Inwestycje nakręcją obroty producentów stali

  • Materiał partnera
opublikowano: 18-06-2019, 22:00

Polska branża metalowa jest w niezłej kondycji, choć szykujące się zawirowania na globalnej scenie politycznej i gospodarczej rysują różne scenariusze na przyszłość — takie wnioski padły podczas polskiego dnia LME zorganizowanego przez mBank w Warszawie

Największy niepokój na rynku metali wzbudza dziś eskalacja konfliktu między USA i Chinami. To jednak tylko jeden z problemów — Amerykanie już rok temu nałożyli cła na stal i aluminium z Europy, Kanady i Meksyku, a dodatkową niepewność wywołuje widmo wojny handlowej USA z Meksykiem, Indiami czy wreszcie UE. Jednak na razie polska gospodarka okazała się znacznie bardziej odporna na te zawirowania, niż się tego spodziewano — PKB wzrósł w I kwartale o 4,7 proc., a inwestycje o 12,6 proc. Co więcej, analitycy mBanku dziś prognozują wzrost PKB na poziomie 5 proc. w 2019 r. i 4 proc. w 2020.

Podczas polskiego dnia LME, zorganizowanego przez mBank,
specjaliści starali się wskazać najbardziej prawdopodobne scenariusze rozwoju
sytuacji na rynku, uwzględniając mnóstwo różnorodnych czynników wpływających na
koniunkturę w handlu metalami i złomem
Zobacz więcej

ZADANIE DLA EKSPERTÓW:

Podczas polskiego dnia LME, zorganizowanego przez mBank, specjaliści starali się wskazać najbardziej prawdopodobne scenariusze rozwoju sytuacji na rynku, uwzględniając mnóstwo różnorodnych czynników wpływających na koniunkturę w handlu metalami i złomem Fot. GK

W statystykach zwraca uwagę także rosnąca różnica między wynikami Polski i naszego głównego partnera gospodarczego — Niemiec, które mają coraz większe problemy. Na przykład, produkcja przemysłowa w Polsce w kwietniu 2019 r. rosła o 11 pkt proc. szybciej niż u naszych sąsiadów za Odrą. Taka sytuacja jeszcze nigdy nie miała miejsca w historii gospodarek obu krajów po zjednoczeniu Niemiec.

Mocne notowania

Dwa kluczowe silniki wzrostu gospodarczego w Polsce to konsumpcja i inwestycje. A nastroje konsumenckie są wręcz rekordowe — mamy ciągle silny rynek pracy, rosną dochody gospodarstw domowych i jednocześnie notujemy solidne wzrosty konsumpcji prywatnej. Co więcej, I kwartał 2019 r. przyniósł przełom w inwestycjach, które wyraźnie przyspieszyły. Prym wiedzie przemysł, a największe zapotrzebowanie na produkty przemysłu metalowego zgłaszają producenci metali i wyrobów metalowych, pojazdów, sprzętu elektrycznego i w dalszej kolejności firmy z branży budowlanej oraz produkujące maszyny i urządzenia.

— Pozostaje tu jednak otwarte pytanie — na ile to ożywienie inwestycyjne jest trwałe? Aczkolwiek, na podstawie naszych obserwacji z minionych lat, można wskazać, że ruch inwestycyjny rozkłada się znacznie dłużej w czasie niż trzy miesiące. Zwykle jest to minimum kilka kwartałów. Z drugiejstrony nagromadzenie ryzyka czy tzw. negatywnych szoków może wytrącić firmy z dobrego nastroju do inwestowania — tłumaczy Piotr Bartkiewicz, ekspert ds. ekonomicznych w mBanku.

Warto bowiem mieć na uwadze, że w branży metalowej rządzi nie tylko makroekonomia, ale też polityka, kurs dolara, ceny energii i oczywiście relacja popytu do podaży. Po pierwsze, na giełdach handel wszystkimi metalami, podobnie jak innymi surowcami, odbywa się w dolarach. Mocny dolar osłabia ceny metali i na odwrót — słaby poprawia notowania metali. Z kolei ceny ropy, węgla czy gazu, a więc surowców energetycznych, regulują ceny energii, a ta ma niebagatelne znaczenie dla kosztu produkcji metali. Im więc niższa cena energii, tym tańsza produkcja metali. Czynnikiem numer 1 pozostaje oczywiście relacja popytu do podaży. Tu dużą rolę odgrywa polityka. Najlepszym tego przykładem są sankcje nałożone w kwietniu 2018 r. przez USA na rosyjski koncern Rusal, potentata na rynku aluminium. Wówczas w ciągu jednego tygodnia aluminium podrożało o 12 proc. na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME), światowym centrum handlu tymi surowcami. Była to największa tygodniowa zwyżka w historii notowań londyńskiego kontraktu.

Dodatkowo ceny tego surowca mocno się rozjechały — na chicagowskiej giełdzie CBOT były o 11 proc. wyższe niż na LME. Z kolei po zniesieniu sankcji, na początku 2018 r., aluminium zaczęło natychmiast tanieć. Z kolei miedź jest dość odporna na polityczną zawieruchę, gdyż jej rudy są wydobywane w różnych regionach świata. Mimo to popyt na ten metal jest wyższy niż jego podaż, co prowadzi do wzrostu cen. Co więcej, nowe kopalnie lub będące w trakcie rozbudowy ruszą dopiero po 2020 r. Z analiz firm CRU i Wood MacKenzie, na które powołuje się w swych szacunkach KGHM, wynika, że do 2030 r. prognozowany popyt na miedź ma wzrosnąć o 20 proc., do 36,1 mln ton rocznie, w efekcie m.in. dynamicznie rosnącego zapotrzebowania ze strony branż powiązanych z elektromobilnością i odnawialnymi źródłami energii. Reasumując, deficyt miedzi będzie się utrzymywał, mimo, że np. od kwietnia 2019 r. notowania tego surowca zaczęły spadać, przy pewnych zwyżkach podaży notowanych na początku 2019 r.

Aluminium z dobrą prognozą

O niezłej kondycji branży metali nieżelaznych w Polsce świadczy wzrost obrotów zagranicznych notowanych w ostatnich pięciu latach. W 2018 r. wymiana handlowa w tym sektorze zamknęła się kwotą 13,4 mld EUR. W relacji do roku poprzedniego zwiększyła się o 7 proc. (wzrost o 893 mln EUR) — wyliczają eksperci Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych i Recyklingu (IGMNiR).

W 2018 r. Polska sprowadziła metale nieżelazne za ponad 6,6 mld EUR. Największy udział ma aluminium i artykuły z aluminium, których import w ubiegłym roku wyniósł 1,7 mln ton za około 4,3 mld EUR. W porównaniu z 2013 r. stanowi to 62,7-procentowy wzrost pod względem wartości i o 53 proc. pod względem wielkości. Polska sprowadza ten surowiec głównie z Niemiec, Holandii, Rosji, Norwegii i Szwecji.

— Choć pod koniec ubiegłego roku i na początku br. obserwujemy zawirowania na rynku aluminium związane ze spadkami sprzedaży w motoryzacji, są to fluktuacje krótkoterminowe. Dane z ostatnich pięciu lat wskazują, że branża ta ma większą dynamikę wzrostu niż cały polski eksport. Więc w dłuższej perspektywie będzie się rozwijać, co wynika z rozwoju produkcji części samochodowych w Polsce. Coraz więcej producentów z sektora motoryzacyjnego lokuje się nad Wisłą. Do tego dochodzi popyt na stolarkę aluminiową czy opakowania aluminiowe — mówi Marek Suchowolec, członek zarządu IGMNiR.

Szacuje, że w tym roku produkcja wyrobów z aluminium wzrośnie o kilka procent. Kolejną ważną pozycję w koszyku metali nieżelaznych stanowi miedź. Import tego surowca i wytworzonych z niego artykułów sięgnął w 2018 r. prawie 1,6 mld EUR, czyli 296 tysięcy ton. Pod względem wartości oznacza to 29 proc. wzrostu w ciągu pięciu lat. Zapotrzebowanie na miedź nie powinno spaść — IGMNiR szacuje wzrost produkcji wyrobów miedzi do 559 tys. ton w 2019 r. (+10 proc. r/r). Natomiast eksport w całej branży metali nieżelaznych w ubiegłym roku sięgnął ponad 6,7 mln EUR, zwiększając się w ujęciu wartościowym o 250 mln EUR w relacji do 2017 r. Tu, podobnie jak w imporcie, prym również wiedzie eksport aluminium i miedzi, który pod względem wartości w 2018 r. stanowił ponad 91 proc. całkowitego polskiego eksportu metali nieżelaznych. W tym eksport aluminium i artykułów z aluminium sięgnął 1 mln ton za kwotę 3,2 mld EUR, z czego 399 tys. ton trafiło do Niemiec. Głównym eksportowym artykułem z aluminium w 2018 r. był złom (256 tys. ton). Z kolei eksport miedzi i artykułów z miedzi wyniósł w ubiegłym roku 2,9 mld EUR (525 tys. ton). Znacznie mniejszy udział w zagranicznej wymianie handlowej mają cynk i ołów. Jak podaje IGMNiR, w 2018 r. Polska sprowadziła z zagranicy 110 tys. ton cynku za 308 mln EUR oraz wyeksportowała 114 tys. ton tego surowca za 303 mln EUR. Z kolei import ołowiu w ubiegłym roku sięgnął 111 tys. ton (218 mln EUR), a eksport — 76 tys. ton (166 mln EUR). IGMNiR prognozuje stabilizację produkcji cynku i ołowiu na poziomie po 150 tys. ton rocznie w 2019 r.

Złom w przecenie

Dość trudne chwile mogą jednak czekać branżę złomu, mimo że Polska jest piątym co do wielkości rynkiem tego surowca w UE. Nasze huty średnio zużywają go 5-6 mln ton, zależnie od roku. Według danych Izby Przemysłowo-Handlowej Gospodarki Złomem (IPHGZ) w Polsce w 2018 r. wyprodukowano 10,1 mln ton stali (2 proc., mniej w porównaniu z zeszłym rokiem), a na potrzeby tej produkcji wykorzystano 6,5 mln ton złomu stalowego (wzrost o 1 proc. wobec 2017 r.). Co istotne, Polska jest eksporterem netto złomu. W ubiegłym roku wyeksportowaliśmy 1,6 mln ton, co jest wprawdzie znacznie słabszym wynikiem w porównaniu z eksportem z rekordowego 2014 r. (2 mln ton), choć lepszym niż w latach 2015-17, gdy wynik ten wahał się na poziomie 1,2–1,4 mln ton. Polski złom trafia głównie do Niemiec, Czech, Turcji, Słowacji oraz Indii. Import, znacznie mniejszy od eksportu, wyniósł 0,8 mln ton w 2018 r., jednak sukcesywnie rośnie — w 2012 r. sprowadziliśmy do kraju 0,4 tys. ton. Złom trafia do nas głównie z Czech, Słowacji, Niemiec, Szwecji oraz Finlandii. Eksperci IPHGZ zwracają jednak uwagę na niepokojące korekty cen. Na przykład, w maju 2019 r. złom o grubości 6 mm (W7), kosztował 882 zł za tonę, wobec 1047 zł rok wcześniej.

— Słabnie popyt na wyroby hutnicze ze strony przemysłu motoryzacyjnego, zmniejszają się też inwestycje infrastrukturalne. W efekcie złom tanieje. Jednocześnie w górę idą ceny energii, która stanowi 30 proc. kosztów działania hut. Przy kontraktowych cenach energii elektrycznej, zabezpieczonych w 2017 r. na poziomie 205–210 zł za 1 MWh, dziś trzeba płacić już 380 zł. To potężny wzrost, przekładający się na koszt produkcji wyrobów hutniczych i zarazem osłabiający naszą konkurencyjność — mówi Tadeusz Rutkiewicz, prezes IPHGZ.

Jego zdaniem ten rok będzie niełatwy dla całej branży.

— Opłacalność pozyskania surowca może się okazać zbyt niska. I nawet jeśli pojawi się większy portfel zamówień na wyroby hutnicze, ze względu na brak surowca będziemy musieli posiłkować się importem z innych krajów — prognozuje prezes IPGHZ.

Ostatni rok przyniósł też wiele nowych przepisów, w postaci m.in. nowelizacji ustawy Prawo ochrony środowiska i ustawy o odpadach, zmian ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach czy też nowych wymagań VAT (split payment), które wprowadzają sporo zmian w branży.

— Obawiamy się, że szereg tych przepisów doprowadzi do spadku poziomu odzysków surowca w Polsce, choć powinno być odwrotnie — mówi Tadeusz Rutkiewicz.

OKIEM EKSPERTA

Kryzys nie musi zaszkodzić Polsce

PIOTR BARTKIEWICZ, analityk ekonomiczny mBanku

Polska gospodarka zanotowała wręcz doskonałe wyniki za I kwartał 2019 r. Stąd wielu ekonomistów podnosi swoje prognozy na cały 2019 r., mimo że w kolejnych kwartałach globalna gospodarka może popaść w recesję. Pozostaje więc otwarte pytanie: jak kłopoty innych państw odbiją się na polskim rynku. Niemniej przy tak silnym popycie wewnętrznym, jaki aktualnie obserwujemy, paradoksalnie, kryzys na zagranicznych rynkach może dodatkowo pomóc w rozwoju polskich inwestycji przez niższe ceny surowców wykorzystywanych w inwestycjach czy produkcjach w przemyśle. Z drugiej strony mogą pojawić się problemy z importem metali, ale takie sytuacje dość często się zdarzają, z różnych powodów, więc nie są żadnym novum dla branży. Np. w latach 2012–14 na rynku trudne chwile przeżywała sprzedaż stalowych prętów importowanych, gdyż polskie firmy deklarujące eksport wyrobów hutniczych do innych krajów UE wykorzystywały zjawisko karuzeli podatkowej i sprowadzały towar z powrotem do kraju po zaniżonych cenach.

OKIEM EKSPERTA

Zmienność jest normą na rynku surowców

ŁUKASZ LASOTA, doradca ds. sprzedaży instrumentów pochodnych mBank

Od ostatniego roku zmienność na rynkach surowcowych wynosi ponad 20 proc. Na wybitnie rozchwianym rynku uprawnień do emisji gazów cieplarnianych w okresie maj 2018 — maj 2019 r. zmienność cen wyniosła ponad 54 proc. To bardzo dużo. Dla porównania, zmienność kursu EUR/USD w tym czasie wyniosła około 8,66 proc. Wahania cen na rynku walutowym wywołują głównie dwa czynniki — makroekonomia i polityka. W przypadku surowców tych czynników jest o wiele więcej — strajki w kopalniach metali, wybuchające wojny celne, wprowadzanie sankcji handlowych, napięta sytuacja na rynku ropy naftowej, promocja nowych technologii wypierających z rynku dotychczasowy rozkład sił aż po pogodę. Warto pamiętać, że wszelkie giełdowe instrumenty w branży metali bazowych opierają się na dolarze. Klienci umiejętnie korzystają z instrumentów umożliwiających zabezpieczenie ryzyka kursowego, coraz częściej sięgają również po instrumenty stabilizujące ceny surowców.

OKIEM EKSPERTA

LME stawia na odpowiedzialność

ALBERTO XODO, London Metal Exchange

London Metal Exchange (LME) ma większościowy udział w rynku w handlu wszystkimi metalami nieżelaznymi na świecie. W 2018 r. LME sprzedało 185 mln produktów i tym samym 4,1 mld ton podstawowych metali o wartości nominalnej 17,7 mld USD. Średnio dziennie LME sprzedaje 624,5 tys. produktów. W marcu 2019 r. LME wprowadziła siedem nowych kontraktów w ramach uzupełnienia i poszerzenia obecnej oferty. Są to dwa regionalne kontrakty terminowe cash-settled dla cewek walcowanych na gorąco, dla Ameryki Północnej i Chin na zasadach FOB i dwa dotyczące drobnych metali — kobaltu i molibdenu.

Z kolei trzy nowe kontrakty cash-settled uzupełniają dotychczasowe produkty dostawy fizycznej aluminium. Jednocześnie prowadzimy szerokie konsultacje na temat zasad odpowiedzialnego zaopatrzenia dla wszystkich marek notowanych na LME — nowa inicjatywa ma zlikwidować handel metalami uzyskanymi z pracy dzieci albo na skutek korupcji. Do końca czerwca 2019 r. czekamy na komentarze uczestników rynku, na podstawie których, chcemy wypracować rozwiązania odpowiedzialnego wydobywania i sprzedaży surowców. LME proponuje też, by wszystkie marki firm notowanych na londyńskiej giełdzie przeprowadziły do końca 2020 r. ocenę na podstawie wytycznych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Finalnie LME może zakazać notowań albo nawet usuwać z listy notowań firmy, które do 2022 r. nie będą korzystać z odpowiedzialnych źródeł zaopatrzenia.

OKIEM EKSPERTA

Europejski rynek potrzebuje ochrony

TADEUSZ RUTKIEWICZ, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej Gospodarki Złomem

Jednym z największych problemów branży metalowej i złomu jest brak ochrony rynku polskiego i unijnego przed globalną konkurencją, która dostarcza tańsze produkty. USA, by ochronić swój rynek, wprowadziły zaporowe cła na wyroby hutnicze, my takiej polityki niestety nie prowadzimy. W efekcie nie jesteśmy w stanie sprostać konkurencji, która oferuje surowce czy produkty po atrakcyjnych cenach, gdyż nie jest np. obarczona opłatami klimatycznymi za emisję dwutlenku węgla. A przypominam, że każda polska huta dopłaca 28 EUR do każdej tony emitowanego CO 2, dla przykładu Chińczycy nie muszą ponosić takich kosztów. W efekcie tańsza chińska stal zalewa Europę — od początku 2019 r. import chińskiej stali na rynek UE wyniósł 3 mln ton, tyle co całoroczna produkcja dużej huty. Do tego do Polski importowana jest stal z Rosji czy Ukrainy, które również nie stosują takich obostrzeń jak UE. Ciężko wytrzymać taką konkurencję. Co więcej — dystrybutorzy stali podpisali umowy na kontyngenty, które pojawią się w lipcu, na importowaną stal tańszą średnio o 25-30 EUR na każdej tonie. Mamy więc nadprodukcję droższego złomu i stali, na którą nie ma popytu. Polskie huty mogą tego nie wytrzymać, zwłaszcza że nie ma inwestycji strukturalnych, a na giełdach spadają zamówienia deweloperów, którzy są jednym z większych odbiorców branży stalowej.

OKIEM EKSPERTA

Energia i technologie kształtują branżę

MAREK SUCHOWOLEC, członek zarządu Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych i Recyklingu

Jednym z istotnych wyzwań dla branży jest drożejąca energia. Wprawdzie Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przygotowało projekt ustawy, który przewiduje rekompensaty dla branż energochłonnych za koszty uprawnień do emisji CO 2 zawarte w cenie energii, ale po pierwsze nie wszystkie podmioty będą mogły z tych przywilejów skorzystać, a po drugie uzyskanie rekompensaty wiązać się będzie z dużą biurokracją. Jednocześnie trwa trend ku zielonej energii — np. Norsk Hydro, jeden z największych na świecie producentów aluminium, już wykorzystuje prąd z odnawialnych źródeł. Można się spodziewać, że coraz więcej podmiotów pójdzie w jego ślady. Na rozwój firm z sektora metali wpłynie także robotyzacja i implementacja sztucznej inteligencji czy rozwiązań z zakresu machine learning, będących odpowiedzią na deficyt pracowników i rosnące koszty pracy. Przedsiębiorstwa szukają dziś rozwiązań, które nie tylko pozwolą tę lukę zlikwidować, ale też przyniosą w dłuższej perspektywie oszczędności i podniosą wydajność. Idą za tym jednak kolejne wyzwania w postaci pozyskania środków finansowych na zwiększenie wydatków na badania i rozwój prac badawczo-rozwojowych. Kolejną dużą zmianą jest także rosnące znaczenie tzw. gospodarki obiegowej (circular economy), a co za tym idzie również i recyclingu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu