Inwestorzy w Europie naśladowali graczy z USA

Piotr Kuczyński
03-07-2003, 00:00

W Ameryce mieliśmy we wtorek niezwykle ciekawą sesję. Już przed danymi makro rządziły niedźwiedzie i wydawało się, że nic nie ocali rynku przed przeceną. Po danych mógłbym założyć się, że spadek o 1 proc. jest pewny. Siła byków mocno mnie zaskoczyła. Zaczyna się sezon wyników kwartalnych. Trwa krótki tydzień i trudno będzie zostać z akcjami na 3 dni. Kończące półrocze „window dressing” było nieudane i zapowiadało osłabienie koniunktury. To kazało oczekiwać spadków, a do tego na rynek trafiły bardzo słabe dane makro. Duży spadek wydatków na konstrukcje budowlane w maju mógł zostać zlekceważony jako historyczny. Ale indeks ISM opisujący sytuacje w sektorze produkcyjnym w czerwcu również był bardzo słaby i nie przekroczył poziomu 50 pkt. Ten sektor nadal się zwija. Co prawda subindeksy pokazały nieco lepszy obraz, bo nowe zamówienia rosną, zapasy spadły, a w zatrudnieniu widać było lekką poprawę, ale i ten subindeks był niższy od 50 pkt. Nie ma żadnego ożywienia — jest jedynie nadzieja.

Co wyzwoliło taki entuzjazm, że indeksy zawróciły i zakończyły sesję na plusach? Tajemnica leży w analizie technicznej. Od 16.00 do 19.00 S&P 500 leżał na linii szyi pięcioletniej formacji RGR (965 pkt), a Nasdaq na linii szyi krótkoterminowej RGR (1.600 pkt). Niedźwiedziom nie udało się zepchnąć indeksów niżej. Skoro się nie udało, to ustąpiły, a byki uwierzyły w swoją szansę. Pomogło to, że w pierwszych dniach miesiąca fundusze emerytalne dostają świeże pieniądze. Tym razem jeszcze się udało, ale to nie koniec prób niedźwiedzi i w końcu odniosą sukces. Wczoraj rynki amerykańskie mogły reagować na to, co powie Alan Greenspan. To jest jak zwykle wielka niewiadoma. Zapewne będzie się starał poprawić nastroje inwestorom. Pytanie tylko, czy mu się to udało.

Gracze w Europie nie mieli wczoraj wyjścia. Odrobili straty z poprzedniego dnia, kiedy to zostali wyprowadzeni w pole przez początkową reakcję amerykańskich giełd na dane makro. Oczekiwano dobrej sesji w USA, a podniesienie przez Merrill Lynch rekomendacji dla Microsoftu tylko te nadzieje zwiększyło. Dzisiaj wszystkim pokierują raporty makroekonomiczne z USA.

Będzie ich bardzo dużo. I wszystko przed przedłużonym weekendem w USA. To bardzo nieciekawa sytuacja dla in- westorów amerykańskich. Wpierw jednak dowiemy się, jak rozwijał się sektor usług w Eurolandzie w czerwcu, bo rano zostaną podane indeksy PMI. Jakiś wpływ na rynki europejskie będą miały, ale mocno ograniczony. Zbyt ważne będą dane z USA. Większość dotrze na rynek o 14.30. Jak co tydzień będzie to liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu (prognoza to 412 tys.), ale można spodziewać się, że drugi raport z rynku pracy te dane przyćmi i nie będą miały znaczenia. Ten drugi raport będzie obejmował m.in. czerwcową stopę bezrobocia (prognoza +6,2 proc.) oraz zmianę zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Tutaj są różnice w prognozach (od minus 17 tys. do „bez zmian”). Ale rynek źle przyjąłby spadek zatrudnienia. Ta liczba jest bardziej ważna niż stopa bezrobocia. Wreszcie o 16.00 na deser dostaniemy indeks aktywności sektora usług (ISM) w czerwcu (prognoza 55 pkt). Nie podejrzewam, by tym razem złe informacje (gdyby takie były) zostały przyjęte pozytywnie.

Wczoraj polskie indeksy rosły, ale wzrosty były słabsze niż w Europie. Wtorkowych strat nie zdołały odrobić. Powrót nad linię trendu ratował rynek przed potwierdzeniem sygnału sprzedaży. I to się bykom z trudem udało. Teraz powstało jednak zagrożenie formacji RGR. Ta zniknie dopiero wtedy, jeśli WIG na zamknięciu przełamie 16 000 pkt. Zmaterializuje się, jeśli przełamie 15 730 pkt. Wówczas będzie jasne, czy ostatnia fala wzrostu będzie przedłużona, czy też rozpoczęła się korekta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inwestorzy w Europie naśladowali graczy z USA