Inwestorzy zapomnieli o akcjach

Adrian Boczkowski
19-03-2008, 00:00

Wskaźniki mocno kuszą, a pierwsze zyski możliwe w II kwartale

Kurs dewelopera o szwedzkich korzeniach spadł od wartości z zamknięcia pierwszego dnia na GPW (13 grudnia) o blisko połowę. Bywały sesje, gdy kurs był nawet o 60 proc. niżej. Tymczasem deweloperzy, którzy byli notowani na GPW od lat, stracili na wartości od połowy grudnia po 20-30 proc. Dodatkowo zdążyli skorzystać wcześniej na hurraoptymistycznym nastawieniu inwestorów do branży. Od 2006 r. do połowy lipca zeszłego roku ich kursy wzrosły o kilkaset procent.

Reinhold spóźnił się na takie zwyżki. Dopiero w październiku 2007 r. zamierzał sprzedać 1,4 mln walorów (w tym 1 mln nowej emisji) po 60 zł za jeden. Ostatecznie, ze względu na zawirowania na rynkach finansowych, spółka zmniejszyła swój apetyt o połowę, do 30 zł za walor. Oferta i tak się nie powiodła.

Mimo to spółka zadebiutowała na warszawskiej giełdzie i już pierwszego dnia rozgrzała emocje drobnych graczy. Wywindowali oni wtedy kurs nawet do 53 zł. Na zamknięciu wyniósł on 37,2 zł, czyli 44,6 proc. powyżej ceny odniesienia, po której zawarto ostatnie transakcje na nieoficjalnym rynku, organizowanym przez szwedzki bank inwestycyjny Ohman Group. Na forach internetowych rozgorzały wtedy dyskusje, w których twierdzono, że to dopiero początek wzrostów.

Po trzech miesiącach od debiutu na GPW Reinhold nie cieszy się już takim zainteresowaniem inwestorów. Brak ożywionych polemik internautów oraz śladowe obroty dobitnie o tym świadczą. Inwestorzy, dla których ważne są fundamentalne wzrosty wyników finansowych, mogą jednak w końcu zwrócić uwagę na Reinholda. Spółka ponosiła do tej pory koszty przygotowywania projektów deweloperskich. Dlatego też w zeszłym roku zanotowała 2,1 mln zł straty netto. W II kwartale powinien jednak pojawić się pierwszy zysk netto, a w całym roku — grubo ponad 40 mln zł czystego zarobku. Wskaźnik cena do zysku wynosi dla prognozowanego zysku na ten rok i obecnej wyceny około 3. Plany Reinholda wydają się bardzo realne. Spółka zareagowała elastycznie i wobec niepowodzenia oferty zaczęła finansować rozwój długiem. Pierwszy projekt dewelopera w Polsce można uznać za sukces. W ramach komercjalizacji kamienicy Reinhold Lipiński w centrum Warszawy spółka osiąga średnio o 30 proc. wyższe stawki najmu, niż zakładała w biznesplanie.

Reinhold skupia się na niedużych projektach komercyjnych, co w tym roku jest jego atutem. Gdy duzi deweloperzy mieszkaniowi mają problemy ze sprzedażą tysięcy mieszkań, jakie wybudowali lub budują, Reinhold nie powinien mieć problemu ze znalezieniem zainteresowanych jego ofertą. Tym bardziej że spółka skupia się na budowie powierzchni komercyjnych w bardzo dobrych lokalizacjach. Na tym rynku jeszcze przez 2-3 lata powinna utrzymać się przewaga popytu nad podażą.

Zakup akcji Reinholda obarczony jest niewielkim ryzykiem. Kapitały własne spółki na akcje są warte ponad 16 zł. To tyle, za ile można było niedawno kupić papier dewelopera. Gdy sentyment rynku się odwróci, a Reinhold wykaże zapowiadane zyski, kurs może rosnąć. Na horyzoncie wzrostów może jednak stanąć wzmożona podaż akcji. Ale uwaga, są także zagrożenia. Główny akcjonariusz Reinholda zamierzał sprzedać 400 tys. walorów w ofercie. Planów raczej nie zmienił. Czeka tylko na wyższą wycenę. Do tej pory zbył jedynie nieco ponad 31 tys. papierów po średniej cenie powyżej 35 zł za jeden.

Konfitury blisko

W II kwartale Reinhold planuje ukończyć dwa wrocławskie projekty — Villa Nova i Platinum Plaza. Mają one przynieść łącznie ponad 7,5 mln zł zysku. Jeśli raport z okresu kwiecień-czerwiec potwierdzi wiarygodność zamierzeń dewelopera, a sytuacja w USA się uspokoi, w III kwartale wycena spółki może rosnąć

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Inwestorzy zapomnieli o akcjach