Jak joint venture, to z Rothschildem

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 13-09-2016, 22:00

Winnica Opus One to żadne porośnięte mchem château z tradycjami, ale nie szkodzi — butelkę nowego rocznika i tak wyceniono powyżej 800 zł.

Etykieta słynnego wina nie przedstawia malowniczego zamku wynurzającego się z francuskiego krajobrazu, tylko oszczędny niebieski znaczek z dwoma profilami. Jeden należy do czołowego kalifornijskiego winiarza Roberta Mondaviego, a drugi do barona Philippe’a de Rothschilda, którego starania doprowadziły w latach 70. do włączenia win Mouton Rothschild do najwyższej kategorii, czyli Premier Cru. Wspólne przedsięwzięcie zaowocowało winem w stylu barona — a więc bordoskim — ale z winogron z Napa Valley, o których Mondavi musiał wiedzieć wszystko. Nowy rocznik zachowuje się natomiast, jakby nie miał wątpliwości, jakie nazwiska za nim stoją, bo ledwie wszedł do obiegu, już drożeje i pewnie długo jeszcze nie złagodnieje. Cztery ostatnie roczniki Opus One zdrożały średnio 47 proc. w stosunku do stawki, z jaką pojawiły się na rynku, wynika z danych „Decantera”. Wbrew pozorom, na rynku inwestycyjnych win taka wiadomość nie należy do żadnych miłych oczywistości, bo bordoskim odpowiednikom już nie raz udało się pokazać, że zawyżone ceny na starcie mogą tylko spaść. Kiedy stawka za skrzynkę sześciu butelek podawana jest przy tym na poziomie 1,1 tys. GBP (5,6 tys. zł), to w porównaniu z podobnie ocenianymi winami z Bordeaux rzeczywiście niedrogo. Sam rocznik 2013 nie jest w dodatku oceniany najgorzej, a niektóre recenzje — na przykład Roberta Parkera — opisują go jako najlepszy w Napa od 37 lat. Na tle niezbyt długiej historii kalifornijskiej winnicy taki horyzont oznacza, że nowy rocznik smakował Parkerowi najbardziej ze wszystkich, bo pierwszy Opus One miał na etykiecie 1979. O tym, że tegoroczna oferta ma duże szanse pokazać inwestycyjny potencjał, świadczyć może również sam popyt — i to nawet z Wielkiej Brytanii, w której wyceniane w dolarach wina kosztują w tym roku znacznie więcej funtów. Kolekcjonerzy regulujący rachunki w zielonych nie odczują jednak specjalnej różnicy, bo roczniki 2012 i 2011 wyceniane były na bardzo zbliżonym poziomie, a w porównaniu z mającym podobne noty 2008, 2013 jest o prawie 16 proc. tańszy. Gdyby kilkaset złotych za inwestycyjną butelkę i tak wyglądało na wygórowaną stawkę, przyda się inna oczywistość, tym razem w rodzaju „takie czasy”. Kiedy winnica zaczynała — a więc stosunkowo niedawno — Opus One uchodziły za najdroższe wina w Kalifornii, bo kosztowały całe 50 USD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu