP o obniżce stóp procentowych też nie miała wpływu na rynek — była już w cenach.

Myślę, że są fundusze, których zarządzający byli przekonani, iż wyrok TK niekorzystny dla rynku spowodowałby spadki. Skoro był korzystny, to zakończyła się gra pod unijne referendum, bo teraz wszystko już jest jasne. Jeśli chodzi o frekwencję w głosowaniu, to dla rynków finansowych jest to już tylko gra o pietruszkę. Rozumowanie słuszne. Jednak dobra koniunktura na rynkach USA może nasz rynek podnieść wyżej, mimo że zakończyła się praktycznie gra pod referendum. Wielu zarządzających może podejrzewać, że euforia w USA kończy wzrosty indeksów. Gdyby okazało się, że tak nie jest, to wtedy dopiero mógłby pojawić się u nas większy i agresywny popyt.

Sytuacja na świecie jest tak oczywista, że aż kłuje w oczy. Pewności co do dalszych wzrostów nie ma właśnie dlatego, że wszystko jest zbyt oczywiste i za bardzo „bycze”. Jednak dopóki nie nastąpi powrót WIG pod linię bessy (okolice 14700 pkt), to dla byków zagrożenia nie ma.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Inwestorzy nadal wierzą we wzrosty, a to zły znak