Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca

30-08-2018, 22:00

Sukces:

Jubileuszowa zbiórka z patriotyczną energią

Związek Harcerstwa Polskiego (ZHP) jest starszy o kilkanaście dni od niepodległej Polski — zjednoczeniowy zjazd z trzech zaborów odbył się 1-2 listopada 1918 r. Zlot 100-lecia ZHP gościł Gdańsk, którego samorząd bardzo zaangażował się organizacyjnie. Udostępnił harcerzom wielkie pole na Wyspie Sobieszewskiej, oplatanej przez dwie odnogi ujścia Wisły. ZHP ubiegał się o zorganizowanie w tym miejscu w 2023 r. ogólnoświatowego skautowego Jamboree. Więcej głosów otrzymała Korea, ale w 2020 r. odbędzie się Jamboree europejskie, z udziałem 20 tys. skautów. Zlot 100-lecia ZHP był próbą generalną. Gdańsk poczynił wysiłek inwestycyjny dla otwarcia wnętrza Wyspy Sobieszewskiej, która turystycznie dostępna jest na obrzeżach. Przez jej środek miasto zbudowało nową ulicę, przy której rozłożył się zlot. Trwa budowa nowego mostu, który zastąpi przeprawę pontonową i będzie gotowy na Jamboree. 10-dniowa zbiórka ponad 13 tys. harcerzy i gości zlotu stanowiła duże wyzwanie logistyczne. Na dziewiczym terenie trzeba było dostarczyć energię i wodę pitną, zorganizować węzły sanitarne, odbierać ścieki i odpady etc. Oprócz miasta pomogło wojsko, zaś głównym sponsorem biznesowym była Energa, która m.in. umożliwiła harcerzom zwiedzenie jej obiektów hydrotechnicznych. Znakiem czasów stała się organizacja wyżywienia w odizolowanym obozowisku — harcerze sami pichcili posiłki na gazie, zaopatrując się w Biedronce. Na obrzeżach zlotu stały wielkie namioty z hurtowymi sklepami, do których sieć dowoziła nocami produkty, zaś harcerze kupowali je (w systemie kart przedpłaconych) i rozwozili do swoich stanic specjalnymi wózeczkami.

Porażka:

Prezydenckie referendum posłane do kosza

Prezydent Andrzej Duda przez ponad rok forsował swój autorski projekt przeprowadzenia tzw. referendum konsultacyjnego w sprawie nowej Konstytucji RP, które w polskim systemie prawnym w ogóle nie jest przewidziane. Przygotował dziesięć pytań bardzo różnej jakości — niektóre sensowne ustrojowe, niektóre żenujące z powodu ich populizmu. Niezależnie jednak od pytań, absolutnie nie do przyjęcia był pomysł wciśnięcia referendum w weekend 10-11 listopada 2018 r., czyli w wyjątkowe Narodowe Święto Niepodległości, upamiętniające 100. rocznicę jej odzyskania. Fatalny termin głosowania odrzucali nie tylko Polacy, lecz od początku również prezes Jarosław Kaczyński. Prezydent jednak nie przyjmował krytyki do wiadomości i szedł na bój spotkaniowy nawet z własną partią. Jego referendalny wniosek podlegał zatwierdzeniu przez Senat bezwzględną większością głosów, całościowo, bez możliwości np. zmiany samego terminu. Andrzej Duda musiał przełknąć gorzką, prestiżową klęskę — referendum poparło jedynie 10 senatorów PiS, przeciwko było 30 z PO, wstrzymało się zaś 52 — w tym 50 z PiS. O odrzuceniu wniosku zdecydowała ta ostatnia kategoria głosów, ponieważ przy warunku większości bezwzględnej ich znaczenie prawne było identyczne jak głosów przeciwnych.

 

W górę:

Zoltán Varga

Polsko-węgierskie relacje biznesowe rozwinęły się przede wszystkim na rynku lotniczym — Polacy masowo korzystają z tanich linii Wizz Air, Węgrzy zaś od niedawna latają z Budapesztu bezpośrednio do Nowego Jorku na skrzydłach LOT-u. Ciekawostką niewątpliwie wartą odnotowania jest wejście do naszego kraju węgierskiego inwestora z zupełnie innej branży. Co prawda Zoltán Varga był udziałowcem Wizz, ale obecnie to właściciel medialnej Central Group, na liście najbogatszych Węgrów zajmujący 22. miejsce, z majątkiem szacowanym, po przeliczeniu z forintów, na 598,3 mln zł. Kupuje Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, traktując tę inwestycję jako utworzenie w naszym kraju biznesowego przyczółka. Zgodnie ze swoim profilem, planował nabycie jakiejś spółki mediowej, ale na razie się wstrzymał — z powodu zapowiadanych przez PiS zmian prawnych, prowadzących do „repolonizacji” mediów. To paradoks, albowiem Zoltán Varga uważany jest za jednego z przybocznych oligarchów premiera Viktora Orbána i sam stał się w 2014 r. beneficjentem „remadziaryzacji” tamtejszego rynku. Ekspansję planuje nie tylko w Polsce, lecz również w Czechach i na Słowacji — zatem można go uznać za prekursora biznesu wyszehradzkiego.

Andrzej Bargiel

30-letni polski biegacz górski, himalaista i narciarz wysokogórski jako pierwszy człowiek dokonał wyczynu, którego wcześniej wielu próbowało. Zjechał w Karakorum ze szczytu K2 — drugiego co do wysokości, ale najbardziej niedostępnego na Ziemi — bez zdejmowania nart do bazy. Gdyby nie udokumentowanie niesamowitego wyczynu z drona, świat nie uwierzyłby, że kolejna bariera ludzkich możliwości została pokonana. Właśnie zjazd był największym wyzwaniem projektu K2. Samo indywidualne wdrapanie się — z nartami na plecach — na morderczą górę to dla Andrzeja Bargiela… pikuś, niewart opowiadania o nim. Wcześniej zjechał m.in. z Broad Peak, obecnie jego celem jest zaliczenie najwyższego, ale łatwiejszego technicznie Mount Everestu. A poźniej — może to właśnie Andrzej Bargiel zdobędzie, już bez nart, dobrze rozpoznany K2 jako pierwszy człowiek zimą.

 

W dół:

Arkadiusz Siwko

W lutym 2017 r. podobną notkę w tym samym miejscu poświęciliśmy temu samemu „byłemu” — po jego rezygnacji z prezesury Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ). Wtedy sektor militarny był zaskoczony, wszak Arkadiusz Siwko to wieloletni zaufany człowiek ówczesnego ministra Antoniego Macierewicza — i właśnie dlatego stał na czele PGZ. Po ponad roku wprowadzania tzw. dobrej zmiany jednak zazgrzytało i prezes doszedł do wniosku, że już wystarczy. W niebycie spędził ponad rok i w lipcu 2018 r. nagle znowu wypłynął, zajmując zwolniony przez Daniela Obajtka (przeszedł do Orlenu) fotel szefa pomorskiej Energi. Nowe stanowisko w nowej branży uznał za dowód zaufania do swojej osoby, zarówno premiera Mateusza Morawieckiego, jak i ministra Krzysztofa Tchórzewskiego. Owego zaufania wystarczyło jednak na zaledwie… 29 dni. Tym razem Arkadiusz Siwko nie zrezygnował, lecz został usunięty przez radę nadzorczą. Jego tragikomiczne losy jako menedżera państwowych spółek to kolejne potwierdzenie rewolucyjnej zasady, że tzw. dobra zmiana coraz szybciej zjada swoje nie tyle dzieci, ile wierne sługi.

Maciej Szozda

Odwołanie prezesa paliwowego Unimotu, po ośmiu miesiącach zajmowania przez niego stanowiska, to przypadek nieco inny niż przedstawiony powyżej. Unimot to grupa całkowicie prywatna, od 2017 r. notowana na głównym parkiecie GPW, rozwijająca sieć stacji Avia. Maciej Szozda branżę zna doskonale, ale z pozycji menedżera spółek państwowych — przez lata obracał się w Orlenie i Lotosie, ostatnio kierował segmentem handlowym w tym drugim koncernie. Okazało się, że rzucony na głęboką wodę nie dał rady, jego „tempo realizacji działań restrukturyzacyjnych” było zbyt wolne, jak na oczekiwania głównych właścicieli, braci Adama i Piotra Sikorskich. Unimot, jako branżowa drobnica, źle znosi presję cenową ze strony obu państwowych potentatów. Po eksperymencie z Maciejem Szozdą, stery zarządu przejął bezpośrednio Adam Sikorski, dotychczasowy przewodniczący rady nadzorczej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca