Japoński bożek biedy wygrywa ze słabym rynkiem

Reuters Life!, MAG
02-03-2009, 11:14

Japończycy to mają dobrze. Ci, którzy stracili pracę i szukają kogoś, kogo można by obwinić o światowy kryzys finansowy, mogą odwiedzić sanktuarium bożka biedy, Bimbo Gami. To drewniana rzeźba wychudzonego i brudnego mężczyzny, który przynosi pecha i ubóstwo domom, które nawiedza. Goście, którzy przyjeżdżają do górskiego sanktuarium położonego w odległości około czterech godzin jazdy od Tokio, mogą bić, kopać i obrzucać bóstwo grochem.

„Bijesz i zwalczasz ubóstwo we własnym sercu, a potem jesteś głęboko przekonany, że spotka cię coś dobrego” - tłumaczy 77-letni mistrz sanktuarium Tessen Sakura, kiedyś bankier, który założył je 11 lat temu.

O ile w większości sanktuariów wierzący oddają hołd bóstwu, w Bimbo Gami goście muszą trzy razy uderzyć rzeźbę kijem, kopnąć kolejne trzy razy, a potem obrzucić ją grochem. W ten sposób można przegnać złe duchy i pecha.  Ponieważ w Japonii trwa recesja, sanktuarium przeżywa oblężenie. W ostatnich miesiącach odwiedziło je tysiące osób. Bywają dni, gdy przyjeżdża nawet pięciuset gości.

Chociaż mistrz sanktuarium i jego 68-letnia żona Haruko mają za sobą kilka nieudanych interesów, to akurat z sanktuarium im się powiodło. Bożek biedy okazał się szczęśliwy dla pary starszych ludzi. Żyją teraz całkiem nieźle utrzymując się z pieniędzy zarobionych na sprzedaży amuletów na szczęście.

Jak to się robi zobacz TUTAJ.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Reuters Life!, MAG

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Japoński bożek biedy wygrywa ze słabym rynkiem