Irlandia będzie u nas na Śląsku

Barbara Warpechowska
10-10-2006, 00:00

Jeśli uda się stworzyć kampus akademicki nad Rawą w Katowicach, to może wykształceni młodzi ludzie pozostaną na Śląsku i wpłyną na rozwoj regionu.

„Puls Biznesu”: Dziś odbędzie się kolejne Regionalne Forum Biznesu, które organizuje Ernst & Young. Po Poznaniu i Wrocławiu teraz w Katowicach. Czego pan oczekuje po tym spotkaniu?

Leszek Lerch: Liczę, że uciekniemy od truizmów, iż na Śląsku mamy huty, kopalnie i fabryki samochodów. Mamy znacznie więcej. Nie tylko Mittal Steel, Fiat czy General Motors. Forum ma pokazać, jak ważne są małe i średnie przedsiębiorstwa. Nawet firmy zatrudniające kilkunastu pracowników i mające obroty 4 mln zł rocznie. Bo jeśli tych firm jest na przykład tysiąc, to daje 4 miliardy zł i kilkanaście tysięcy zatrudnionych.

Nie obawia się pan, że spotkanie będzie listą życzeń i postulatów?

W tym roku chcemy trochę zmienić formułę. Nie mówić jak jest, tylko jak będzie i co zrobić, by było lepiej. Forum ma pokazać nowe trendy i możliwości rozwoju. Chcemy przedstawić źródła finansowania inwestycji, dotacje i fundusze unijne, z których skorzystają przedsiębiorcy w latach 2007-13, oraz pokazać, jakie możliwości niesie współpraca publicznoprawna z sektorem prywatnym. Oczekujemy, że debata będzie bardzo ciekawa. Przypuszczamy, że weźmie w niej udział 200-300 osób — inwestorów, ludzi nauki i przedstawicieli władz regionalnych.

Czym katowickie forum różni się od spotkań w innych miastach?

Wszędzie, poza Katowicami, mamy dominujące miasto wojewódzkie. We Wrocławiu, Poznaniu czy w Krakowie. Na Śląsku mamy konurbację. Katowice są bardzo silnym miastem, mającym około 300 tys. mieszkańców i miliardowy budżet. Ale inwestycje są w Gliwicach, Tychach, Dąbrowie Górniczej, a nie można zapominać o Bielsku-Białej czy o Częstochowie.

Wielu specjalistów mówi, że na Śląsku powinien powstać związek metropolitarny.

Na ubiegłorocznym forum w Katowicach można było zauważyć, które miasta odniosły sukces i zamierzały się nim pochwalić, a które chciały się dopiero nauczyć, jak starać się o fundusze i zabiegać o inwestorów. Sądzę, że w tym roku będzie jeszcze poważniejsza dyskusja, aby powołać taki związek. Nawet Katowice, jak starają się o fundusze w Unii Europejskiej, to trudno im się porównywać z Krakowem, Łodzią, Poznaniem czy z Wrocławiem, nie mówiąc o Warszawie. A gdyby wystąpił związek miast, to mówimy wtedy o 4 mln mieszkańców. Z tym trzeba się liczyć. Poza tym nasz region ma się czym pochwalić.

Czym?

Katowicka strefa ekonomiczna jest najprężniejsza. Teraz w Wałbrzychu zaczyna się coś dziać. Ale w samych Katowicach, mimo nazwy, nie było strefy. Dopiero od kilku miesięcy jej częścią stał się Altus, wynajmujący powierzchnię biurową. Niebawem częścią strefy będzie też Chorzowska 50 — nowoczesne i wielofunkcyjne kompleksy oferujące powierzchnie biurowe dla dużych firm w centrum aglomeracji górnośląskiej. Liczymy, że dzięki temu powstaną w Katowicach centra usług księgowych, podobnie jak w innych miastach. Kiedy Shell w Krakowie ogłosił, że utworzy ośrodek Business Process Offshoring, w którym zamierza do końca roku zatrudnić 500 osób i tyle samo w następnym roku, to dla wielu młodych Polaków był impuls, żeby zostać i nie wyjeżdżać do Irlandii. Takie sygnały są bardzo potrzebne. Dlatego też trzymam kciuki za prezydenta Piotra Uszoka, aby udało mu się zrealizować projekt stworzenia kampusu akademickiego nad Rawą w Katowicach. Tych wykształconych młodych ludzi trzeba tutaj zatrzymać. Sami zaczynamy mieć problemy ze znalezieniem kandydatów do pracy. Dla młodego człowieka, który np. skończył Akademię Ekonomiczną, rynkiem pracy jest Europa, a nawet cały świat. Dlatego potrzeba więcej programów ułatwiających młodym ludziom zakładanie firm.

Co jest najważniejszym problemem Śląska?

Nie uciekniemy od przemysłu ciężkiego. Wysokie ceny ropy pozwalają na zrobienie czegoś z górnictwem. Wielkie koncerny są tym zainteresowane. Mówi się o produkowaniu wodoru w zakładach chemicznych. Takie przedsięwzięcia są kapitałochłonne, ale to trochę jak z biopaliwami. Były traktowane jak science fiction, a teraz na wiosnę widać jak na polach żółci się rzepak. Więc może wcale nie jest tak, że Śląsk miał już te swoje pięć minut. Może dopiero ten moment nastąpi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Irlandia będzie u nas na Śląsku