Jak igła w stogu siana

Marta Sieliwierstow
opublikowano: 11-10-2011, 00:00

Znów wzrosły limity cen mieszkań, które można kupić z rządowymi dopłatami, ale takie nieruchomości i tak trudno znaleźć.

Rządowy program dopłat do kredytów hipotecznych „Rodzina na swoim” w latach 2008-10 uratował rynek mieszkaniowy przed całkowitym załamaniem. Wprowadzone na przełomie sierpnia i września tego roku zmiany — przede wszystkim obniżenie przeliczników, na podstawie których wyliczana jest maksymalna wysokość kosztu budowy lub zakupu — wpłynęły na znaczne zmniejszenie liczby mieszkań, przy których zakupie można posiłkować się preferencyjną pożyczką.

Zmiany, zmiany

Ostatnie ustalenia wojewodów dotyczące kosztów budowy, obowiązujące od 1 października, spowodowały kilkuprocentowe wzrosty cen w wielu miastach, m.in. w Bydgoszczy (8 proc.), Toruniu (8 proc.), Lublinie (11 proc.), Opolu (1,3 proc.) i Białymstoku (2,8 proc.). Wciąż jednak największy problem mają klienci poszukujący nieruchomości w największych miastach, w tym w Warszawie, gdzie ceny obowiązujące od początku października są o ponad 8 proc. niższe niż w poprzednim kwartale i wynoszą 6 435 zł/mkw. dla rynku pierwotnego i 5148 zł/mkw. dla rynku wtórnego.

— Szacuje się, że wymóg cenowy spełnia zaledwie 2 proc. mieszkań sprzedawanych przez stołecznych deweloperów. Niewiele lepiej jest w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu. Jedynie w Gdańsku odsetek mieszkań spełniających kryterium cenowe w ofercie deweloperów to 30 proc. Jeśli chodzi o rynek wtórny w Warszawie, sytuacja jest jeszcze gorsza, mieszkań tańszych niż 5148 zł za mkw., poza nielicznymi wyjątkami, nie ma — mówi Katarzyna Cyprynowska, prezes Nowego Adresu. Według wyliczeń Home Broker zaledwie 19 proc. mieszkań z rynku pierwotnego i 12 proc. z rynku wtórnego można kupić z dopłatami.

Ograniczony wybór

Skutki wprowadzonych zmian zarówno sprzedający, jak i kupujący mieszkania odczuli niemal natychmiast. Jeszcze w pierwszej połowie roku limit cenowy dla rynku pierwotnego i wtórnego w Warszawie wynosił prawie 9,8 tys. zł/mkw. Kupujący mogli wybierać nie tylko spośród najtańszych lokali na obrzeżach miasta, jak jest to teraz.

— Na zmianach w rządowym programie najbardziej skorzystają deweloperzy oferujący mieszkania w słabszych lokalizacjach — ocenia Mariusz Kania, prezes Metrohouse i Patenrzy. Tę opinię potwierdzają inwestorzy. Dopuszczają negocjacje, ale tylko w przypadku mieszkań, których ceny będą nieznacznie wyższe od wymaganych w programie.

— W sprzedaży mamy 116 mieszkań na pięciu osiedlach kwalifikujących się do programu „Rodzina na swoim”. Trzy znajdują się w Warszawie, dwa — w Bydgoszczy i Kozienicach. Nie wykluczamy możliwości negocjowania niższych cen, ale jedynie w Lublinie, gdzie ceny za mkw. na Osiedlu Grabskiego rozpoczynają się od 4 tys. zł za mkw., a limit dla tego miasta to 3 818 zł za mkw. — mówi Alicja Dolińska, dyrektor działu marketingu Dolcan.

Łatwiej będzie z pewnością deweloperom dopiero rozpoczynającym budowy. Kosztem niższego standardu czy gorszego położenia — większego oddalenia od centrum miasta — będą mogli zaproponować kupującym mieszkania spełniające kryteria rządowego programu. — Rozpoczynamy budowę osiedla NeoVillage w warszawskim Ursusie. Klientom proponujemy głównie mieszkania dwu- i trzypokojowe, o powierzchni od 37 do 70 mkw. Ceny za metr kwadratowy wynoszą od 5780 zł do 6400 zł, więc wszystkie 146 mieszkań będzie można kupić, korzystając z programu „Rodzina na Swoim” — informuje Dror Dory Kerem, dyrektor zarządzający Neocity.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Sieliwierstow

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu