Jak zainwestować w srebro

Krzysztof Kolany, Bankier.pl
opublikowano: 09-08-2017, 22:00

Możliwości jest bez liku — od kupna fizycznego metalu po nienamacalne inwestycje poprzez kontrakty na różnice kursowe

Na rynku finansowym nie bez powodu panuje przekonanie, że srebro jest bardzo „dzikim” metalem, a jego zmienność jest znacznie wyższa niż w przypadku złota. Na początku XXI w. srebro było tematem inwestycyjnie martwym — nikt go nie chciał nawet przy cenach poniżej 5 USD za uncję. Na fali surowcowej hossy (1999-2008) cena srebra wzrosła czterokrotnie, (nieprzypadkowo) szczytując w marcu 2008 roku, gdy upadał największy short-seller srebra — bank inwestycyjny Bear Stearns. W tym samym okresie ceny złota również wzrosły mniej więcej czterokrotnie. Różnice zaczynają się po roku 2008. W apogeum pierwszej fazy kryzysu finansowego notowania kontraktów terminowych na srebro spadły o 60 proc., nawet poniżej 8,50 USD za uncję. Korekta na złocie sięgnęła nieco ponad 30 proc. Trzy lata później złoto osiągnęło do dziś niepobity nominalny rekord na poziomie 1920 USD za uncję. A srebro wiosną 2011 r. w atmosferze spekulacyjnej bańki dotarło do niemal 50 USD za uncję. Kto nie posłuchał ostrzeżeń, ten (w ujęciu dolarowym) wciąż jest stratny prawie 70 proc. na swojej srebrnej inwestycji. Zatem na srebro trzeba uważać. Podczas bessy może mocno poparzyć, ale podczas hossy potrafi przynieść prawdziwe góry złota.

Zobacz więcej

Fot. Bloomerg

Zakup srebra fizycznego

Najbardziej oczywistą opcją zainwestowania w srebro jest zakup fizycznego metalu w postaci sztabek i monet bulionowych. Operacja ta jest nawet łatwiejsza niż w przypadku złota, ponieważ jednostkowa cena srebra jest znacznie niższa (1 uncja Ag kosztuje obecnie około 60 zł, a taka sama ilość złota aż 4,5 tys. zł), więc nie musimy od razu dysponować dużą kwotą. Z tego samegopowodu srebro podrabia się znacznie rzadziej niż złoto — trafienie na falsyfikat srebra to raczej kwestia sporego niefartu. Podstawowa wada inwestowania w fizyczne srebro to VAT i w polskich warunkach wynosi 23 proc., podczas gdy złoto inwestycyjne w całej Unii Europejskiej jest z tego podatku zwolnione. 7 sierpnia u jednego z największych dilerów metali szlachetnych w Polsce jednouncjowy kanadyjski Liść Klonowy kosztował 77 zł — czyli niemal o jedną trzecią powyżej kursu z rynku terminowego. Dla porównania, ten sam diler oferował złotego kanadyjskiego Liścia Klonowego (też 1 oz) za 4775 zł, a więc 5,6 proc. powyżej notowań giełdowych kontraktów terminowych. Widać, jaką różnicę robi VAT. Zakup srebra bez VAT (albo z niższym VAT) jest możliwy w Stanach Zjednoczonych (gdzie tego podatku nie znają) oraz w Szwajcarii, gdzie stawka VAT wynosi 8 proc. Po drugie, fizyczne srebro będzie raczej trudniej odsprzedać (przynajmniej po korzystnej cenie) niż złoto. W sporych ilościach srebrne monety odkupi tylko duży diler metali szlachetnych, ale potrąci sobie solidną marżę. Szczęścia można próbować, wystawiając srebrne monety na sprzedaż za pośrednictwem internetowych portali aukcyjnych lub samemu znaleźć chętnego na zakup monet. Ale przy większych ilościach generuje to spory wydatek czasu i dość wysokie koszty transakcyjne.

Inwestycje w papier

Rozwiązaniem problemów płynnościowych jest zakup srebra „papierowego” występującego przede wszystkim pod postacią jednostek ETF. Jest to papier wartościowy (przynajmniej w teorii) w 100 proc. zabezpieczony fizycznym metalem (przynajmniej w przypadku replikacji fizycznej) przechowywanym w jakimś podziemnym skarbcu na Manhattanie czy Londynie. Dopóki tak faktycznie jest, kurs jednostki takiego ETF powinien być równy wartości przypadającej nań srebra.

Dominatorem w tym gatunku jest iShares Silver Trust (SLV) posiadający (stan na 8 sierpnia 2017 r.) ponad 10,5 tys. ton srebra wartego prawie 5,5 mld USD. Roczny koszt tego funduszu (expense ratio) to 0,50 proc. wartości aktywów. Do tego należy doliczyć prowizję maklerską — u polskich brokerów to co najmniej 38 zł od transakcji. Choć i tak wychodzi znacznie taniej niż VAT i marża dilera w przypadku fizycznego metalu. Srebrne ETF to propozycja dla inwestorów z krótko- i średnioterminowym horyzontem inwestycyjnym, umożliwiająca uzyskanie rynkowych stóp zwrotu ze zmian cen srebra. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że co do istoty ETF jest derywatem na kurs kontraktów terminowych na srebro, co może się okazać fatalne w skutkach w przypadku rozerwania więzi pomiędzy finansowym rynkiem terminowym a cenami fizycznie istniejącego metalu.

Zakup akcji kopalni srebra

Nie trzeba być posiadaczem fizycznego metalu, aby zarobić na wzroście jego ceny. Wystarczy być (współ)właścicielem kompanii go wydobywającej. Niestety, w przypadku srebra sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ wśród 10 największych producentówtylko trzy są „czystym” zakładem na biały metal. Tak się bowiem składa, że ponad dwie trzecie wydobycia srebra pochodzi jako produkt uboczny przy wydobywaniu innych metali: miedzi, złota czy cynku. Klasyczną tego typu „srebrną akcją” są notowane na giełdzie nowojorskiej walory Pan American Silver — siódmego co do wielkości producenta białego metalu. Na giełdzie londyńskiej dostępne są akcje meksykańskiego potentata Fresnillo. Modnym swego czasu srebrnym wehikułem są walory Wheaton Precious Metals (dawne Silver Wheaton) — czyli kompanii typu royalty, która zarabia na sprzedaży urobku z kopalni, dla których srebro jest tylko produktem pobocznym. Akcje spółek wydobywających srebro działają jak instrument lewarowany: zwykle zmiana ich notowań jest kilkakrotnie większa od zmiany cen samego surowca. I działa to w obie strony. Przykładowo: w 2016 r. srebro (w USD) podrożało o 15 proc., zaś akcje Pan American Silver aż o 133 proc. Po drugie, kupując akcje pojedynczej firmy górniczej, wystawiamy się na ryzyko specyficznego dla tego podmiotu. Może się okazać, że z jakichś względów nasza spółka popadnie w kłopoty i stracimy na inwestycji, mimo że ceny samego srebra mocno wzrosną. Przed taką sytuacją można ochronić się albo kupując akcje kilku różnych producentów (co jest kosztowne i wymaga większego nakładu pracy analitycznej), albo nabywając ETF odzwierciedlającego zachowanie indeksu akcji srebrnych spółek. Największym tego typu podmiotem jest Silver Miners ETF (SIL) kosztujący 0,65 proc. rocznie (plus prowizja maklerska za kupno/sprzedaż jego jednostek). Przy okazji przegląd portfela tego ETF umożliwia szybką orientację w temacie poszczególnych spółek wydobywających srebro.

Kontrakty, opcje, CFD

Dla inwestorów z żyłką hazardzisty dostępne są także kontrakty terminowe (futures) i CFD (kontrakty na różnice kursowe) oferowane przez giełdy i brokerów foreksowych. Zarówno futures, jak i CFD są instrumentami pochodnymi z wbudowaną dźwignią finansową. Z tego powodu cechują się wyższym ryzykiem inwestycyjnym (tj. możliwością utraty kapitału) niż w przypadku zakupu akcji, ETF czy fizycznego metalu. Dla spekulanta z Polski bardziej przystępną opcją są oferowane przez rodzime platformy platformy foreksowe instrumenty CFD. Są to pozagiełdowe odpowiedniki kontraktów terminowych, bez centralnego systemu rozliczeń i notowań, ale także bez określonego terminu zapadalności. Zaletą tych instrumentów jest ich elastyczność, dostępność i możliwość wykorzystania dźwigni finansowej. Główną wadą jest fakt, że drugą stroną transakcji (przynajmniej w dominującym w Polsce modelu market makera) jest sam broker. Gra przeciwko własnemu brokerowi stwarza dodatkowe ryzyko, o którym niektórzy klienci firm foreksowych zdążyli przekonać się na własnej skórze. Ponadto w przypadku srebra dochodzą stosunkowo wysokie spready oraz koszty utrzymywania pozycji dłużej niż jeden dzień. Zatem CFD są narzędziem do krótkoterminowej spekulacji srebrem, ale kompletnie nie nadają się do długoterminowych inwestycji.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu