Islandia tonie w kryzysie finansowym

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 08-10-2008, 00:00

Zawierucha na świecie zbiera żniwo. Jedna z najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie stoi na kraju upadku.

Zawierucha na świecie zbiera żniwo. Jedna z najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie stoi na kraju upadku.

Islandzka gospodarka pogrążona jest w chaosie. To niewielkie państwo najboleśniej doświadczyło światowego kryzysu finansowego.

— Istnieje niebezpieczeństwo, że islandzka gospodarka zostanie pogrążona przez problemy banków i państwo zbankrutuje — mówił w telewizyjnym orędziu Geir Haarde, premier Islandii.

Wyspa stała się ofiarą własnego sukcesu. Lata szybkiego rozwoju sprawiły, że do potężnych rozmiarów rozrósł się islandzki sektor finansowy. Aktywa banków dziewięciokrotnie przewyższają tamtejsze PKB — szacowane są na 14 mld EUR. Co gorsza, instytucje finansowe są prawdopodobnie dość mocno zaangażowane w nierentowne papiery z amerykańskiego rynku kredytów hipotecznych.

— Banki rosły zbyt szybko — przyznał wczoraj David Oddsson, prezes islandzkiego banku centralnego.

Dlatego islandzkie instytucje finansowe zaczęły w ostatnim czasie zgłaszać kłopoty płynnościowe. W ubiegłym tygodniu rząd musiał znacjonalizować bank Glitnir, jeden z największych w kraju, a wczoraj przejął kontrolę nad całym systemem bankowym. Może upaństwawiać instytucje finansowe, zmuszać je do fuzji, wymieniać prezesów i ustanawiać limity ich wynagrodzeń.

— Chcemy ratować, co się da — tłumaczy Geir Haarde.

Pierwsze decyzje rządu przyszły natychmiast: rząd udzielił gwarancji dla całości depozytów bankowych. Kaupthing Bank i Landsbanki Islands — największe islandzkie banki — oraz fundusze emerytalne dostały polecenie sprzedaży znacznej części swoich zagranicznych aktywów i sprowadzania zysków do kraju. Napływ kapitału na wyspę ma zwiększyć płynność systemu finansowego i wzmocnić siłę islandzkiej korony, która ostro leci w dół. Przez miesiąc straciła 30 proc. wartości w stosunku do dolara. Żeby ratować sytuację, rząd wczoraj popołudniu zamroził kurs waluty.

Zamieszanie wywołała też wczorajsza informacja banku centralnego Islandii, że zdobył on 4 mld EUR kredytu od Rosji. Dobra wiadomość nie uspokoiła jednak sytuacji, ponieważ okazała się fikcją. Kilka godzin po jej ujawnieniu David Oddsson oświadczył, że rozmowy z Rosją wciąż się toczą. Następnie Kreml stwierdził, że żadne negocjacje nie miały miejsca i Islandia nie ma szans na wsparcie finansowe.

Wydostać się z kłopotów islandzkiej gospodarce będzie tym trudniej, że straciła ona zaufanie światowych instytucji finansowych. Wczoraj agencja ratingowa Standard Poor’s obniżyła o stopień ocenę wypłacalności.

— Sytuacja jest znacznie bardziej napięta, niż sądziliśmy, co może przełożyć się na mniejsze przychody państwa — tłumaczyli analitycy agencji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu