IPN wystawia biznesowe certyfikaty

Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, wiceprezes Eurochambres
07-07-2008, 00:00

Polska doświadcza nawrotu choroby, zwanej gorączką lustracyjną. Wywołana publikacją książki dwóch historyków Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) na temat przeszłości Lecha Wałęsy, umocniona zaś emisją filmu „Trzech kumpli”, opisującego skomplikowane losy krakowskich opozycjonistów — ogarnia coraz większe grono zarażonych.

Najwyraźniej jednak dotychczasowe afery w sferach politycznych czy medialnych nie wystarczyły, aby zaspokoić społeczny głód sensacji. Zajęto się więc przeszłością znanego polskiego biznesmena Leszka Czarneckiego i w publikacji prasowej wytknięto mu krótki, niezbyt fortunny epizod młodzieńczej współpracy ze służbami PRL. Skutek? Nie tylko nadszarpnięta reputacja, ale także liczone na setki milionów złotych straty, jakie kontrolowane przez Czarneckiego spółki zanotowały na parkiecie. Inwestorzy, stanowiący grupę dość podatną na rozmaite giełdowe gorączki, ulegli także tej lustracyjnej.

Największe postaci polskiej giełdy, obawiając się losu Czarneckiego, w odruchu samoobrony zaczęły tłumaczyć się w mediach ze swojej przeszłości. „Nie współpracowałem, nie podpisywałem, nie rozmawiałem” — zapewniali zgodnym chórem. W tej mającej cechy infantylizmu publicznej spowiedzi nie dziwiłyby nawet zapewnienia: „nie przejechałem na pasach staruszki”, „nie kradłem jabłek z sadu proboszcza”, „nie piłem nigdy wina na ławce w parku”.

Trudno się jednak dziwić przedstawicielom polskiego biznesu, że tak chętnie uklękli w medialnym konfesjonale i zgodzili się udzielać odpowiedzi na żenująco brzmiące pytania. Infantylny poziom, na jaki zszedł obecnie problem lustracji, wymaga niestety infantylnych odpowiedzi. Zwłaszcza jeśli na szali stawia się nie tylko własne imię i majątek, ale także — a może przede wszystkim — interes akcjonariuszy.

Do momentu, gdy lustracja dotyczyła tylko podniecających się nią polityków, budziła niesmak w środowiskach gospodarczych, które nie chciały mieć z tym zjawiskiem nic wspólnego. Teraz, kiedy okazuje się, że wzmianka na temat zamierzchłej przeszłości jednego biznesmena może wstrząsnąć całą giełdą, sprawa staje się problemem całej gospodarki. Miejmy nadzieję, że to tylko odosobniony przypadek choroby i nie poskutkuje epidemią.

Jeśli sytuacja rozwinie się inaczej, to kto wie, czy niedługo inwestorzy podejmując decyzje o zakupie albo sprzedaży akcji, nie będą najpierw dzwonić — zamiast do swojego maklera — do Instytutu Pamięci Narodowej. Tam zaś utworzony zostanie, w strukturach pionu śledczego, Referat Rozwoju Ekonomicznego, który będzie promował jedynie uczciwą gospodarkę.

Andrzej Arendarski

prezes Krajowej Izby Gospodarczej,

wiceprezes Eurochambres

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, wiceprezes Eurochambres

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / IPN wystawia biznesowe certyfikaty