Inwestorzy zwlekają z zakupami akcji

Przemysław Gerschmann
opublikowano: 18-04-2012, 00:00

GIEŁDY

Rosnąca konsumpcja, spadająca stopa bezrobocia i dobre wyniki kwartalne spółek to główne przesłanki świadczące o poprawiającej się sytuacji gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Jeszcze kilka tygodni temu indeksy S&P500oraz Dow Jones znajdowały się na rekordowych od kilku lat poziomach. Dlaczego więc inwestorzy zwlekają z zakupem akcji i ignorują fakt, że średni wskaźnik cena do zysku dla indeksu S&P500 wynosi mniej niż długoterminowa średnia?

Rynki wyczekują wprawdzie na kolejny ruch korekcyjny, ale jak można zaobserwować, nawet gorsze dane nie zmniejszają przewagi kupujących. Liczą oni na to, że w roku wyborczym amerykańskie władze nie pozwolą na kolejne załamie giełdowe, a w razie potrzeby w zanadrzu pozostaje im kolejna runda luzowania ilościowego. Oczekiwania na taki scenariusz widać także na rynku walutowym, gdzie mówi się o możliwym włączeniu się do gry amerykańskiego Fedu, jeśli kurs EUR/USD będzie spadał poniżej kluczowego poziomu 1,30.

Podobnie sytuacja wygląda na europejskich parkietach. Dzięki udanym operacjom zwiększenia płynności na rynku (LTRO) przeprowadzanym przez Europejski Bank Centralny oraz zakończeniu sukcesem restrukturyzacji greckiego długu, europejski kryzys zadłużenia powinien nie być już czynnikiem decydującym o kierunku, w którym podąży rynek. Inwestorzy mogą więc skupić się na wynikach poszczególnych państw, obserwując ich postęp we wdrożeniu reform, oraz na napływających danych makroekonomicznych.

Tymczasem rynki spekulują na temat rosnących rentowności 10-letnich obligacji Hiszpanii, windując je do poziomów najwyższych od końca listopada 2011 r., a rosnące obawy o europejską koniunkturę widać w zniżkujących odczytach PMI. Krążący po europejskich aktywach kapitał wydaje się mieć przede wszystkim charakter spekulacyjny, kierowany przede wszystkim rynkowymi emocjami, a nie twardymi danymi makroekonomicznymi.

Choć droga do zwyżek w Europie i Stanach Zjednoczonych wydaje się otwarta, to warto pamiętać, że nie jest to trasa wyłącznie jednokierunkowa. Wprawdzie stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych jest najniższa od 2009 r., ale jeszcze w 2007 r. była o połowę niższa. Co więcej, tempo powrotu zatrudnienia do stanu sprzed recesji jest najdłuższe w powojennej historii USA. W Europie natomiast trudna sytuacja gospodarcza Hiszpanii (wysokie bezrobocie, recesja i zadłużenie) oraz zbliżające się wybory w Grecji i we Francji zwiększają ryzyko możliwego pogłębienia się korekty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Gerschmann

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu