Jak przewidzieć przyszłą wartość dzieł sztuki

Marek Wróbel
18-05-2001, 00:00

Jak przewidzieć przyszłą wartość dzieł sztuki

Człowiek sukcesu, który rozpoczyna „karierę” kolekcjonera sztuki współczesnej, decyduje się na to zwykle z trzech przyczyn. Po pierwsze, dzieła zaczynają mu się podobać. Po drugie, upatruje w ich posiadaniu źródła prestiżu. No i liczy, że po jakimś czasie jego zbiór zyska na wartości.

Wielu początkujących czy też potencjalnych klientów galerii skupia się na możliwościach uzyskania odpowiedniej stopy zwrotu. Objawia się to rytualnym pytaniem w stylu: „ile to będzie warte, powiedzmy, za pięć lat?”. Od odpowiedzi marszanda nader często zależy decyzja o zakupie.

A sprzedający nie wie, co odpowiedzieć. Może wprawdzie blefować, że na przykład o 70 czy 100 proc. więcej, i pewnie daleki od prawdy nie będzie. Ale może jednak będzie. Dlatego na ogół nie ryzykuje i przyznaje, że to jest nie do przewidzenia i podaje przykład van Gogha, który za życia sprzedał jeden obraz, i to swojemu bratu, a teraz jego obrazy osiągają zawrotne ceny. Sęk w tym, że klient chciałby mimo to podnieść wartość swego majątku jeszcze w bieżącym stuleciu.

Ceny będą rosły

Jak zatem przewidywać wzrost wartości dzieł sztuki współczesnej? Odpowiedzialny marszand — przy jeszcze niskim poziomie rozwoju rynku — raczej nie jest w stanie przedstawić trafnej prognozy dotyczącej pojedynczego dzieła czy nawet artysty. Za dużo nieprzewidywalnych czynników, zbyt mało rynkowych doświadczeń.

Ale można z całą pewnością powiedzieć, że sztuka współczesna będzie w Polsce drożała. Przemawia za tym kilka niepodważalnych argumentów. Pierwszy to taki, że profesjonalny handel dziełami współczesnymi dopiero się zaczyna.

Ta kategoria towaru jest jeszcze mało wypromowana, więc tania. Wystarczy porównać ceny obowiązujące u nas i na świecie. Tam zdarzają się milionowe transakcje. U nas nie przekraczają kilkudziesięciu tysięcy. Ale marszandzi biorą się poważnie za marketing, więc sztuka nie tylko zdrożeje, ale też stanie się modna.

Antyki w odwrocie

Dobrze jest też spojrzeć na sytuację rynku antykwarycznego. Polski rekord aukcyjny to przeszło 2 miliony złotych, a transakcje na poziomie kilkudziesięciotysięcznym to codzienność. Według znawców rynku, sektor antykwaryczny skutecznie wysysał z rynku pieniądze, które mogłyby być przeznaczone na twórczość nową.

Jednak trend powoli zaczyna się odwracać. Kolekcjonerzy uznają, że ceny w sektorze antykwarycznym przybierają charakter spekulacyjny. W dodatku podaż wartościowych dzieł jest coraz niższa.

Duża część dorobku starych artystów przepadła podczas wojen lub została... znacjonalizowana. Tak czy siak — wypadła z obrotu. Więcej jest obiektów drugoligowych, ale są one... właśnie drugoligowe. A ceny nadal wysokie (notabene wyższe niż na Zachodzie, stąd coraz powszechniejszy „import aukcyjny”). Ergo — run na obrazy ze scenami myśliwskimi czy ułańskimi ma się ku końcowi.

Wszystko wskazuje na to, że uwaga kolekcjonerów zwraca się ku sztuce współczesnej. Jest ich spora grupa, w tym bardzo znane nazwiska.

Po prostu spokojnie budują piękne i reprezentatywne zbiory (np. Wojciech Fibak), korzystając z niskich cen i obfitości wysokiej klasy towaru. Wystarczy brać z nich przykład.

Marek Wróbel

Art NEW media

www.artnewmedia.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wróbel

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jak przewidzieć przyszłą wartość dzieł sztuki