Jakoś to będzie

MICHAŁ MIZERA
opublikowano: 27-01-2012, 00:00

Marta Wryk. Poznanianka. Wkrótce może usłyszymy ją na największych scenach świata. Ale nie zapeszajmy! Na razie konsekwentnie wspina się na szczyt. Z wielką pomocą ludzi kultury i biznesu.

z kulturą, proszę!

Z poznańskim Chórem Dziewczęcym Skowronki jeździła na tournée i konkursy po całej Europie. Jako nastolatka odkryła, że jej głos brzmi dość dojrzale i postanowiła kształcić się jako solistka. Ale wybór wcale nie był oczywisty. Marta Wryk to osoba wielu talentów: wydała tomik wierszy, a studia rozpoczęła równolegle na prestiżowych Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych i na Warszawskim Uniwersytecie Muzycznym. Po trzech latach okazało się to zbyt wyczerpujące. Muzyka wzięła górę.

Po urlopie dziekańskim Marta już nie wróciła na MISH. W trakcie studiów wyjechała do Nowego Jorku spełnić marzenie życia. Manhattan School of Music. Mekka młodych śpiewaków. Ale finansowe Himalaje dla nauczycielskiego dziecka. Wróciła tylko na chwilę, by brawurowo zaśpiewać dyplom.

— Czasami myślę, że to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie moja uparta wiara, że „jakoś to będzie”. Kiedy zdawałam do Manhattan School, nie miałam pojęcia, że wydział wokalny jest największy w szkole i w związku tym są bardzo małe szanse na pełne stypendium. Byłam jednym z wielu mezzosopranów... Dobrze zaśpiewałam egzamin wstępny i dostałam bardzo wysokie, jak na śpiewaczkę, stypendium, które pokrywało 37 proc. czesnego — opowiada Marta Wryk.

Wszystko pięknie, tylko skąd wziąć brakujące 20 tys. dolarów? Kolejne listy do potencjalnych sponsorów, podania o wszystkie możliwe stypendia. Jakoś to będzie! I pewnego dnia…

Szczęście do ludzi

— Dostałam telefon z Fundacji Jolanty i Leszka Czarneckich we Wrocławiu, że czytają moje podanie i są zainteresowani sponsorowaniem mojej edukacji. Wspierali mnie przez całe trzy lata studiów. Jestem im ogromnie wdzięczna, że we mnie uwierzyli i zainwestowali. Wyjazd do Stanów to była najlepsza decyzja w moim życiu — cieszy się śpiewaczka.

Fundacja Czarneckich działa od 2007 r. Wspiera dzieci i młodzież wybitnie uzdolnioną, pracuje na rzecz dzieci chorych i z urazami, umożliwiając im powrót do samodzielności.

— Akurat tworzyliśmy program dla wybitnie zdolnych, a rekomendacje profesorów i sukcesy w prestiżowych międzynarodowych konkursach nie pozostawiały wątpliwości, że talent Marty Wryk miał szansę rozwinąć się na studiach w Nowym Jorku. Z uwagą śledzimy jej sukcesy, jesteśmy w stałym kontakcie — mówi Zbigniew Dorenda, dyrektor Fundacji.

Czesne, czynsz, życie… Koszty wciąż były jednak za wysokie jak na możliwości Polki.

— Udało mi się też uzyskać pomoc finansową od Lions Club Polonia, Polish and Slavic Federal Credit Union i marszałka województwa wielkopolskiego. Podczas studiów pracowałam jako inspicjentka, uczyłam śpiewu i polskiego, pisałam artykuły do polskiej gazety, a przede wszystkim dostawałam coraz więcej zaproszeń na koncerty, więc zaczęłam powoli zarabiać — wspomina Marta. Sama w wielkim mieście… Też niełatwe.

— Dostawałam bezcenne rady w kwestii muzyki, finansów i życia w Stanach od pani Moniki Strugałowej z Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, pani Henryki Bochniarz i pisarza Wiktora Osiatyńskiego. To duchy opiekuńcze mojej podróży do Stanów — uważa artystka. To się nazywa szczęście do ludzi. Ale też Marta potrafi zainteresować sobą otoczenie.

— Kiedy byłam w liceum w Poznaniu, bardzo chciałam uczyć się śpiewu u świetnego profesora w Warszawie, ale to było poza możliwościami finansowymi mojej rodziny. Z pomocą przyszedł mi Fundusz im. Joanny Staniszewskiej i Business and Professional Woman’s Club. A to z kolei dodało mi odwagi w poszukiwaniu sponsorów na wyjazd do USA. Wiedziałam, że są mecenasi kultury, trzeba tylko do nich dotrzeć i nie bać się poprosić o pomoc — zauważa Marta.

Sukcesy i piękne role

Wysiłek wart był zachodu, bo system kształcenia śpiewaków w USA znacząco różni się od tego w Polsce. Rozwój fizjologiczny idzie w parze z emocjonalnym, do tego praktyczne przedmioty: dykcja, taniec, aktorstwo.

— W amerykańskim college’u muzycznym uczą także umiejętności prowadzenia własnej kariery: jak zdobyć agenta, jak od strony prawnej i finansowej wygląda praca wolnego strzelca w tym zawodzie, skąd czerpać wiedzę o przesłuchaniach, konkursach, jak podtrzymywać kontakty zawodowe. Pół roku temu dostałam nagrodę w konkursie Career Bridges. W zeszłym roku wygrałam międzynarodowy konkurs wokalny we włoskiej Gorizzi. Dostałam kilka możliwości pracy. Wybrałam jedną i w październiku rozpoczęłam rezydencję w operze w Wirginii — cieszy się Marta.

Te sukcesy zbliżają ją do prawdziwej sceny. — Na festiwalu w Chautauqua śpiewałam rolę Elisabeth Proctor w „The Crucible”, operze Roberta Warda na podstawie sztuki Artura Millera „Czarownice z Salem”. Grałam kobietę z krwi i kości, o nieskazitelnej moralności, a jednocześnie oziębłą. Zbudować taką postać to nie lada wyzwanie! — emocjonuje się młoda artystka.

Przed Martą wiele pięknych ról. W tym jej wielkie marzenia: Sesto w „Łaskawości Tytusa”, Donna Elwira w „Don Giovannim”, Octavian w „Der Rosenkavalier”. Właśnie debiutuje jako Aglaonice w „Orfeuszu” Glassa w operze w Wirginii. Nam pozostaje śledzić repertuary.

Marta Wryk

Absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego i Manhattan School of Music, rezydentka Virginia Opera w Norfolk (USA). Występowała w Polsce, Niemczech, Holandii, USA i we Włoszech. Ma za sobą role m.in. w „Il Pastor Fido”, „Czarodziejskim Flecie”, „Zemście Nietoperza”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MICHAŁ MIZERA

Polecane