Inwestorzy znaleźli się w poważnych tarapatach

Roman Przasnyski
opublikowano: 25-01-2010, 00:00

Takiej końcówki tygodnia mało kto się spodziewał. Inwestorzy spoglądający od dawna na szczyty zapomnieli, że na rynku obowiązuje ruch w co najmniej dwóch kierunkach. Koniec marazmu i zbliżającą się bardziej dynamiczną zmianę sugerował wzrost zmienności amerykańskich indeksów w ciągu kilku ostatnich sesji. Te sugestie okazały się prorocze, choć powody zmiany tendencji zupełnie nieoczekiwane. Strach przed rozpoczęciem w Chinach hamowania wzrostu gospodarczego wydawał się jeszcze odległy. Obawa przed zmianą zasad gry na rynkach finansowych, której propozycję przedstawił prezydent USA, była zaskoczeniem jeszcze większym.

Po czwartkowej dzielnej postawie byków, które starały się ograniczyć skalę przeceny w niesprzyjającym otoczeniu zewnętrznym, w piątek od rana nie szło im najlepiej. Trudno się dziwić, skoro czwartkowe spadki na Wall Street okazały się największe od kilkunastu tygodni. Na starcie dramatu nie było, ale później przecena wyraźnie się nasiliła. WIG20 tracił 1,4 proc. Niechlubnym liderem były akcje Lotosu, które spadały niemal cały dzień o ponad 5 proc., i to przy sporych obrotach, sięgających 100 mln zł. Mocno przeceniane były także papiery BRE, początkowo o 2,8 proc., pod koniec dnia nawet o ponad 4 proc. Do tej skali przeceny zbliżały się także akcje PKN. Na tym tle przedziwnie zachowywały się papiery TP, które przez całą sesję traciły stosunkowo niewiele, a obrót nimi był wręcz "śladowy". Małe obroty utrzymują się już drugi dzień z rzędu. Można wić przypuszczać, że "zdyscyplinowany" akcjonariat nie chce pozbywać się papierów spółki po tak niskich cenach, a chętnych do kupowania drożej nie ma. Ostatecznie WIG20 stracił 2,5 proc. Obroty wyniosły 2,13 mld zł.

Poważniejsza zmiana na rynku nadchodzi zwykle w najmniej spodziewanym momencie i z najmniej spodziewanej strony. Tak było i tym razem. Byki, uśpione pełzaniem indeksów na wciąż wyższe poziomy, chyba zbyt późno dostrzegły zagrożenie. Już w czwartek ich reakcja była dość nerwowa. W piątek niepokój się nasilił. Jego przyczyny są poważne i nie można ich lekceważyć. Tym bardziej że mogą oddziaływać na rynki znacznie mocniej i znacznie dłużej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Wyniki firm lub gospodarki mogą cieszyć lub sprawiać zawód, ale konsekwencje nie są na ogół długotrwałe. Jeśli jednak pojawia się perspektywa zmiany polityki pieniężnej w jednej z najbardziej dynamicznych gospodarek świata i jednocześnie rewolucyjna zmiana regulacji działania instytucji w największej gospodarce świata, to nie można przejść obok tego obojętnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy