Jak nie stracić portfela w fikcyjnym świecie

Rozmawiał Łukasz Ostruszka
12-09-2018, 22:00

Przelewy jako jedyna forma płatności, brak danych kontaktowych w stopce i podejrzane opinie to, zdaniem prawnika Gabriela Gatnera, sygnały alarmowe

„PB”: Zajmujesz się kwestią legalności w sieci, ale odpowiedz z czystym sumieniem: naprawdę wszystko zawsze miałeś z legalnego źródła? Gabriel Gatner, prawnik pasjonujący się bezpieczeństwem internetowym:

To doświadczenie chyba każdego w młodych latach — jakaś wymiana płyt, plików, które pochodziły z niewiadomego źródła. Problemem było załatwienie sobie Office’a — to był podstawowy produkt, który krążył w szkole. Przypominam sobie też zgrywanie „Mortal Kombat” z taśm wideo.

W którym momencie postanowiłeś, że warto sprawdzać, co jest legalne?

Skończyłem studia i znajomy, który tworzy oprogramowanie do sklepów internetowych, powiedział, że jest olbrzymi problem z regulaminami i zabezpieczeniami w sieci. Stworzyłem więc stronę legalnewsieci.pl, co miało być dodatkową odnogą kancelarii prawnej i jakimś nowym źródłem zysków. Podpinamy pod to szeroką tematykę związaną z prawną obsługą tego, co robimy w sieci. Poprzedni rok dowiódł, że to potrzebne narzędzie.

Co takiego się stało?

Zaczęło pojawiać się coraz więcej tzw. weekendowych sklepów internetowych. Ktoś zakłada fikcyjny sklep kusząc promocjami. Pobiera opłaty za towary, których nigdy nie wysyła, bo po weekendzie sklepu już nie ma. Otrzymujemy zgłoszenie o takim sklepie, sprawdzamy i publikujemy treści, które są przestrogą. Informujemy też o wirusach, które przychodzą na mejle i blokują komputery. Ludzie często pobierają coś nie wiedząc do końca, że to nielegalne, np. torrenty.

Wymień kilka największych zagrożeń związanych z legalnością. Na czym zwykły internauta może wpaść?

Po pierwsze — fałszywe sklepy, które są stratą pieniędzy. Po drugie — mejle z wirusami, które blokują dostęp do komputera i wymagają opłat w bitcoinach. To duże zagrożenie szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które nie szkolą pracowników. Po trzecie — pobieranie aplikacji z niepewnych źródeł, które mogą narazić nas na utratę danych potrzebnych do logowania w banku. Ludzie do nas piszą.

I co robicie?

Staramy się pomagać i radzić, choć zdaję sobie sprawę, że nie mamy wiedzy technicznej — jesteśmy tylko prawnikami.

Ile macie zgłoszeń o fałszywych sklepach?

Trwa sezon letni, więc jest mniej zgłoszeń, ale w okresie przedświątecznym czy przy okazji „Black Friday” mamy ich 100-200 miesięcznie. Staramy się wszystkie weryfikować i szybko publikować ostrzeżenie przed takim adresem.

Jak przebiega weryfikacja?

Analizujemy cały proces zakupowy. Jeśli jedyną opcją zapłaty jest przelew bankowy, to na 90 proc. mamy do czynienia z fałszywym sklepem. Sprawdzamy, kiedy została zarejestrowana domena, gdzie sklep jest internetowo „zaparkowany”. Czytamy regulamin, o ile w ogóle istnieje.

Jak przed takim przekrętem może obronić się zwykły internauta?

Przelewy bankowe jako jedyna forma płatności zawsze muszą włączyć w głowie bezpiecznik. Warto zerknąć na informacje kontaktowe, bo zwykle w przypadku fałszywych sklepów telefony nie odpowiadają albo włączają się jakieś dziwne automaty. Trzeba też porównać cenę z obowiązującą na rynku. Jeśli jest podejrzanie niska, to musi w naszych głowach zacząć wyć sygnał alarmowy. Koniecznie trzeba sprawdzić opinie, choć takie sklepy piszą je sobie same, a czasem nawet kupują adres, którym przed laty posługiwał się jakiś sklep i w sieci są jeszcze dawne opinie klientów. Data publikacji opinii też więc może sporo powiedzieć.

Pamiętasz najbardziej perfidne oszustwo w sieci?

To zdecydowanie tworzenie fałszywych sklepów internetowych. To ciągle trwa, więc trudno stworzyć ranking perfidnych przypadków.Bywa, że złodzieje przygotowują się bardzo solidnie. Mają stronę sklepu, dobry regulamin, a ponadto tworzą osobną stronę z opiniami, przypominającą adresem znane na rynku. To często weekendowe strzały. Zbierają 500 tys. zł i znikają z sieci.

Policja nic nie może zrobić?

Prawdę mówiąc wszyscy są bezsilni, bo w tym przypadku jedyną skuteczną obroną jest prewencja. Policja działa na ogół już po fakcie, gdy zbiera listy pokrzywdzonych i szuka śladów spółek zakładających sklepy. Pieniędzy już dawno nie ma, a osoby stojące za przekrętem są trudne do namierzenia. To łatwy pieniądz. Zazwyczaj takie sklepy sprzedają sprzęt RTV/AGD lub luksusową odzież. Oferują produkty w cenach promocyjnych — torebka warta 1000 zł nagle kosztuje 600. Był taki sklep, który mocno reklamował się adwordsami, więc ludzie widząc reklamę na wiarygodnych portalach dali się uwieść. Przy klikaniu w reklamy też trzeba uważać.

Jakie mamy szanse obrony?

Moim zdaniem, uratować może nas tylko solidna edukacja i prewencja. Sposoby oszukiwania się zmieniają, ale schemat w gruncie rzeczy jest ten sam. Po prostu nie możemy robić głupich rzeczy, dzielić się wrażliwymi informacjami i bez namysłu klikać w co popadnie. Takie podstawowe zasady powinny być wpajane od najmłodszych lat.

Szkoła rzadko tego uczy, a rodzice często też nie mają o nich pojęcia.

Niestety, szkoła tego nie uczy efektywnie. Uczniowie wychodzą ze szkoły nie mając podstawowej wiedzy prawnej, pobierają byle jakie wzory z internetu. Brakuje też wymiaru praktycznego, wszystko jest przeładowane teorią.

Łatwo nam narzekać, ale gdybyśmy stanęli przed uczniami i zaczęli im o tym opowiadać, to powiedzieliby, że to nuda.

Stworzyliśmy postać Legalmena i chcemy w łagodnej, lekkiej, komiksowej formie informować o kwestiach legalności oraz o tym, co można publikować na Facebooku, a co lepiej zachować dla siebie. Legalmen wzorowany jest na postaci superbohatera. Jest naszym „brand hero”. Za jego pośrednictwem chcemy trafić nie tylko do dzieciaków, ale także 30-latków, którzy przecież wychowali się na komiksach.

A może najlepszą lekcją jest uczenie się na swoich błędach?

To brutalne, choć prawdziwe, ale chodzi też o to, żeby wyciągać właściwe wnioski ze swoich błędów czy lekkomyślnego klikania. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Jak nie stracić portfela w fikcyjnym świecie