Jak Polak zaufa, to sięgnie do kieszeni

  • Tadeusz Markiewicz
04-05-2015, 00:00

Sondaż „PB”: Aż 36 proc. badanych zgodziłoby się na wyższe obciążenia lokalne, gdyby pieniądze trafiły na inwestycje. Samorządowcy się cieszą

Chcemy dużo, najlepiej za darmo — taki wniosek płynie z lektury komentarzy wyborców na forach internetowych polskich gmin. Niejednego samorządowca od żądań mieszkańców może rozboleć głowa. Z jednej stron oczekują bowiem inwestycji, z drugiej — nie palą się do tego, by z tego tytułu ponosić wyższe niż dotychczas koszty. Czy rzeczywiście wójtowie, burmistrzowie i prezydenci znajdują się między młotem a kowadłem?

Wyświetl galerię [1/2]

"To jest niesamowity wynik. Śmiem powiedzieć, że to jest już inny, lepszy wymiar obywatelskości." Piotr Uszok, były prezydent Katowic AW

Inny wymiar obywatelskości

Postanowiliśmy to sprawdzić, a z pomocą przyszła nam agencja badawcza IQS, która zrealizowała sondaż na grupie ponad 1000 osób. Zadaliśmy dwa pytania: najpierw o to, czy inwestycje samorządu są wystarczające, potem — czy ankietowani byliby skłonni zaakceptować podwyżkę lokalnych podatków, mając świadomość, że te pieniądze pójdą na inwestycje. W pierwszym przypadku głosy rozkładają się równo (40 do 40 przy 20 proc. niezdecydowanych). W drugim — wynik wcale nie jest dla samorządowców druzgocący. Okazuje się, że 36 proc. ankietowanych zgodziłoby się na podwyżki podatków.

— To jest niesamowity wynik. Do tej pory mieszkańcy mieli oczekiwania, nie chcąc dawać nic w zamian. Tu widać dużą zmianę. Śmiem powiedzieć, że to jest już inny, lepszy wymiar obywatelskości — komentujePiotr Uszok, znany samorządowiec, były prezydent Katowic.

Najbardziej skłonni do wyrzeczeń i akceptacji lokalnych zmian fiskalnych są mieszkańcy wsi. Aż 41 proc. z nich powiedziałoby „tak” podwyżce podatków, gdyby zebrane dzięki temu pieniądze poszły na inwestycje. Nieźle wypadają również mieszkańcy miast liczących 50-200 tys. mieszkańców (37 proc.) oraz te, w których zameldowanych jest do 49 tys. obywateli (33 proc.).

— W mniejszych gminach mieszkańcy są po prostu bliżej lokalnych spraw, stąd ich wiedza na temat samorządowych inwestycji jest lepsza niż w większych ośrodkach — zauważa prof. Krystyna Iglicka-Okólska, socjolog, rektor Uczelni Łazarskiego. Najmniejszą akceptację wzrostu lokalnych podatków z przeznaczeniem dodatkowych dochodów na inwestycje wykazują mieszkańcy miast, które mają od 200 tys. do 500 tys. ludności (28 proc.).

— Nikt nie lubi podnosić podatków. To truizm. Ale łatwiej przeprowadzić zmiany w mniejszych miejscowościach. Ludzie znają tam burmistrza, a on wie, że jeśli nie zrealizuje obietnic, to zostanie rozliczony w wyborach. W dużych miastach tego nie ma. Odległość między podatnikiem a prezydentem się wydłuża, na dodatek ten drugi jest otoczony wianuszkiem urzędników. W takim przypadku Kowalski nie jest do końca przekonany, czy rzeczywiście pieniądze pójdą na inwestycje — uważa Arkadiusz Gliniecki, burmistrz Czarnej Wody (woj. pomorskie). Również Piotr Uszok podkreśla znaczenie zaufania do władz samorządowych.

— Na pewno łatwiej przeforsować niepopularne zmiany tym samorządowcom, którzy zbudowali sobie autorytet — zaznacza samorządowiec.

Rola partycypacji

Magdalena Flisykowska, skarbniczka Torunia, uważa, że 36-procentowe poparcie dla podwyżek podatków jest „naprawdę duże”.

— Tym bardziej że w pytaniu nie zawarto informacji o skali podwyżek. Jestem też przekonana, że odsetek 50 proc. ankietowanych, którzy są przeciwko zmianom, istotnie by się zmniejszył, gdyby przedstawiono im cele inwestycyjne — uważa Magdalena Flisykowska. Zwraca także uwagę, że dzięki idei budżetu obywatelskiego mieszkańcy coraz bardziej czują się współodpowiedzialniza samorządową przestrzeń. To również mogło zaważyć na wynikach badania.

— Co roku podnosimy stawki lokalnych podatków. Zwykle o wysokość inflacji, przy czym nigdy nie wykorzystujemy górnego poziomu ustalanego przez ministra finansów. Nigdy nie spotkałam się z negatywnym oddźwiękiem. Myślę, że jest to właśnie kwestia zaufania do władz samorządowych — uważa Magdalena Flisykowska. W 2014 r. wpływy z podatku od nieruchomości, głównej pozycji w budżetach gmin, na którą wpływ mają samorządy, wyniosły 19,5 mld zł. W porównaniu z 2013 r. zwiększyły się o 4,2 proc. Czyli tak czy owak podatki idą w górę.

Lokalni beneficjenci wzrostu

Agencja ratingowa Moody’s wzięła pod lupę wpływy podatkowe, jakie osiągają jednostki samorządu terytorialnego w Polsce i Czechach. Wnioski są krzepiące, bo w latach 2014-16 dochody z podatków współdzielonych między budżety centralny i lokalne mają wrosnąć u naszego południowego sąsiada o 11 proc., a u nas nawet o 16 proc. Tak dobre wyniki samorządów to przede wszystkim zasługa rosnących gospodarek. Moody’s uważa, że wzrost PKB w Polsce przekroczy w tym roku 3 proc., a w przyszłym wyniesie 3,5 proc. W Czechach ma to być odpowiednio: 2,7 i 2,5 proc. Co będą z tego miały władze lokalne?

— Prawdopodobnie zaprocentuje to solidnymi wynikami operacyjnymi brutto, wyższą zdolnością do samofinansowania i zmniejszeniem obciążeń kredytowych samorządów — uważa Gjorgji Josifov, analityk Moody’s. Wyższe wpływy z podatków pozwolą także — jeśli utrzymana będzie ścisła kontrola wydatków operacyjnych — osiągać w przyszłości jeszcze większe nadwyżki operacyjne niż obecnie. Dzięki temu samorządy będą miały pieniądze i nowe możliwości finansowania długoterminowych programów inwestycyjnych. Najbardziej zyskają na tym stolice — Warszawa i Praga. Bo zdaniem Moody’s podatki współdzielone stanowią tam większość wpływów operacyjnych. Nad Wełtawą jest to 67 proc., a nad Wisłą z CIT i PIT ratusz ma około 40 proc. dochodów. [MT]

Lokalni beneficjenci wzrostu

Agencja ratingowa Moody’s wzięła pod lupę wpływy podatkowe, jakie osiągają jednostki samorządu terytorialnego w Polsce i Czechach. Wnioski są krzepiące, bo w latach 2014-16 dochody z podatków współdzielonych między budżety centralny i lokalne mają wrosnąć u naszego południowego sąsiada o 11 proc., a u nas nawet o 16 proc. Tak dobre wyniki samorządów to przede wszystkim zasługa rosnących gospodarek. Moody’s uważa, że wzrost PKB w Polsce przekroczy w tym roku 3 proc., a w przyszłym wyniesie 3,5 proc. W Czechach ma to być odpowiednio: 2,7 i 2,5 proc. Co będą z tego miały władze lokalne?

— Prawdopodobnie zaprocentuje to solidnymi wynikami operacyjnymi brutto, wyższą zdolnością do samofinansowania i zmniejszeniem obciążeń kredytowych samorządów — uważa Gjorgji Josifov, analityk Moody’s. Wyższe wpływy z podatków pozwolą także — jeśli utrzymana będzie ścisła kontrola wydatków operacyjnych — osiągać w przyszłości jeszcze większe nadwyżki operacyjne niż obecnie. Dzięki temu samorządy będą miały pieniądze i nowe możliwości finansowania długoterminowych programów inwestycyjnych. Najbardziej zyskają na tym stolice — Warszawa i Praga. Bo zdaniem Moody’s podatki współdzielone stanowią tam większość wpływów operacyjnych. Nad Wełtawą jest to 67 proc., a nad Wisłą z CIT i PIT ratusz ma około 40 proc. dochodów. [MT]

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz, współpraca: Rafał Fabisiak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Jak Polak zaufa, to sięgnie do kieszeni