Jeden został na lodzie, a drugi w zarządzie

Agnieszka Berger
19-11-2007, 00:00

Jacek Socha czuje się ofiarą czarnego PR. Nie został prezesem PGE Energia, a szefowie grupy energetycznej ocalili głowy.

Jacek Socha czuje się ofiarą czarnego PR. Nie został prezesem PGE Energia, a szefowie grupy energetycznej ocalili głowy.

Czwartkowa rada nadzorcza PGE Energia, ważnej spółki zależnej Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), największego producenta prądu w kraju, zakończyła obrady dwie godziny po północy. Jacek Socha, były prezes PGE, nie został szefem PGE Energia, a Paweł Urbański, prezes PGE, i Henryk Baranowski, jego zastępca, których głowy miały polecieć, jeśli tak się nie stanie, zachowali posady. Wobec takiego ultimatum postawił ich — jak twierdzi Paweł Urbański — właściciel, czyli minister skarbu.

Paradoksalnie głowy szefów PGE ocalił… Jacek Socha, który — jako członek rady PGE Energia — nie wnioskował na posiedzeniu o oddelegowanie go do zarządu. Rada nadzorcza poinformowała o tym na piśmie Michała Krupińskiego, ostatniego urzędującego wówczas podsekretarza stanu w resorcie skarbu, któremu, według nieoficjalnych informacji, Wojciech Jasiński, szef resortu, polecił niezwłoczne „odstrzelenie” niepokornych menedżerów, jeśli rada nie powoła Sochy. Dzięki temu wiceminister zyskał „podkładkę”. Gdyby nie to, być może Paweł Urbański i Henryk Baranowski nie zasiadaliby już w zarządzie grupy. Jacek Socha twierdzi, że to teoria spiskowa, która nie ma nic wspólnego z prawdą.

Dlaczego zdecydował się nie kandydować do zarządu PGE Energia? Z pewnością nie powstrzymała go troska o los szefów grupy. Ma do nich żal, bo uważa, że jego kosztem podlizują się nowej władzy. Pikanterii sprawie dodaje, że Paweł Urbański i Henryk Baranowski jeszcze niedawno byli zastępcami Jacka Sochy, który do 4 lipca był prezesem PGE.

— Objęcie przeze mnie prezesury w PGE Energia było uzgodnione jeszcze w lipcu. Nie pamiętam, czy to była moja propozycja, czy zarządu PGE, ale wszyscy uważali, że to świetny pomysł. Teraz panowie budują sobie moim kosztem martyrologię na użytek nowej władzy. Jestem zaskoczony rozmachem czarnego PR — mówi Jacek Socha.

Jego zdaniem, afera wokół jego osoby została rozdmuchana, by odwrócić uwagę od rzeczywistych problemów PGE Energia, skupiającej m.in. osiem spółek dystrybucyjnych.

— Spółka nie funkcjonuje prawidłowo. Nie jest przygotowana do wolnego rynku. Będzie bardzo szybko traciła klientów, bo nie ma prawdziwego zarządu. Jej szefowie to zarząd de nomine. Te same osoby są dyrektorami najważniejszych pionów w PGE. Nie mają czasu zajmować się spółką — twierdzi Jacek Socha.

Czy problemy rzeczywiście były tak palące, by rada musiała obradować do godz. 2.00 w nocy w przeddzień zaprzysiężenia nowego rządu? Zdaniem Jacka Sochy, moment był tak samo dobry jak każdy inny, a obrady się przedłużały, bo szef rady ciągle odbierał telefony i SMS-y.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Jeden został na lodzie, a drugi w zarządzie