Inwestorzy skazani na dalsze czekanie

Roman Przasnyski
opublikowano: 11-10-2010, 00:00

Czekanie na bardzo ważne dane mogące zmienić "losy" giełdowej koniunktury raz jeszcze okazało się czekaniem "na próżno". Piątkowe informacje z amerykańskiego rynku pracy były trochę dobre, trochę złe, a jeśli nałożyć na to rachuby w kwestii, jak na to zareaguje Fed, nie spowodowały wielkiego poruszenia na rynku. Stopa bezrobocia, wynosząca 9,6 proc., okazała się nieco niższa, niż się obawiano, za to liczba etatów zmniejszyła się o 95 tysięcy (spodziewano się, że pozostanie bez zmian).

Główne indeksy na warszawskiej giełdzie zaczęły piątkową sesję od niewielkich wzrostów. WIG20 zyskiwał na otwarciu 0,4 proc. i szybko próbował wyjść jeszcze wyżej, ale niewiele z tego wyszło. Początkowo zachowywał się wyraźnie lepiej niż wskaźniki na głównych europejskich parkietach, ale też miał co odrabiać, bo w czwartek sporo stracił, wyróżniając się tym dość wyraźnie od innych. Ta niezależność nie trwała jednak zbyt długo i jeszcze przed południem nasz indeks największych spółek spadł pod kreskę, choć skala osłabienia była niewielka. Podobnie jak to miało miejsce w poprzednich dniach, także i w piątek indeks miał swych "obrońców", ale i "przeciwników". Do tej pierwszej grupy na początku handlu należały papiery TP, rosnące o 1,8 proc. i trochę im ustępujące akcje PZU i PKN Orlen. Rolę bohatera negatywnego odgrywały walory KGHM, które traciły momentami ponad 2,5 proc. Pod koniec dnia "na placu boju" zostały wyróżniające się walory telekomunikacyjne i "miedziowe", stojące nadal po przeciwnych stronach, choć skala tych przeciwieństw nieco się zmniejszyła. Po danych z amerykańskiego rynku pracy i WIG20, i WIG jednym skokiem wyszły na niewielki plus, jednak radość trwała krótko. Ostatecznie WIG20 stracił 0,66 proc., WIG zniżkował o 0,5 proc., mWIG40 o 0,21 proc., a sWIG80 o 0,23 proc. Obroty wyniosły prawie 2 mld zł.

Wszystko wskazuje na to, że jednak czeka nas dziwny czas trudnych do odgadnięcia interpretacji danych makroekonomicznych. Lepsze informacje nie cieszą, bo odsuwają nadzieję na wspomaganie gospodarki przez Fed. Złe dane te nadzieje podsycają, pchając indeksy w górę. Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy już same w sobie nie były zbyt jednoznaczne. A więc i reakcja była niewspółmierna do związanych z nimi oczekiwań. Czynnikiem, który może wprowadzić trochę logiki w poczynania inwestorów, może być rozpoczynający się właśnie sezon publikacji wyników finansowych przez amerykańskie spółki. Może on choć trochę odwrócić uwagę od przeliczania potencjalnie drukowanych dolarów i skłonić do spojrzenia na kondycję firm. Może.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy