Inwestycje w energetyce mogą okazać się zbyt ambitne

PAP
opublikowano: 12-04-2012, 13:27

Do 2018 roku w Polsce mogą powstać duże bloki węglowe o łącznej mocy nawet 8,5 tys. MW. Wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej Paweł Skowroński uważa, że nie wszystkie są potrzebne. Zdaniem Dariusza Marca z KPMG o inwestycjach powinny decydować władze firm.

Zobacz więcej

fot. Andrzej Wawok (Puls Biznesu)

"W najbliższych latach zaspokojenie rosnącego zapotrzebowania na energię elektryczną będzie coraz trudniejsze i odbudowa mocy w polskich elektrowniach konwencjonalnych jest konieczna” – powiedział PAP Skowroński.

Jego zdaniem może się jednak okazać, że za dużo będzie bloków węglowych, a wtedy takie inwestycje - z ekonomicznego punktu widzenia - nie będą uzasadnione. "Zwłaszcza, że podtrzymujemy plan i jesteśmy zdeterminowani, by zrealizować projekt atomowy” - dodał.

Zdaniem wiceprezesa Skowrońskiego, jeśli popyt na energię elektryczną w kraju nie będzie rósł szybciej niż w ostatnich trzech latach, to do jego pokrycia w przyszłości wystarczy wybudować połowę z zaplanowanych dużych bloków węglowych.

W latach 2001-2010 zapotrzebowanie na elektryczność rosło średnio o ok. 0,9 proc., a w ubiegłym o prawie 1,4 proc.

„Uważam, że aby zbilansować potrzeby kraju w perspektywie do 2020 roku, powinny powstać już przygotowywane przez PGE bloki w Opolu o mocy 1800 MW oraz blok 460 MW w elektrowni Turów na 460 MW i jeszcze jeden duży projekt” – powiedział.

„Nawet przy optymistycznym założeniu szybszego niż ostatnio wzrostu popytu, czyli o ponad 1,4 proc. rocznie w ciągu następnych 10-20 lat, można mieć wątpliwości co do rentowności pozostałych projektów” – ocenił.

Tymczasem lista największych inwestycji w elektrowniach konwencjonalnych jest długa i kosztowna. Trwają przetargi na wybór wykonawców bloków węglowych w elektrowniach Ostrołęka, Jaworzno, Kozienice, należących do grup z udziałem Skarbu Państwa – Energi, Tauronu i Enei. Poza tym własny projekt ma francuski EDF w Elektrowni Rybnik oraz Kulczyk Investments (w gminie Pelplin), a także Kompania Węglowa.

Jeśli do tych planów dołączyć inwestycje w spółkach należących do PGE, czyli w Opolu, gdzie już wybrano wykonawcę, oraz w elektrowni Turów, i założyć, że wszystkie uda się zrealizować, to w perspektywie do 2018 roku będzie nowe 8,5 tys. MW mocy. Nakłady na te inwestycje szacuje się na ok. 55 mld zł.

Dla porównania – najwyższe dotychczas szczytowe zapotrzebowanie mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym wyniosło 25 845 MW. Wiceprezes Skowroński przypomniał, że budowa niemal każdego z planowanych bloków węglowych będzie kredytowana. Planowane wydatki na te bloki są olbrzymie, dlatego rentowność inwestycji ma kluczowe znaczenie.

„Trudno spodziewać się drastycznego wzrostu cen energii z tego powodu, że nawet od 2013 roku wejdzie w życie obowiązek zakupu pozwoleń na emisje dwutlenku węgla, a zatem nie poprawią się warunki spłaty kredytów, zaciągniętych przez elektrownie na inwestycje” – mówił Skowroński.

Eksperci branży przyznają, że w obecnej sytuacji bardzo trudno prognozować zarówno poziom popytu na energię w kraju, jak i sposób jego zbilansowania, czyli także celowość poszczególnych inwestycji w elektrowniach konwencjonalnych.

„W obecnych warunkach, gdy mamy wiele niewiadomych zarówno co do wzrostu gospodarczego w naszym kraju, jak i regulacji unijnych, trudno zaplanować jaki będzie optymalny mix polskich mocy wytwórczych” – powiedział PAP ekspert branży Dariusz Marzec z KPMG Polska.

Jak dodał, jednym z głównych czynników mających na to wpływ, będzie system regulacji związany z polityką klimatyczną Unii Europejskiej, a ta wzbudza sporo wątpliwości, bo opinie państw członkowskich co do możliwego tempa i skali redukcji emisji dwutlenku węgla, są różne.

"Kilka tygodni temu Polska skutecznie zablokowała pomysł bardziej restrykcyjnych działań w tym zakresie” - przypomniał Marzec.

Natomiast były prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, profesor Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej uważa, że nie uda się zrealizować wszystkich z zaplanowanych inwestycji węglowych.

„Nie należy obawiać się nadmiaru mocy w sytuacji, gdy mamy groźbę deficytu, zwłaszcza że - jak dotąd - wiele mówi się o przygotowaniach do budowy, a niewiele robi" – powiedział PAP Żmijewski.

"Obawiam się, że dopóki nie będzie jednoznacznej akceptacji Komisji Europejskiej dla naszego wniosku derogacyjnego, czyli w sprawie przyznania części uprawnień do emisji CO2 za darmo, to w ogóle proces inwestycyjny – pomimo zapowiedzi – będzie wstrzymywany” – dodał.

Dariusz Marzec zaznaczył, że decyzje inwestycyjne w elektrowniach trzeba zostawić ich właścicielom i zarządom.

„Nie ma powodu, by je jakoś centralnie ograniczać czy regulować, zwłaszcza że gdyby okazało się, iż mamy niewielką nadwyżkę mocy, to skłoni firmy do konkurencji cenowej” – uważa ekspert.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Inwestycje w energetyce mogą okazać się zbyt ambitne