Inwestycje nie za wszelką cenę

Rozmawiał Rafał Fabisiak
26-05-2011, 00:00

Obecnie PAIIZ prowadzi 161 projektów. To najwyższa liczba od 5 lat. Sławomir Majman, prezes agencji, jest jednak umiarkowanym optymistą.

Rozmowa ze Sławomirem Majmanem, prezesem Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych

Obecnie PAIIZ prowadzi 161 projektów. To najwyższa liczba od 5 lat. Sławomir Majman, prezes agencji, jest jednak umiarkowanym optymistą.

"Puls Biznesu": Według wstępnych danych NBP, poziom inwestycji zagranicznych w Polsce był w 2010 r. najniższy od siedmiu lat. Czy to następstwo kryzysu, czy może nie jesteśmy już tak atrakcyjni dla inwestorów?

Sławomir Majman: Dane NBP będą korygowane w październiku tego roku, dlatego na razie nie opierajmy się na nich. Prowadzimy jednak własne statystyki. Przez PAIiIZ przechodzi 13-15 proc. inwestycji zagranicznych w Polsce. W 2010 odnotowaliśmy niewielki wzrost. Jeśli chodzi o wartość inwestycji było to 3 proc., a w przypadku miejsca pracy 8 proc.

Sukcesem Polski jest, że udało się utrzymać równy poziom tych inwestycji. W porównaniu do sąsiadów nasza sytuacja nie jest zła. Na przykład w Niemczech inwestycje zagraniczne spadły o 45 proc., w Czechach o 50 proc., a na Węgrzech o 60. Jestem jednak umiarkowanym optymistą.

Mimo tego spadki nas nie ominęły.

Dotychczas strumień kapitału, czyli inwestycji bezpośrednich spadł na świecie o 40 proc. Trzeba być dużym optymistą, żeby wierzyć, że poziom tych inwestycji — nie tylko w Polsce, ale i na świecie — wróci w najbliższym czasie do stanu sprzed kryzysu. Moim zdaniem dopiero w 2015 roku możemy liczyć na ustabilizowanie się całej sytuacji.

Paradoksalnie, kryzys nam pomógł w szukaniu inwestorów. Poprawiło się postrzeganie Polski zagranicą. W Europie jesteśmy na drugim miejscu –po Niemczech — jeśli chodzi o ocenę gdzie warto zainwestować. O tym nawet nie mogliśmy marzyć przed kryzysem. Uwydatniło się to, na czym bardzo zależy inwestorom — stabilność ekonomiczna. Obecnie prowadzimy 161 projektów w naszym portfelu i jest to najwyższa liczba od 5 lat.

Raport Rady ds. Bezpieczeństwa Inwestycji Europejskich nie przedstawia nas jednak w najlepszym świetle.

Tak naprawdę nie ma czego tu komentować. Jedynym faktem w tym raporcie jest spór TP SA z duńską firmą. Budowanie opinii o klimacie inwestycyjnym w Polsce na podstawie jednego przedsiębiorstwa jest przesadą.

Osobiście wolę wziąć do ręki raport niemieckiej izby handlowej, który pokazuje, że 90 proc. tamtejszych producentów ma bardzo optymistyczną wizję dotyczącą inwestowania w Polsce. Większość z nich jednocześnie deklaruje, że albo zostanie w Polsce, albo zamierza tu zainwestować.

Pamięta pan jakie inwestycje nam nie wyszły w ostatnim czasie?

Na pewno były takie inwestycje. Należy pamiętać, że w Polsce nie kupujemy inwestycji za wszelką cenę, jak niektóre kraje, które bardzo ucierpiały na kryzysie — chociażby Słowacja. Jeśli już o tym mówimy, to warto wspomnieć, że inwestorzy, negocjując z innymi krajami, używają karty polskiej, mówiąc: nie dacie nam lepszych warunków, to pójdziemy do Polski.

W takim razie co zachęca inwestorów, jakie argumenty są po naszej stronie?

Poza wspomnianą stabilnością ekonomiczną, dla inwestorów liczy się także nasz rosnący rynek wewnętrzny. Ostatnimi czasy stał się bardzo atrakcyjny. Ważnym argumentem jest także kadra. Obecnie co roku wypuszczamy więcej absolwentów uczelni wyższych niż Francja. Praktycznie nie ma różnicy kulturowej między polskimi pracownikami a inwestorami, czy to z USA, czy z Niemiec. Wielu z nich chwali sobie właśnie dostęp do dobrej kadry. Ponadto, od zeszłego roku poziom korupcji jest w Polsce jednym z najniższych w regionie.

W raporcie PAIiIZ o barierach inwestycyjnych zagraniczni inwestorzy narzekali na biurokrację. Czy od tego czasu wprowadzono lepsze przepisy? I co jeszcze powinniśmy poprawić?

Inwestorom mówiącym o biurokracji chodzi głównie o długi czas oczekiwania na decyzje. Widać już poprawę, ale powinniśmy to jeszcze przyspieszyć. Jeśli chodzi o przepisy, to należałoby poprawić przejrzystość prawa budowlanego i prawa o zamówieniach publicznych. W pierwszym przypadku przepisy są dość złożone i nieustannie wprowadzane są jakieś zmiany. Niestety nie w kluczowych elementach. Największą barierą jest infrastruktura, zwłaszcza w Polsce Wschodniej. Ciężko znaleźć chętnych do inwestowania w tym regionie. Z 22 tys. firm, które zainwestowały w Polsce w 2009 r., raptem 0,6 proc. jako miejsce inwestycji wybrało woj. podlaskie. Dla porównania w dolnośląskim było to 10 proc., a w śląskim 9 proc.

Pomysł Ministerstwa Finansów, by wsparcie rządowe i inne instrumenty pomocy dla inwestorów stosować rozdzielnie, a nie łącznie jak obecnie nie wróży jednak najlepiej?

Minister Finansów bardzo dba, żeby jak najmniej wydawać. Moim zdaniem, jeśli inwestycja jest opłacalna nie ma powodu, żeby na niej oszczędzać.

Załóżmy, że ten pomysł zostałby wprowadzony w życie. Co by to oznaczało dla Państwa?

Pozbawienie jednego z bardzo ważnych narzędzi. Grant rządowy na inwestycje z reguły nie przekracza 5-7 proc. wartości inwestycji. Mówi to jednak inwestorowi: chcemy, abyś był w Polsce i masz nasze wsparcie. Z drugiej strony, żadna firma nie pogardzi dodatkowymi środkami.

Spotykają się państwo z inwestorami z różnych krajów. Czy do wszystkich trafiają te same argumenty?

To zależy. Każdy inwestor ma inny cel. Oczywiście są tacy, do których trzeba podchodzić inaczej. Chociażby Rosjanie. Zainteresowanie kapitału rosyjskiego Polską jest znikome. Trzeba ich przekonywać, że stosujemy politykę otwartych drzwi i wszystkich traktujemy jednakowo. Inaczej rozmawiamy z Chińczykami i Hindusami. Dla nich Polska jest dobrym miejscem, by rozpocząć działalność na terenie Unii Europejskiej.

Spodziewa się pan, że w najbliższym czasie może nastąpić przetasowanie i zobaczymy w Polsce więcej firm ze Wschodu?

Obecnie około 90 proc. inwestorów w naszym kraju pochodzi z krajów UE lub USA. Na nich na razie skupiamy swoją działalność. Amerykanie w ogóle ostatnio inwestują u nas najwięcej — około 30 proc. wszystkich inwestycji zagranicznych dokonują właśnie oni.

Nie ukrywam, że w najbliższych 4-5 latach chcielibyśmy widzieć więcej inwestycji ze Wschodu. W przypadku Rosji mamy już pierwsze jaskółki — na przykład firmę informatyczną, zatrudniającą 200 polskich specjalistów.

Jeśli chodzi o Chiny, to mamy duże zaległości w porównaniu z sąsiadami z UE. Niektórzy boją się chińskiego kapitału, ale na razie powinniśmy się martwić, że jest go u nas za mało. W rozmowach z Chińczykami pomogło nam Expo w Szanghaju, gdzie daliśmy im do zrozumienia, że zależy nam na współpracy. Tu także widać poprawę. Weźmy za przykład wykupienie części Bumaru, czy fabryki wagonów kolejowych, wspólną inwestycję Chińczyków z PKP Cargo.

3%

O tyle według PAIiZ wzrosły inwestycje zagraniczne w Polsce, choć dane GUS nie są tak optymistyczne...

50%

...a o tyle poziom inwestycji zagranicznych spadł w tym samym czasie w Czechach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Inwestycje nie za wszelką cenę