Jak już podrabiać, to inteligentnie

Joanna Barańska
14-12-2006, 00:00

Teoretycznie są sposoby, żeby legalnie podpiąć się pod popularność cudzej marki. Specjalnie nie piszę „cudzej renomy”, bo renomę bardzo trudno udowodnić w sądzie — trzeba przedstawiać badania opinii konsumenckiej, wydatki poniesione na reklamę, im więcej, tym lepiej, to wszystko jest kosztowne, a gwarancji, że marka zostanie uznana za renomowaną, nie ma. Ale także z cudzej popularności, jeśli już, wypadałoby korzystać z głową, a nie bezczelnie.

Taki, dajmy na to, kret jest znany wielu ludziom, którym kiedykolwiek zapchała się rura w łazience. Zanim się odkręci kolanko, wpuszcza się do rury kreta i ma nadzieję, że zadziała, bo odkręcanie to robota brudna i nieprzyjemna. Producent kreta, spółka Global Group z Radomia, zarejestrowała słowny znak „Kret” ponad dziewięć lat temu, słowno-graficzny trzy lata temu, i oznacza nimi chemiczne udrażniacze do rur.

Rynkowy rywal, firma Gabi, też produkuje udrażniacze do rur. Wymyśliła zatem „Biskreta”. Już z rejestracją takiego znaku były kłopoty, markę zarejestrowano dopiero decyzją drugoinstancyjną. „Biskret” jako znak składa się z tego właśnie słowa oraz z wizerunku głowy kreta. Odniesienie do „Kreta” było zbyt oczywiste. Global Group zgłosiła sprzeciw wobec rejestracji, Urząd Patentowy „Biskreta” unieważnił, Gabi odwołała się do sądu.

Skoro dopiero w drugiej instancji zarejestrowano nasz znak, to znaczy, że rzecz została dokładnie sprawdzona i ryzyka pomylenia przez klienta produktów i producentów nie ma — twierdziła Gabi.

Gdyby obrazek w znaku Gabi przedstawiał cokolwiek innego, można by słowo biskret uznać za fantazyjne, ale ten wskazuje wyraźnie na kreta. Już nie wspomnę o elemencie „bis”, który sugeruje, że biskret jest jakimś powtórzeniem, jakąś nowatorską formą naszego produktu — odpowiadała pełnomocnik Global Group. Pani mecenas odniosła się do wszystkich kryteriów podobieństwa znaków: stwierdziła tożsamość towarów — której nikt nie kwestionował — zbieżność wizualną (element kret), znaczeniową (to samo), a nawet fonetyczną. — W reklamie radiowej oba sporne słowa brzmiałyby niemal identycznie — utrzymywała adwokat Global Group i sąd przyznał jej rację.

Nie trzeba analitycznego umysłu, żeby ze słowa biskret wyodrębnić dominującego kreta, w dodatku grafika do niego nawiązuje — stwierdziła sędzia Agnieszka Łąpieś-Rosińska, oddalając skargę Gabi.

A można było inaczej. Gabi mogła nazwać swój produkt chociażby „Discrete”, też zawierałby element z kretem, a Gabi mogłaby się bronić, że udrażnianie rur jest czynnością wstydliwą. Pewnie w tym wypadku o unieważnienie wystąpiłby producent środków higienicznych, ale to już zupełnie inna historia.

Sygnatura sprawy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie: VI SA/Wa 1783/06

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Barańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jak już podrabiać, to inteligentnie