Jak pomagać, żeby nie zaszkodzić

- Nie ma już powszechnego przekonania, że pomagają anioły, które żyją z powietrza i promieni słonecznych. Potrzeba specjalistycznej wiedzy, znajomości języków obcych, wyższych studiów. Źle pojęta amatorszczyzna w tym obszarze byłaby stratą pieniędzy - mówi Grzegorz Gruca, wiceprezes zarządu Polskiej Akcji Humanitarnej.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Od kogo nauczył się Pan pomagania? 

Wyświetl galerię [1/3]

Pomoc w Sudanie

PAH

GRZEGORZ GRUCA*: Polska Akcja Humanitarna nauczyła mnie pomagania, bo jestem jedną z najdłużej pracujących tutaj osób. Przyszedłem do PAH z polskiego biura wysokiego komisarza ds. uchodźców przy ONZ. Przyjęliśmy wtedy grupę Bośniaków. Muszę przyznać, że w PAH wielu rzeczy uczyliśmy się na bieżąco. Postęp w zakresie metodologii pomagania jest tak duży, że musieliśmy uruchomić wspólnie z Uniwersytetem Warszawskim studia podyplomowe dla pracowników humanitarnych. Trzeba posiąść sporą wiedzę, żeby umieć pomagać. Jest trochę tak, że oprócz posiadania dobrego serca trzeba też sporo wiedzieć, żeby w sposób odpowiedzialny i ekonomicznie uzasadniony nieść pomoc.   

Na czym polega mądre pomaganie? 

Trzymamy się kilku zasad. Po pierwsze, staramy się pamiętać, że pomoc nie może w żaden sposób uzależniać, czyli nie może pozbawiać człowieka samodzielności. Po drugie, zawsze mówimy, że jesteśmy w danym miejscu tylko na chwilę, choć niestety te chwile czasem się przedłużają, jak w Syrii. Tam gdzie jest to możliwe pomoc ma służyć temu, żeby dana osoba mogła jak najszybciej stanąć na nogi i zacząć normalnie funkcjonować. Człowiek nie dąży do tego, żeby wszystko dostać. Dużo lepiej się czuje, jeśli może coś sam zrobić, decydować o sobie i być w pełni samowystarczalnym.  

Sprawdza się słynne powiedzenie, że lepiej rozdawać wędki i pomóc w organizacji połowu niż rozdawać ryby. 

To prawda, ale trzeba to rozszerzyć o pojęcie godności osoby ludzkiej. Suwerenność jednostki jest na pierwszym miejscu. Zależy nam na przywróceniu elementarnych możliwości działania, które pozwolą samemu się utrzymać i żyć godnie.  

Czy Polacy umieją już pomagać? 

Na pewno szybko się uczymy. PAH działa ponad 25 lat i muszę przyznać, że obserwuję w społeczeństwie coraz większą świadomość pomagania. Ludzie chcą wiedzieć, w jaki sposób pomoc jest dostarczana i mają zaufanie do niektórych organizacji. Bywa, że my nie dostrzegamy jakiegoś problemu, a ludzie dzwonią i mówią, że tam powinniśmy działać. Tak było w Japonii. Uznaliśmy po tsunami, że to na tyle bogaty kraj, że nie trzeba tam pomagać, ale okazało się, że Polska i Japonia są na tyle kulturowo i gospodarczo powiązane, że nasze społeczeństwo po prostu wymogło na nas pomoc. Odbudowaliśmy tam dwa przedszkola. Polacy chcą więc pomagać swoim bliźnim, nie tylko tym z bliska, ale i tym z daleka, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji nie ze swojej winy. System międzynarodowy jest tak skomplikowany, że człowiek samodzielnie nie jest w stanie pomagać, ale potrzebuje wyspecjalizowanych organizacji, które są w stanie się w tym systemie poruszać i działać.  

Skoro mówimy o organizacji procesu pomagania, to często spotykam się z takim zarzutem, że organizacja charytatywna to miejsce, w którym ludzie powinni pracować za darmo. Zapomina się o tym, że aby skutecznie pomagać, to najpierw trzeba też zapewnić godne życie tym, którzy pomagają. Czy polskie społeczeństwo już to zrozumiało? 

Myślę, że społeczeństwo jest coraz bardziej tego świadome. Nie ma już powszechnego przekonania, że pomagają anioły, które żyją z powietrza i promieni słonecznych. Potrzeba specjalistycznej wiedzy, znajomości języków obcych, wyższych studiów. Źle pojęta amatorszczyzna w tym obszarze byłaby stratą pieniędzy.  

Może przynieść więcej szkody niż pożytku?  

Mam wiele przykładów takiej złej pomocy. Kiedyś wylądowaliśmy na Sri Lance i dojechaliśmy do magazynów, gdzie była dostarczana pomoc międzynarodowa. Nagle widzę butelki wody mineralnej z Włoch. Koszt transportu tej wody powodował, że jak ona dotarła do potrzebujących, to jej wartość kilkukrotnie przekraczała początkową cenę.  

Już i tak pewnie wysoką.  

Dokładnie tak. Staramy się pomagać w ten sposób, żeby odpowiadać na potrzeby lokalnej ludności. Najpierw dokładnie badamy ludność, nie kierujemy się naszymi przekonaniami. Trzeba z ludźmi porozmawiać, zorientować się w skali i rodzaju potrzeb i dopiero później zacząć działać. Przecież o wiele bardziej efektywne jest wydrążenie studni na miejscu, co na terenach dotkniętych tsunami nie jest łatwe, bo słona woda przesiąka do studni. Trzeba kopać studnie głębinowe i zakładać filtry. Pomoc musi być dostosowana do realnych potrzeb.  

Jesteście jednak częścią międzynarodowego systemu pomagania.  

W ostatnich latach międzynarodowy system zarządzania pomocą znacznie się polepszył. To rodzaj systemu klastrowego i w wielu miejscach jesteśmy liderami klastrów zajmujących się zabezpieczeniem wodno-sanitarnym. Budujemy studnie w Somali, czy Sudanie i jesteśmy postrzegani jako organizacja oferująca pomoc nie tylko ratującą życie, ale także rozwojową.  

W Polskiej Akcji Humanitarnej odpowiada Pan za pracę z firmami. Jaki jest udział datków wpłacanych przez firmy w odniesieniu do całości darowizn od osób prywatnych? 

Z ramienia zarządu współpracuję z przedsiębiorstwami. Udział się zmienia, w tej chwili kwotowo datki od firm stanowią mniej więcej jedną trzecią wpłat od darczyńców indywidualnych. Niektóre organizacje świadomie wybierają współpracę tylko z dużymi donorami i koncentrują się na projektach. PAH od początku podkreśla, że współpraca z indywidualnymi darczyńcami jest tak samo ważna jak praca z firmami. To buduje świadomość pomagania i daje możliwości angażowania. Z niektórymi firmami współpracujemy już prawie 20 lat.  

Proszę o przykłady.  

Takim przykładem jest koncern BP, z którym rozpoczęliśmy współpracę w czasie wielkiej powodzi w Polsce. Firma przekazała nam wtedy paliwo do konwoju humanitarnego. Potem zaczęliśmy razem pomagać Pajacykowi, czyli fundować posiłki dzieciom. Policzyliśmy, że dzięki współpracy z BP sfinansowaliśmy do tej pory ponad 1,5 mln posiłków. Podaję ten przykład, bo on pokazuje, że można zaangażować firmę, pracowników, ale także konsumentów, gdyż akcja połączona jest w programem lojalnościowym koncernu. Santander Bank Polska, a dawniej BZ WBK uruchomił z nami kartę, dzięki której w czasie zakupów pewne kwoty trafiają do naszej organizacji. Zdarzyło mi się, że ludzie na spotkaniach pokazywali mi kartę chwaląc się, że płacąc przekazują środki. Kolejnym przykładem jest DHL, choć współpracę zaczęliśmy jeszcze z firmą Servisco przejętą później przez DHL. Za każdą nadaną paczkę finansują nam jeden obiad. Firmy chcą pokazywać klientom, że ich wybór jest nie tylko wyborem ekonomicznym, ale ma także wymiar moralny.  

Z iloma firmami obecnie współpracujecie?  

Mamy coraz więcej firm partnerskich, w tej chwili współpracujemy z 34 dużymi partnerami. Na przykład w zeszłym roku nawiązaliśmy współpracę z firmą Futuro Finance, która ufundowała wiertnicę w Sudanie Południowym, dzięki której w porze suchej wywierciliśmy aż osiem studni. Ubezpieczyciel Generali chciał przeprowadzić badania konsumenckie, ale ludzie niechętnie uczestniczą w tych ankietach. Stosowali różne zachęty, ale nie dawały one skutków. Wpadli więc na pomysł, że za wzięcie udziału w badaniu przekazują jeden obiad na akcję Pajacyk.  

Jaka jest cena takiego obiadu? 

Jeden obiad kosztuje 4,5 zł. Współpracujemy ze szkołami i obliczyliśmy tzw. wkład do kotła. Na początku roku ustalamy liczbę dzieci, które potrzebują wsparcia.  

ile jest takich dzieci w tym roku? 

Rok szkolny dopiero się zaczął, nie mamy jeszcze pełnych danych, W zeszłym roku sfinansowaliśmy posiłki dla prawie 3000 dzieci. To, co jest ważne, to gwarancja tego, że dziecko będzie jadło przez cały rok szkolny. Współpracujemy też z lokalnymi organizacjami, więc nasza pomoc mobilizuje do działania również innych. Muszą się zaangażować także nauczyciele, bo to oni znają dzieci najlepiej i wiedzą, kto potrzebuje pomocy. Pajacyk wypełnia luki pomiędzy dzieckiem a systemem opieki społecznej.  

Czy firmy zgłaszają się same, czy może macie jakiś program poszukiwania partnerów?  

Staramy się wychodzić na przeciw, pomagać i tłumaczyć dlaczego pomoc jest ważna. Na przykład dział marketingu firmy Electrolux chciał uwrażliwić ludzi na konieczność oszczędzania energii i wody. Badania pokazały, że Polacy przez wiele lat w ogóle nie zastanawiali się nad problemem wody. Dopiero nasza kampania i organizowana przez nas pomoc uświadomiły ludziom wagę tej kwestii. Electrolux zaczął więc promować swoje urządzenia pokazując ich oszczędność, a przy okazji budował studnie w Afryce. Mamy też na liście partnerów producenta mebli dziecięcych Meblik. Prezes postanowił stworzyć serię mebli z motywem afrykańskich zwierząt i równolegle buduje tam studnie. Janina Ochojska zresztą odwiedziła fabrykę, bo szczególnie w przypadku firm rodzinnych warto rozmawiać o tym, dlaczego pewne decyzje dotyczące pomocy gdzieś daleko są podejmowane.  

Jaki jest koszt wykopania studni? 

Koszty są bardzo różne w zależności od kraju, ukształtowania terenu, głębokości odwiertu i użytych maszyn. Na przykład w Sudanie Południowym przeciętnie kosztuje to ok. 50 tys. złotych. 

Wszystko wygląda pięknie, ale życie nie zawsze takie jest. Czy ma Pan jakieś negatywne doświadczenia ze współpracy z biznesem?  

Czasami podchodziliśmy z dużą rezerwą do niektórych pomysłów, ale koniec końców zawsze się to dobrze kończyło. Problemem bywa to, że przychodzą ludzie odpowiedzialni w firmach za marketing lub wizerunek i mają swój pomysł. Chcą zmieniać to, co robimy. A my przecież wiemy co robimy i mamy wielokrotnie zweryfikowane doświadczenia. Szczególnie trudno jest wtedy, jeśli pomysł jest koncepcją prezesa i ciężko ją zmienić. U podstaw Pajacyka jest historia związana z akcją promocyjną. Pewna agencja reklamowa chciała, żebyśmy określoną, dużą część darowizn przekazywali na promocję akcji. Nie zgodziliśmy się na to, bo uważamy, że jeśli ktoś wpłaca 10 złotych, to nie chce, żeby 30 proc. tego datku przeznaczane było na reklamę. Część pieniędzy trzeba przeznaczać na komunikację, ale musi to być rozsądne.  

Jaką część budżetu PAH przeznacza na reklamę? 

Dołączamy taką informację do umowy z firmą i przeznaczamy do 10 proc. na koszty operacyjno-osobowe. Uważam, że to fair komunikat wobec partnera.   Transparentność jest kluczowa w sektorze pomocowym.  

I nie ma powodów, żeby coś ukrywać. Ludzie i tak przecież są w stanie sobie dziś wszystko sprawdzić.  

Co jest największym zagrożeniem dla idei pomagania?  Myślę, że im bardziej będziemy przechodzili na bogatszą stronę świata, to tym bardziej będzie nam zagrażał społeczny egoizm. Chodzi o poczucie, że jest mi dobrze, mam wszystko, więc czym się przejmować. Trudno sobie wyobrazić wtedy, że są ludzie, którym nie powodzi się tak dobrze.  

Im więcej mam, tym szybciej zapominam? 

Podam prosty przykład. Na początku działalności PAH docieraliśmy z konwojami do byłej Jugosławii. Przychodzili wtedy do nas emeryci i renciści, starsze osoby. I mówiły: ja wiem, co to znaczy być głodnym, bo pamiętam wojnę, powstanie warszawskie. Mam małą emeryturę, ale dam odrobinę. Wiem, co to znaczy głodować. Pamiętam jak do Polski przychodziła pomoc zagraniczna, a na przykład na parafiach rozdawano żywność z takich transportów. Pokolenie mojego syna już tego nie pamięta. Musimy uświadamiać społeczeństwo, żeby nie przestawało być wrażliwe na potrzeby innych.  

Skąd się bierze smutny, negatywny stosunek Polaków do uchodźców? 

Według mnie powodem jest przede wszystkim strach przed innością i różnorodnością. Pomagamy w tych miejscach, z których ludzie uciekają, bo nie mają tam żadnych perspektyw. Nie ma sensu budowanie twierdzy, która i tak padnie pod naciskiem napięć migracyjnych. Odpowiedzialnością bogatszej części świata jest pomoc w zorganizowaniu świata w taki sposób, żeby nie trzeba było uciekać ze swojego kraju.  

Jak bardzo działalności charytatywnej szkodzą takie afery, jak te wykryte w Szlachetnej Paczce lub brytyjskiej organizacji Oxfam? 

Na pewno każda organizacja, która zachowała się nieetycznie rzutuje na cały sektor. Relacje pomiędzy instytucją pomocową i darczyńcami są oparte na zaufaniu. Trudno jest budować relacje na fałszywych fundamentach. Wymagania wobec organizacji niosących pomoc wzrastają jednak w niesamowity sposób. Postawiliśmy poprzeczkę wysoko i wymagamy od naszych pracowników wysokich standardów etycznych. Nasi darczyńcy wymagają bardzo wiele, co łączy się również z konsekwencjami finansowymi i prawnymi w przypadku zaniedbań i nadużyć.

Rozmawiał Łukasz Ostruszka

*Grzegorz Gruca - wiceprezes zarządu PAH, członek zarządu od 1997 roku. Wspiera organizację w zakresie współpracy z partnerami instytucjonalnymi i biznesowymi.
W latach 90. był koordynatorem ds. organizacji pozarządowych i współpracy z biurem łącznikowym Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w Warszawie. W 2011 roku został uhonorowany przez Ministra Spraw Zagranicznych odznaką Bene Merito przyznawaną za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej.

Wesprzeć działania Polskiej Akcji Humanitarnej możesz poprzez stronę internetową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Jak pomagać, żeby nie zaszkodzić