Islandia Anny Golińczak

WYSŁUCHAŁA DANUTA HERNIK
opublikowano: 28-06-2018, 22:00

Współzałożycielka Cruso PR mówi, że czuje się częścią tego świata — surowej, wszechwładnej przyrody, pustych przestrzeni. Tu chce się paść na kolana przed pięknem i potęgą natury. Jej siłą i energią.

Mamy z mężem taką tradycję, że jego urodziny pod koniec czerwca zawsze obchodzimy, wyjeżdżając. Islandię chcieliśmy zobaczyć od dawna. Kupiłam bilety lotnicze do Keflaviku (Wizzair — samoloty latają pełne). Zarezerwowaliśmy samochód w wypożyczalni i ruszyliśmy.

Anna Golińczak Absolwentka warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. Współzałożycielka i CEO w Cruso Public Relations. Komunikacją marketingową zajmuje się od 19 lat. Wcześniej współtworzyła polski oddział Trader.com. Z zamiłowania podróżniczka, każdą wolną chwilę spędza na planowaniu podróży i ich realizowaniu. Wie, że niemożliwe nie istnieje.
Wyświetl galerię [1/9]

Anna Golińczak Absolwentka warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. Współzałożycielka i CEO w Cruso Public Relations. Komunikacją marketingową zajmuje się od 19 lat. Wcześniej współtworzyła polski oddział Trader.com. Z zamiłowania podróżniczka, każdą wolną chwilę spędza na planowaniu podróży i ich realizowaniu. Wie, że niemożliwe nie istnieje. fot. Archiwum prywatne, Anna Golińczak

Gdzie oczy poniosą. W Islandii, gdzie nie ma rozbudowanej infrastruktury turystycznej, zwłaszcza w interiorze, wypożycza się samochody przystosowane do tego, żeby w nich spać. Pożyczyliśmy terenówkę pajero bez tylnych siedzeń, za to z materacem do spania. Nie miałam w planach nocowania w samochodzie. Myślałam o kampingach, hotelach... Ale wylądowaliśmy późno, po godz. 23 odebraliśmy samochód. Pierwszego dnia zaparkowaliśmy tuż przy klifie, nieopodal latarni morskiej, i poszliśmy spać w samochodzie. Było tak pięknie wokół, baśniowy widok, zachód słońca, który trwał i trwał. Postanowiliśmy nocować w aucie. Dzięki temu mogliśmy każdego dnia być gdzie indziej. W terenie odwiedzały nas owce, spotykaliśmy islandzkie konie.

A poranna kawa, śniadanie w plenerze z cudownym widokiem — to coś dla mnie. Posiłki robiliśmy sobie sami. Kuchnia Islandii to skyr (jogurt), borówki, ryby. Proste dania, głównie ze składników lokalnych. Raz pozwoliliśmy sobie na luksusową kolację w mieście Höfn, słynącego z połowu langustynek. W knajpce portowej, prostej, ale jednocześnie wykwintnej, spróbowaliśmy tego specjału. Były bardzo drogie i bardzo dobre. Warto było.

Taki kraj, taka wyspa. Islandia jest bezgotówkowa. Wszędzie płaci się kartą. Jakie było nasze zdziwienie, gdy na „końcu świata”, gdzie nie ma żywego ducha, czyli w parku narodowym Laki, czynnym mniej więcej dwa miesiące w roku — dokąd dojechać można tylko samochodem z napędem 4x4 — jedyny człowiek, którego tam spotkaliśmy, mimo że trwał już sezon turystyczny, strażnik przyrody, podszedł do nas na kampingu z terminalem płatniczym. Internet i zasięg telefonu komórkowego są praktycznie wszędzie. To ważne, bo czasem ludzie mieszkający w dalekich regionach, np. w okolicy Akureyrii, są

uwięzieni w śniegu przez kilka miesięcy. Ich jedyny kontakt ze światem to internet, a jedyny środek lokomocji w tym czasie to awionetka lub helikopter. Dla nas najważniejsza była działająca nawigacja. Druga cecha charakterystyczna Islandii to elektrownie wodne. Są wszędzie. Wyspa w całości zasilana jest energią ze źródeł odnawialnych. Dość powszechny na Islandii jest zapach siarki pochodzącej z gorących źródeł. Dominującą roślinnością są mchy porastające góry i ich podnóża. Drzew jest mało i jedynie w dolinach osłoniętych od wiatru. Wyspę okala jedyna szosa, tzw. jedynka. Można nią objechać Islandię, robiąc wypady w głąb lądu. Poruszanie się po interiorze to podróż przez szutry i bezdroża, pokonywanie rzek i żużlowych, wulkanicznych połaci. Te tereny zimą są niedostępne.

Metody zwiedzania. W okolicach Reykiaviku znajduje się tzw. Złoty Krąg. To niewielki obszar, w którym poruszają się turyści — od atrakcji do atrakcji. Można tu zobaczyć wszystkiego po trochu, taką Islandię w pigułce: Park Narodowy Pingvellir z obszarem

geotermalnym Geysir i wodospadem Gullfos. Miejsca do zwiedzania są oddalone od stolicy o około dwie godziny jazdy samochodem. Jakieś 50 km na południe od Reykiaviku mieści się Błękitna Laguna (Blue Lagoon) — kąpielisko geotermalne, jedna z największych atrakcji turystycznych kraju. Łączy walory krajobrazowe (lazur wody w sąsiedztwie zastygłej lawy) z właściwościami leczniczymi i pielęgnacyjnymi. Gorąca woda napędza turbiny elektrowni geotermalnej Svarstsengih, znajdującej się tuż obok. Schłodzona już do temperatury 37-39 st. C woda tłoczona jest do basenów laguny. Zawiera lecznicze krzemionki. Błotem krzemionkowym smaruje się ciało i twarz — ma właściwości złuszczające, działa leczniczo, np. na łuszczycę. Dalszej podróży służy wspomniana „jedynka”. Przy głównych atrakcjach Islandii jest sporo ludzi. Najbardziej znane wodospady, laguny, lodowce, gejzery itd. — wszędzie, gdzie można dojechać „jedynką” — gromadzą turystów.

Dla najbardziej spragnionych przygody, wrażeń, ryzyka, pozostają szutry, przeprawy i bezdroża. Im bardziej na Północ, im dalej w interior, tym mniej ludzi i trudniejsze warunki podróżowania. Tym mniej stacji benzynowych. Ponieważ w lecie na Islandii jest dzień polarny, można sobie wydłużać dzień, trasy zwiedzania, w ogóle czas aktywności do późnych godzin i w ten sposób więcej zobaczyć. Nam to pasowało, jeździliśmy do oporu, póki nie zachciało nam się spać.

Początek przygody. Kiedy odwiedzimy już Błękitną Lagunę, poruszając się dalej na Wschód z „jedynki”, można zjechać na prom i udać się na wyspę Vestmannaeyar. A tam wsiąść na rower. Można zobaczyć maskonury i inne ptaki morskie, które zamieszkują nadbrzeżne skały. Okolice Viku na południowym wybrzeżu kryją jedną z ciekawostek Islandii — czarne plaże z piaskiem pochodzenia wulkanicznego (wśród nich jest sławna Diamont Beach). Czarny piasek, lodowate morze — widok piękny, acz posępny. Następnie skok w interior do Porsmork. To miejsce, które zrobiło na mnie największe wrażenie. Z daleka widoczny przepiękny kanion, wodospady, szlaki, górskie rozpadliny. Świetny teren do trekkingu. I oczywiście brak ludzi.

Od lawy do lodowca. Do Parku Narodowego Laki jedzie się bezdrożami. To przepiękny powulkaniczny krajobraz z wygasłymi kraterami. Z parku narodowego dopływa do morza rzeka zastygłej lawy. Jeziorka, oczka pochodzenia wulkanicznego... A dalej widać lodowce. Nocowaliśmy na cudnym kampingu — w promieniu wielu kilometrów nikogo nie było. Między innymi w tym miejscu działają stowarzyszenia, które zajmują się transplantacją mchu. Zniszczony mech nie odrasta i trzeba go bardzo chronić. Jedynie mech jest w stanie rosnąć na nieprzyjaznej ziemi Islandii, szczególnie w jej górskich obszarach. Jokulsarlon — tu można bardzo blisko podejść do jęzora lodowca. Jego fragmenty odrywają się i wpadają do lazurowej wody laguny. To niesamowity widok. Na wodzie unoszą się błękitne góry lodu o niewiarygodnych kształtach, nieskazitelnie czystego, w słońcu zupełnie niebieskiego, czasem zielonego, a o zachodzie żółtego. Seydisfjord to maleńkie, malownicze miasteczko na wschodnim wybrzeżu Islandii, nad fiordem o tej samej nazwie. Dojeżdża się tam przez góry. Mekka artystów, pełna rzeźb i kolorów. Promy z Europy przypływają do Seydisfjord. Nie do Reykiaviku, tylko właśnie w ten niedostępny, zamknięty z trzech stron górami zakątek. Małe kutry rybackie cumują obok wielkich liniowców.

Z siłą wodospadu. Wjeżdżamy coraz bardziej na północ Islandii. W Dettifoss jest coś, co zawsze chciałam zobaczyć — wodospad Dettifoss, zwany Wodospadem Prometeusza. Najpotężniejszy wodospad w Europie.

Miejsce to zrobiło na mnie ogromne wrażenie — siła wody jest porażająca. Hipnotyzujący, przerażająco piękny kocioł świata ma 45 m wysokości i kilometr szerokości. Nie jest wodospadem olbrzymem, ale przez jego krawędzie przewalają się setki metrów sześciennych wody na sekundę, co daje moc sporej elektrowni. To siła, która wprawia w wibracje okoliczne skały. Nie można zobaczyć kipieli w stumetrowym wąwozie na dnie wodospadu, ponieważ przesłania ją wodny pył. Swoje zasoby Dettifoss zawdzięcza drugiej co do długości rzece Islandii Jökulsá á Fjöllum, czyli Rzece Lodowcowej z Gór, która ma źródła u podnóża największego w Europie lodowca Vatnajökull. Drugą nazwę wodospad zyskał dzięki filmowi Ridleya Scotta „Prometeusz”, w którym „zagrał” pierwszą scenę. W kanionie Jökulsá a Fjollum jest więcej wodospadów, tworzą kolejne progi. Selfoss to właściwie kilkanaście mniejszych wodospadów tworzących wodną ścianę. Drugi to Hafragilfoss, spadający monumentalnie z platformy porośniętej mchem, zamkniętej pionowymi ścianami płaskowyżu. Nieco dalej na Zachód dojeżdża się do Godafossl, Wodospadu Bogów, jednego z najpiękniejszych na Islandii, z rozległą niecką wypełnioną lazurową wodą.

Gejzery. Okolice jeziora Myvatan to krajobraz jak z Marsa: gejzery, pola tlącej się jeszcze lawy. Są piękne, fascynujące, przerażające. W niektórych miejscach to gotująca się woda, czasem wysoko tryskający z ziemi ukrop lub bulgocząca maź o wulkanicznym, piekielnym zapachu. Na dużym obszarze nie ma roślin. Nie można stanąć autem na poboczu, nie wolno zjechać z drogi, bo topią się opony. W całym rejonie nie wolno się zatrzymywać na noc poza miejscami do tego wyznaczonymi ani robić dłuższych postojów, bo jest bardzo niebezpiecznie. Zwiedzając, trzeba się pilnować, by nie zejść z kładki i nie narazić się na poparzenia lub zapadnięcie w gorącej, miękkiej skorupie ziemi. Brama piekieł. Widok tak fascynujący, że chce się go za wszelką cenę uwiecznić. Okolice jeziora Myvatan mają swoją błękitną lagunę — w przeciwieństwie do bardziej znanej siostry jest tworem naturalnym. Kąpiel w niej jest kojąca — kojarzy mi się z wodami płodowymi: ciepła, gęsta, zawierająca przeróżne składniki mineralne. Nie wszędzie wolno się kąpać. Większość to zbiorniki toksyczne w kraterach. Ale nie można się pomylić. Przede wszystkim odstrasza intensywny zapach siarki.

Rozpadliny, wąwozy i szczeliny. Islandia jest przedzielona w połowie rowem tektonicznym. Z Południa na Północ, przez środek kraju, przebiega granica styku dwóch płyt kontynentalnych. Prakontynent, którego była częścią, zaczął pękać jakieś 180-200 mln lat temu, a lądy, które powstały z tego pęknięcia, zaczęły dryfować w różnych kierunkach. Widać miejsca, gdzie ścierają się Płyta Północnoamerykańska i Płyta Euroazjatycka, rów tektoniczny czasem przybiera postać kanionu, czasem wulkanicznego grzbietu, gdzie skorupa ziemska jest cienka i przepuszcza gorącą lawę. To także podwodne głębokie szczeliny między uskokami, w których miłośnicy nurkowania odkrywają tajemnice powstawania najmłodszego lądu na kuli ziemskiej (szczelina Silfra jest jednym z dziesięciu najchętniej wybieranych miejsc do nurkowania na świecie).

Na Północy. W miasteczku Akureyri nad malowniczym fiordem ogląda się wieloryby. Dalej miejscowość Höfsos, gdzie natknęliśmy się na atrakcję w postaci basenu miejskiego w stylu infinity pool, z ciepłą wodą z gorących źródeł. Można się kąpać, patrząc na ocean. Przejazd nad północnymi fiordami zakończyliśmy w Stykkisholmur — kolorowym miasteczku z górującym nad portem bardzo ciekawym klifem z latarnią morską. Stamtąd można się promem przeprawić na fiordy zachodnie — ta wycieczka jeszcze przed nami. Mam taką teorię na własny użytek, że „nowa ziemia” — wulkaniczna Islandia czy wulkaniczne Hawaje — ma dobrą energię, jest nieskażona. Nowa ziemia jest bardziej harmonijna, sprzyja wyciszeniu... Zastanawiamy się z mężem, czy nie pojechać tam jeszcze raz. &

Anna Golińczak

Absolwentka warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. Współzałożycielka i CEO w Cruso Public Relations. Komunikacją marketingową zajmuje się od 19 lat. Wcześniej współtworzyła polski oddział Trader.com. Z zamiłowania podróżniczka, każdą wolną chwilę spędza na planowaniu podróży i ich realizowaniu. Wie, że niemożliwe nie istnieje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: WYSŁUCHAŁA DANUTA HERNIK

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Islandia Anny Golińczak